Jak zaczęła się nasza 10letnia przygoda z Wampirem: Maskaradą

Dziś zdałem sobie sprawę, że 14 lat temu (sic!) w podobnie upalnie gorące Boże Ciało…rozegraliśmy pierwszą sesję w Wampira:Maskaradę. Był to iście wybuchowy storytelling. Opowiem Wam w skrócie.

Miałem przyjemność bycia Narratorem i był to dla mnie dziewiczy rejs ku światom wyobraźni i Mroku. Koterię wtedy tworzyło dwóch, młodych Kainitów – Sebko, grający Adamem(Malkavian) i Michał-Minatsu, grający Tomaszem z klanu, którego nie pamietam. Byli świeżo przeistoczonymi wampirami w Piotrkowie. Od dekad miastem rządził, później szczerze znienawidzony, Książę Maksymilian – Lew Lechistanu.

Scenariusz był prosty, jak parasol.

Pewnej nocy Twórcy naszych Kainitów…zaginęli. Tak przynajmniej powiedział im Książę miasta, wzywając na audiencję. Prawda była jednak bardziej skomplikowana. Ojciec Roberta i Tomasza ukrywali się przed Maksymilianem, ponieważ odkryli jego zdradę względem ich sekty i całego miasta! W tajemnicy współpracowali też z Dominikiem, Twórcą samego Księcia, który od ponad 30 lat uwięziony był w wampirzym śnie, torporze. Oczywiście w ten stan wpędził go jego własny syn, który sprzeniewierzył się na rzecz Sabatu (z punktu widzenia świata gry, to byli ci “źli”) i postanowił we wrogi sposób przejąć władzę.

Młodzi nieżywi otrzymali pierwsze zadanie od Księcia:

Odnajdźcie swych Ojców, ponieważ grozi im niebezpieczeństwo.

Maksymilian w ten sposób chciał dopaść swych przeciwników z własnym Ojcem, Dominikiem, na czele. Ten ostatni był na tyle potężnym Kainitom, tzw. Matuzalemem, że potrafił tkać pajęczyny intryg i sterować innymi, nawet w torporze.

Jednym z głównych założeń Wampira: Maskarady (poza “złotą zasadą”, że jak nie chcesz grać zgodnie z zasadami z podręcznika, to graj swoimi), jest dać możliwość graczom bycia bogami wśród śmiertelników. Ten kij ma też drugi koniec. Pamiętam, że chłopaki w pewnym momencie poczuli zbyt dużą władzę na życiem i śmiercią ludzi (doprowadziło to do śmierci perkusisty zespołu “Coma” w “Klubie 66” – nawet nie pytajcie :D). I to był doskonały moment, żeby przypomnieć im ich miejsce w wampirzym łańcuchu pokarmowym. Książę musiał ich odpowiednio „ustawić” i przypomnieć kardynalną tradycję (prawo) Kainitów, czyli Maskaradę. Wszelkie działania, które mogły być powodem do odkrycia przez śmiertelnych, że wampiry kroczą między nimi, było surowo karane. Jednak póki co, ta dwójka była potrzebna Maksymilianowi, więc pozwolił im działać dalej.

Wróćmy do samej historii. Nie pamiętam jej szczegółów, a sam scenariusz prawdopodobnie przepadł w odmętach historii, ale jedno jest pewne. Finał rozegrał się w ciepłowni na ulicy Rolniczej 75. Tomasz i Adam odnaleźli w piwnicach zapomniane katakumby, a w nich swoich Ojców, którzy przygotowywali się do odprawienia rytuału nad śpiącym Dominikiem. Chcieli przebudzić Matuzalema, żeby ten odzyskał odebraną przez własnego syna władzę, a następnie ukarać sprzeniewierzonego Maksymiliana. Niestety, Książę był bardziej przebiegły niż ta dwójka i wykorzystując młodych Kainitów odnalazł spiskujących przeciwko niemu wrogów.

