Dzieci Tzeentcha – podsumowanie sesji, epilog i posłowie

Architekt Przeznaczenia ujął nietykalnego w swoją boską dłoń. Na dłuższą chwilę wszystkie twarze boga oszustw i podstępów zamilkły i utkwiły swoje spojrzenia w Rigo Vandenie. Mężczyzna wierzgał i krzyczał w niepohamowanej histerii, próbując się wyrwać spomiędzy koślawych palców Tzeentcha. Parę sekund później wyprężył się, a z jego oczu i ust błysnęły snopy jasnego światła. Wrzask przerodził się w jednostajny szum, który nasilał się wraz z tym jak światło wydobywające się z ust i oczu Rigo Vandena stawało się coraz jaśniejsze.

Kilka godzin wcześniej…

Vent stał na powierzchni czerwonej planety, oko w oko z Vulgrimem. Demon przekazał tech-kapłanowi koordynaty mające przeprowadzić heretyków bezpiecznie przez Osnowę bez pomocy Nawigatora. Ponadto wyjawił mu sposób funkcjonowania artefaktu, który Vent otrzymał od Hieronymusa Schustera jakiś czas wcześniej. Po powrocie z wnętrza Księgi Jednej Prawdy, Vent i Lynch przeprowadzili „Prawdę” przez Immaterium bezpiecznie, prosto na stację Schustera.

Tam dowiedzieli się, że przejście dla Lyncha i Efrith jest już gotowe. Mieli wyjść do Osnowy po czwartego potężnego psykera, którym okazał się być Heberus, zmieniony przez Chaos, lepszy i potężniejszy. Portal został stworzony przez Ussaxa i Jihara z ciała Elakaia. Z kolei jego oczy miały posłużyć wysłannikom jako antidotum na potężne spaczenie powodowane przez przebywanie bez ochrony w Immaterium. Gdy Aeneas i Efrith przeszli przez portal zostali zaatakowani przez rój wściekłych demonów, które skutecznie ich spowalniały i utrudniały im powrót do świata materialnego. Po powrocie Lyncha i Efrith, cała sekta przygotowała się do wyruszenia ze stacji, pozostawiając na niej tylko dziecko Iriny i Siddela – Gabriela. Heretycy wykonali kolejny skok bez asysty Nawigatora, tym jednak razem prowadzeni przez Ussaxa, Jihara, Heberusa i Abagora. Gdy dotarli na miejsce, okazało się, że trafili na niedawno przez nich opuszczoną planetę Tartarus, tę samą, na której poznali Abagora. Na południowym zachodzie planety odnaleźli starodawną imperialną świątynię, w której zamierzali przeprowadzić ostateczny rytuał w ich krucjacie.

Po wstępnym rozpoznaniu, heretycy rozpoczęli przygotowania do ostatecznej batalii i rytuału. Gdy tylko ów się rozpoczął, pojawiły się pierwsze jednostki Gwardii Imperialnej. Na pierwszy ogień poszli Storm Trooperzy, imperialni specjalsi biegli w cichych operacjach i zasadzkach. Kolejni byli szeregowi Gwardziści asystujący dwóm imperialnym psykerom – Tyxusowi Evrenowi, który śledził heretyków już od Vanatu oraz Io, wierny sługa Varla Reinhardta, Lorda Inkwizytora Ordo Malleus, który pojawił się niedługo później.

W międzyczasie heretycy pozbawiali życia kolejnych sługusów Imperium, a z portalu otwartego przez czterech potężnych psykerów wyłoniła się ogromna ręka należąca do samego Tzeentcha. Nie pochwyciła ona jednak Rigo Vandena, lecz tknęła Abagora przemieniając go w oszalały pomiot Chaosu. Dopiero kilka długich minut później, owa dłoń sięgnęła po blanka i zabrała go z materialnego świata do Immaterium.

Tak wyglądało rozpoczęcie rytuału

Nie obyło się jednak bez ofiar po stronie heretyków. W wyniku anomalii Hieronymus Schuster i Io zamienili się ciałami, a Vent zmasakrował ciało imperialnego psykera swoim serwo-ramieniem. Nie zmieniłoby wiele, gdyby tego nie zrobił, bowiem wspomniany wcześniej Varl Reinhardt zabił ciało Schustera jednym celnym strzałem z melta-guna.

