Ci, którzy zmieniają drogi III: Moria

on

W poprzednim odcinku

Od dłuższego czasu część świadomości Himlitha pozostawała w stanie uśpienia. Niedługo po przybyciu na stację Schustera zaczęła się wynurzać z mroku do świadomości. Nim jednak na dobre odzyskała władzę nad ciałem spaczonego nawigatora, śniła o dziwnym drzewie rosnącym na pustkowiu. Drzewie złożonym z wysuszonych i żylastych rąk splecionych w formę wysokiej rośliny. Na środku pnia owego drzewa znajdował się symbol, który był doskonale znany obu świadomościom bytującym w ciele nawigatora. Jednak tylko jedna z nich była w stanie rozpoznać twarz, która wyzierała spod palców splatających się w pień owego dziwnego drzewa.

Ze snu wyrwało go szczekanie Borgara zwanego także Esmerem przez część sekty. W pomieszczeniu siedział Schuster w otoczeniu kilku innych heretyków i rozprawiali o planie wysłania dwóch równoległych ekspedycji w celu pozyskania obu potężnych psykerów. Część grupy miała udać się na planetę Moria, gdzie rezydował Ussax, zaś druga część do planety Tartarus, gdzie mieli odnaleźć ucznia Sindri Myr’a, jednego z niewielu istniejących psykerów Khorne’a.

Gdy grupa ustaliła, kto wyruszy na którą planetę, przystąpili do działania. Sam wylot poprzedził niewielki incydent, w którym sam Jihar rozdzielił świadomości Himlitha. Wszyscy ruszyli wgłąb kosmosu. Wpierw wykonali skok do planety Tartarus, gdzie Siddel, Cilia, Hugo i Lorenzo odlecieli Skowytem Vaskada na powierzchnię owej planety, a Ulrickus został zrzucony w kapsule.  Następnie pozostali wykonali kolejny skok przez Osnowę do Morii – planety, na której rezyduje od dłuższego czasu Ussax, potężny czarownik Nurgla.

Cała podróż przebiegła spokojnie. Gdy Vent, Himlith, Mor’Der, Kain i Schuster zbliżyli się do powierzchni Morii, która była osnuta gęstą zieloną mgłą, dojrzeli w dole wioskę podobną do wielu wiosek, które było dane im zobaczyć na innych planetach o nierozwiniętej technologii. Po wnikliwej inspekcji stwierdzili, że wioska jest całkowicie opustoszała: zawalone domy, niemal doszczętnie zjedzone ludzkie szkielety oraz ciała kilku spaczonych Space Marines. Szybko przekonali się, co sprowadziło na wioskę i Adeptus Astartes ów los.

Była to chmura spaczonych much pożerających wszystko co napotkały na swej drodze. Heretycy salwowali się ucieczką, jednak na pokład statku dostało się też kilkadziesiąt much. Vent uznał że najlepszym rozwiązaniem będzie pozbycie się much poprzez wyssanie ich do próżni poza atmosferą planety. Po gorączkowej walce i jak najszybszym locie w górę udało im się pozbyć insektów. Mogli powrócić na planetę by kontynuować swoją misję.