Sesja zakończyła się przy akompaniamencie eksplozji oraz w objęciach gorejących podmuchów. Maksymilian wysadził wszystko i wszystkich w powietrze, chcąc raz na zawsze rozprawić się ze swoim Ojcem. Tym samym bohaterowie graczy zostali pochłonięci przez ogień, który jest jedną z największych broni przeciw wampirom. Pamiętam, że miny Sebka i Michała mówiły jedno: nie spodziewaliśmy się śmierci naszych bohaterów już na pierwszej sesji.

Ja planowałem od samego początku, ponieważ:

  • chciałem sprawdzić na ile spodoba mi się mistrzowanie;
  • chciałem sprawdzić jak graczom spodoba się moje mistrzowanie;
  • chciałem, żeby moja pierwsza sesja była z jakiegoś powodu godna zapamiętania, a przecież nie ma nic lepszego niż śmierć bohaterów (chociaż jak o tym myślę, to po tych wszystkich latach bycia MG, na pewno znalazłbym coś lepszego:) ).

A co z Księciem Maksymilianem? Bardzo szybko rozegraliśmy kolejną sesję już z nowymi bohaterami. Wtedy już wyszło oficjalnie na jaw, że Książę “zdradził”. To spotkanie doprowadziło do tego, że musiał uciekać z miasta w hańbie. Przez kolejne lata pojawiał się co jakiś czas, jako arc-schwarzcharakter (np. doprowadził do spalenia kina Hawana, a nawet własnoręcznie zamordował postać jednego z bohaterów – ta ostatnia historia wymaga osobnego wpisu, oczywiście jeśli będziecie chcieli ją poznać. WARTO).

Dokąd nas to wszystko doprowadziło? Przez kolejne 10 lat (sic!) graliśmy w Wampira: Maskaradę. Na przestrzeni tego czasu:

  • rozegraliśmy ogromną ilość sesji (któż by je zliczył?);
  • obserwowaliśmy jak zmienia się Piotrków by Night (w “naszej” wersji miasta nadal jest Pub Rock’n’Roll, a zamiast miejskiego aresztu nie ma “Biedronki” tylko jest…areszt, siedziba jednego z Nosferatu);
  • w trakcie tych 10 lat Mroczne historie snuło trzech Narratorów. Michał, który wprowadził na tron Księżną Katarzynę. Zawau, który “zaprosił” do miasta Sabat pełną gębą, i ja…ten co zaczął, i zakończył całą sagę.
  • przez stół Narratorów przewinęło się nawet 10 graczy, jedni mniej lub bardziej regularnie biorący udział w całej opowieści. Jedynym graczem, który rozegrał sagę od samego początku do końca był Sebko.

Jeśli doczytałeś aż tutaj, to dziękuję za wspólną podróż w czasie. Z Wampirem:Maskaradą wiąże się kilka wartych odnotowania opowieści, dlatego jeśli jesteś ich ciekaw, zostaw swój komentarz.

A może jesteś jednym z graczy lub Narratorów? Jakie Ty masz wspomnienia związane z Wampirem: Maskaradą. Podziel się nimi, jestem krwiożerczo ciekaw :).

Niestrawny

About Niestrawny

Jestem twoim bohaterem, gdy go potrzebujesz.

View all posts by Niestrawny →
  • Zawau

    Ja chyba najlepiej wspominam dwie sesje z cyklu „Pozdrowienia” – z Warszawy i z Moskwy. W Moskwie była chyba najbardziej dramatyczna scena przy naszym stole ever. A sesja warszawska przypadła mi do serduszka bo wszystko w niej się doskonale układało. Były dynamiczne walki, w których mogliśmy poczuć bycie nadczłowiekiem i była naturalna kooperacja w koterii, gdy robiło się zbyt gorąco.

    • Maciek

      Zdecydowanie te dwie historie dobrze zażarły. Naturalna kooperacja w koterii, coś co się prawie nie zdarzało :D Dobre sesje.

      Śmierć Michała na pewno powspominamy!