Piotrkowska Platforma Graczy RPG i gier Planszowych

Ci, którzy zmieniają drogi – cz. 1

Kilka godzin wcześniej

Po pochwyceniu Rigo Vandena drużyna skontakowała się z Prawdą dryfującą w pobliżu Vanatu. Zakomunikowali powodzenie misji i udali się do Tenebris w poszukiwaniu materiałów potrzebnych do uszczelnienia statku (a właściwie zakrycia całego przedniego okna). Przeprawa przez budynek więzienia zapełniony żywymi trupami była mozolna ale nie sprawiła bohaterom kłopotów. Powolne i ślamazarne zombie nie stanowiły zagrożenia. Większość z nich skończyła spopielona ogniem Osnowy ziejącym z paszczy płomieńca wyrosłego w miejscu ręki Himlitha.

W końcu, z żeliwnymi drzwiami garażowymi dzierżonymi w uścisku serwo-ramienia Venta wrócili do Prochów Albusa. Vent zajął się naprawą, zaś reszta drużyny oprawiła ciało jednego z Szakali – Vorlina. Po upieczeniu go nad ogniem posilili się. Jedyną alternatywą były ciała chodzących trupów, ponieważ wszelkie jadalne zapasy zostały wcześniej pochłonięte przez Kaina. On sam nie powstrzymywał się już przed jedzeniem surowego ludzkiego mięsa, nawet jeśli było już kolejnej świeżości.

Zapadł wieczór, heretycy nocowali w pobliżu statku, przy ognisku. Gdy nad ranem przybyła do nich serwoczaszka Venta, tech-kapłan zamontował ją jako ich (a właściwie jego) jedyne okno na zewnątrz Prochów.

Wystartowali i wzbili się na orbitę Vanatu. Wówczas Kain przekazał stery Ventowi. Wedle jego planu dryfowali wzdłuż orbity nabierając stopniowo coraz większej prędkości. Niestety, nie umknęli uwadze statków imperialnej floty, która nakazała załodze się zidentyfikować. W odpowiedzi, Vent przesłał załodze krążownika dane meteorologiczne. Równocześnie usłyszeli też rozmowę załogi Bożego Młota, z której wynikało, że tam również działo się ostatnio coś dziwnego. Drużyna szybko skojarzyła to z traumatycznym zdarzeniem z poprzedniego dnia, gdy usłyszeli jęki potępionych. Imperialny okręt wysłał patrol, który miał zidentyfikować statek heretyków. Przyśpieszyli, skrywając się po drugiej strony planety, gdzie wyłączyli silniki, łączność i wszelką elektronikę, a także porzucili serwo-czaszkę.

Tam minęli też drugi statek Imperium, jednak dowiedzieli się o tym dopiero, gdy salwa rakiet uderzyła w kadłub i wstrząsnęła Prochami Albusa. Statek wirował, każdy wciskany był w ściany przez siłę odśrodkową. Wtedy serwo-ramię Venta po raz kolejny okazało się przydatne, zapewniając mu punkt zaczepienia i umożliwiając odzyskanie kontroli nad statkiem. Odpowiedzieli na komunikat imperialnego statku deklarując poddanie się, równocześnie kierując się z maksymalną prędkością w stronę Prawdy, która już oczekiwała na ich przybycie.

Gdy tylko postawili nogi na pokładzie statku Schustera, ruszyli w stronę kabiny pilotów, gdzie do tej pory Siddel sterował wahadłowem. Gdy tylko Himlith usiadł na fotelu dla nawigatora, Schuster przekazał mu kartkę z zapisanymi koordynatami. Istota, która kierowała ciałem psykera nie pojmowała tego zapisu. Musiała zdać się na instynkt. A ów ją zawiódł. Po wejściu w Osnowę znaleźli się pośród spienionych fal Chaosu, wirujących gwałtownie i groźnie. Gdy w pewnej chwili z wielokolorowej toni wyłonił się potworny kształt, spaczony nawigator zrozumiał swój błąd.

Chwilę później wyłonili się z odmętów Immaterium, po drugiej stronie innej planety tego samego układu – Hyrik V. Powrócili odmienieni i znacznie bliżsi spaczeniu. To jednak nie mogło teraz odwrócić ich uwagi od kolejnego kroku ich misji, bowiem pdchodzili do lądowania na spieczonej nuklearną pożogą Hyrik V. Wylądowali na brzegu niemal kilometrowego krateru. Kroczyli w stronę, którą wskazywał im sygnał z nadajnika, który swego czasu tech-kapłan zbudował dla Erc Aeneasa. Czerwona i jałowa gleba chrzęściła pod ich nogami, a w odległości kilkuset metrów dostrzegali dwie sylwetki. Im bliżej nich podchodzili, tym wyraźniejsza stawała sie kakofonia krzyków udręczonych dusz. Minęło kilka minut, w których każdy kolejny krok stawał się dla nich coraz większym wyzwaniem, gdy stanęli naprzeciwko zmienionego Lyncha i Jihara zwanego Laceratorem. Obecność czempiona Chaosu wystawiała na próbę ich siłę woli. Prawie wszyscy nie dali po sobie poznać tego wysiłku. Gdy Jihar i jego sługa wkroczyli na pokład Prawdy, czempion stanął naprzeciw blanka.