Pokłosie

W poprzednim odcinku

Strumień wielokolorowej energii wystrzelił z trójpalczastych łap spaczonego nawigatora. Huk i blask wypełniły wnętrze jamy, w której się znajdowali. Bestia złożona z ciał poległych zawyła w agonii rażona promieniem zmiany, który przekształcał jej tkanki w nieskoordynowany, bolesny sposób. W końcu padła na ziemię bulgocząc i wijąc się w spazmach. W tym samym momencie tuż za Himlithem pojawiła się szczelina, z której wyłoniły się chude i powyginane ręce, które chwyciwszy heretyka, gwałtownie wciągnęły go do środka pęknięcia w akompaniamencie wrzasków i jęków dochodzących z Otchłani. Wszyscy stanęli jak wryci. Ich szok był tym większy, gdy z portalu wyłonił się pokraczny, ryczący wściekle demon o kilku ramionach. Z jego tułowia wyzierała wielka paszcza upstrzona ostrymi zębiskami.

Gdy tylko ujrzał heretyków, rzucił się na nich w morderczym szale, jednak refleks i umiejętności bojowe Lorenzo oraz Cilii pozwoliły im otoczyć demona i naprzemiennie dźgać jego spaczone ciało ostrzami. Gdy zabójczyni zadała ostateczny cios, stało się coś niebywałego – różowy horror podzielił się na dwa kolejne demony, tym razem o ciemnoniebieskim kolorycie. Jednak podobnie jak ich poprzednik nie były wystarczająco biegłe w walce wręcz ani dostatecznie zręczne w miotaniu płomieni Osnowy, by stanowić wyzwanie dla dwójki zabójców.

Po kilku minutach demony leżały martwe wśród reszty zwłok i rozkładały się w przyśpieszonym tempie. Wyczerpany Aeneas, który w trakcie walki trzymał się na bezpiecznym dystansie, przeszukał pomieszczenie ponownie. W miejscu, w którym zniknął Himlith odnalazł torbę, w której znajdowała się dobrze znana mu księga oraz sztylet, który pamiętał jeszcze sprzed powrotu do swego obecnego ciała. Cała trójka udała się na zewnątrz jaskini, gdzie czekał na nich Skowyt Vaskada, a w nim ranny Hugo oraz zwłoki Siddela spoczywające wciąż na fotelu strzelca. Nadszedł czas, by Hugo odzyskał wzrok.

Lynch wyjął z torby kawałek skóry istoty, którą wcześniej spotkali na pustyni. Położył ochłap na twarzy heretyka, następnie ujął jego głowę w swe dłonie i skupił się. Wiedział, że to, co próbuje zrobić będzie wymagało nie tylko sporego zasobu mocy, ale też precyzji. Wiedział jak odprawiać rytuały i zadawać ból wrogom. Leczenie i naprawianie żywych tkanek leżało poza jego kompetencjami. Dało to o sobie znać, gdy ziemia dookoła zadrżała. Wnet usłyszeli krzyk kobiety. Gdy się obejrzeli, zobaczyli jak skóra z ramion Cilii samoistnie się zdziera. Lorenzo upadł na ziemię odrzucony przez falę uderzeniową, a Aeneas, krwawiąc ze świeżych ran, padł nieprzytomny.

Gdy się obudzili, nie mogąc określić ile czasu minęło, zaczęli analizować sytuację, w której się znajdowali. Wycieńczony Lynch z trudem zbierał się na równe nogi. Lorenzo trzymał się pod bokiem, jednak był w stanie się samodzielnie poruszać. Gorzej wyglądała Cilia, której ręce były teraz odkrytymi mięśniami, obficie krwawiącymi. Wszyscy jednak spoglądali na Hugo, z którego zmasakrowanej twarzy wystawała para czułków zakończonych gałkami ocznymi.

Kiedy udało im się zebrać siły i wejść na statek, a następnie odlecieć, lecieli w milczeniu. Ciszę zmąciło tylko pytanie zadane Hugo przez Lyncha:
-Widzisz wszystko tak jak trzeba?
Jeden z czułków odwrócił się w stronę psykera, po czym Hugo skinął głową i mruknął pod nosem:
-Wystarczająco.
Choć „Skowyt” był podziurawiony i poprzecinany przez miecze demonów, wciąż był zdatny do użytku. Większy problem będą mieli jeśli wylecą nim poza atmosferę. Gdy dolecieli do jaskini, w której wcześniej powitała ich grupa mutantów, posadzili desantowiec na dnie pieczary. Kolejno wyszli ze statku i skierowali się wgłąb jaskiń. Nie musieli dłużej szukać, nim napotkali odzianych w maski przeciwgazowe i łachmany zbrojnych strzegących wejścia wgłąb korytarzy.
-To znowu wy?

 

* * *

-A zatem, jeśli dobrze rozumiem, przychodzicie do nas licząc na wikt i opierunek oraz chcecie zwerbować naszych ludzi, by pomagali Wam w dalszej podróży?
Starszy mężczyzna, który stał naprzeciwko heretyków przyglądał im się wnikliwie zbielałymi oczami. Jego śliska skóra ociekała gęstą przezroczystą wydzieliną. Przez dłuższą chwilę pocierał swoją szczękę, zastanawiając się nad żądaniami przybyszów. W końcu przemówił:
-Zgodzimy się, ale pod jednym warunkiem. Oddacie nam wszystkie fragmenty kryształu, które posiadacie. To my je przekażemy Mistrzowi – uderzył kosturem w ziemię i utkwił spojrzenie w heretykach – Inaczej nie macie czego tu szukać.