Gdy w końcu Tzeentch sięgnął po blanka i zabrał go do swojej domeny, czas stanął w miejscu. Wszyscy heretycy usłyszeli w swoich głowach głos Vulgrima:
Moi akolici. Stajecie u kresu swojej dotychczasowej drogi. Podejmijcie wybór jak ją zakończycie. Czasu jest mało, śpieszcie się…

Bohaterowie podjęli decyzję. Większość wkroczyła za Jiharem, Ussaxem, Abagorem i Heberusem do wnętrza portalu, w który zamieniła się tafla wody w świątyni. Niektórzy próbowali, lecz im się nie udało – tak jak Hugo, który padł kolejną ofiarą broni Reinhardta. Inni uznali, że właściwym będzie próbować uciec z planety, która była już poddawana procedurze Exterminatus przez siły imperialnej floty. Mor’Der i Lorenzo polegli na powierzchni planety, obserwując jak ta pogrąża się w nuklearnej zagładzie.

 

A tak wyglądało jego zakończenie.

Epilog

Gdy portal zamknął się za plecami ostatniego wbiegającego weń heretyka, słyszeli ogłuszający huk eksplozji nuklearnych, fal uderzeniowych wstrząsających powierzchnią ziemi, kruszących planetę na drobne fragmenty. Zasłona oddzielająca dwa równoległe światy osłoniła ich od apokalipsy, która pochłonęła członków Inkwizycji i wszystkich innych nieszczęśników, którzy nie mieli wystarczająco dużo łaski ich bogów, by uciec przed niechybną śmiercią.
Jednakże, znajdowali się teraz w Osnowie, świecie umarłych, którego materia zapalczywie wgryzała się w ich kruche i wątłe ciała. Coś jednak sprawiało, że zamiast gwałtownie przeobrażać się w pomioty Chaosu, stali nabuzowani adrenaliną, gotowi do dalszej walki, nie poddając się wpływom Immaterium.
Naprzeciwko nich, kilka metrów nad ziemią lewitowała ciemno zielonkawa sfera o czarnej źrenicy ziejącej nieprzeniknioną otchłanią.
 
Akolici, Wasza misja zakończyła się sukcesem. Plan Tego, Który Zmienia Drogi staje się faktem, nowy rozdział Wielkiej Gry się rozpoczął. 
Każdy spośród heretyków, którzy dotrwali do końca, otrzymał nowe, potężne dary od swojego patrona. Wszyscy stali się demonami. Jednak najważniejsze dopiero dokonywało się przed nimi.

Architekt Przeznaczenia ujął nietykalnego w swoją boską dłoń. Na dłuższą chwilę wszystkie twarze boga oszustw i podstępów zamilkły i utkwiły swoje spojrzenia w Rigo Vandenie. Mężczyzna wierzgał i krzyczał w niepohamowanej histerii, próbując się wyrwać spomiędzy koślawych palców Tzeentcha. Parę sekund później wyprężył się, a z jego oczu i ust błysnęły snopy jasnego światła. Wrzask przerodził się w jednostajny szum, który nasilał się wraz z tym jak światło wydobywające się z ust i oczu Rigo Vandena stawało się coraz jaśniejsze.

W końcu oślepiająca, biała łuna pochłonęła blanka i oświetliła samego boga Chaosu tak intnsywnie, że widać było tylko jego obrys. Chwilę później światło rozproszyło się, a po Rigo Vandenie nie pozostał żaden ślad.
Tzeentch powrócił do niekończącego się dialogu wszystkich swoich twarzy z samym sobą.

W Osnowie zapłonęły miliardy nowych świateł, wszystkie synchronicznie zmieniały swoją barwę co kilka chwil, przechodząc przez wszystkie odcienie fioletu i błękitu. Miliardy naczyń wypełnionych przez jedną esencję.

Ivo Scharfner upadł na ziemię bezwładny. Wszyscy spojrzeli na niego z mieszaniną zdziwienia i pogardy. Ktoś do niego podszedł by sprawdzić, czy oddycha. Choć Scharfner uchodził z jakiegoś niesprecyzowanego powodu za odmieńca, nigdy wcześniej nie przydarzyło mu się nic podobnego. Kiedy jeden z pozostałych pracowników kopalni oglądał nieprzytomnego Ivo, ten nagle otworzył oczy, które mieniły się nikłym fioletowym blaskiem. Podniósł się bez słowa. Stojący obok człowiek spytał, czy dobrze się czuje. Z subtelnym uśmiechem, blank odparł:
-O tak, zupełnie jak nowo narodzony.

Posłowie

W chwili gdy czytacie te słowa, mamy za sobą już niemal trzyletnią kampanię w Black Crusade. Bywały w niej momenty lepsze i gorsze, ale koniec końców dotarliśmy wspólnie do finału. Blank został pochwycony i przeniesiony do Osnowy, plan przebiegłego Tzeentcha się wypełnił. Przyznam, że miewałem chwile zwątpienia, w których sądziłem, że nie doprowadzę tej opowieści do finiszu. Przeważnie objawiało się to dłuższymi przerwami, z których najdłuższa trwała chyba ponad pół roku. Odstęp między ostatnią i przedostatnią sesją też był imponujący, niemalże 2 miesiące. A zapowiadałem, że skończymy tę kampanię jeszcze we wrześniu. Swego czasu liczyłem, że uda mi się ją zakończyć w październiku… 2016 roku.
Niemniej z niekrytą satysfakcją oznajmiam, iż była to najdłuższa, największa i najbardziej dopieszczona kampania w mojej dotychczasowej karierze Mistrza Gry. Choć jestem nadludzko zmęczony przerośniętą i nazbyt szczegółową mechaniką Warhammera „czterdziestki”, to przyznać muszę, że bawiłem się wybitnie. I czuję też, że co nieco się nauczyłem jeśli chodzi o prowadzenie. Teraz czeka nas wycieczka do futurystycznego Szanghaju. Oczekujcie nowinek.
Trzy lata, około trzydziestu sesji, dziesiątki bohaterów niezależnych, pięć planet, setki punktów korupcji i infamii oraz drużyna heretyków, która całkiem sporo zmieniła w losach galaktyki. A wszystko zaczęło się od PBeMa poprowadzonego pod koniec 2014 roku, gdzie gracze byli jeszcze po stronie Imperium. Wow. Kawał czasu, mnóstwo wspomnień. Być może kiedyś wrócimy do tej historii, z inną mechaniką, inną konwencją (w końcu teraz już jesteście czempionami). Tymczasem, dziękuję Wam za to, że wytrwaliście ze mną do końca tej krucjaty. To były bardzo fajne i inspirujące trzy lata. Na pohybel Imperium, Tzeentch chroni!

W bonusie załączam link do pobrania pliku rar z wszystkimi podsumowaniami fabularnymi z naszej kampanii. Począwszy od inicjacyjnego PbeMa, przez wszystkie podsumowania sesji, scenki między sesjami, mini-opowiadania na epilogu z finału skończywszy.
Kompletna kronika „Dzieci Chaosu” (pobierz).

  • Mimo, że nie dotrwałem do końca, a właściwie zagrałem tylko epizodycznie to śledziłem losy i naprawdę jestem pełen podziwu i też poniekąd zazdrości!

  • Maciek

    Cóż to było za doświadczenie! To co było PRZE to:

    – sam pomysł na kampanię w tej finalnej fazie, czyli „skrzyknięcie” 4 psykerów i przygody z tym związane
    – przeskok w czasie (mindblown)
    – przygotowanie sesji – te wszystkie mapki, obrazki pokazujące BNów, widać że się napracowałeś (szacun MG ulicy!)

    Dla Mor’Dera na pewno najbardziej satysfakcjonujące było:

    – wyrobienie sobie reputacji gościa, który trafia we wszystko niezależnie z jakiej odległości (to najlepsza rzecz, jaka mogła spotkać assasyna jego pokroju)
    – nie blokowanie jego rozwoju, tj. zgodziłeś się na to >70 BS w statsach (nie pamiętam czy zasadne było podniesienie cechy czy nie, nieważne), dzięki czemu stał się w ostatnich chwilach kampanii najpotężniejszym strzelcem w uniwersum (żodyn imperialny nie mógł się z nim równać)
    – metamorfoza Mor’Dera – od ghosta ridera do hulka z ogonem (chociaż trochę smutno, że przez to stał się klocem, ale jakim)

    W głębi serca mam nadzieję, że Mor’Der i Lorenzo dali radę uciec z planety. Klasyczny przykład, że to prawie możliwe: https://www.youtube.com/watch?v=K_2T2x2TyLs

    A to co mogłoby pomóc tym sesjom być jeszcze lepszymi to:

    – granie LIVE (osobiście nie potrafię się wczuć na roll20, rozumiem pragmatyzm, ale chyba się do tego nie nadaje…tj bardzo trudno mi się gra po prostu ;- )
    – zdarzały się sesje, gdzie głównie walczyliśmy i to jeszcze z kohortami jakichś mobków (bleee)
    – coś jeszcze miałem, ale zapomniałem ;)

    Keep on rockin