Wyprawa do Umbra – podsumowanie sesji

W poprzednim odcinku

Gdy się obudził, w odbiciu ujrzał spaczone ciało starca o niebieskiej, śliskiej skórze, trójpalczastych dłoniach i twarzy, której nie znał. Ruszył w głąb korytarza, który zobaczył przed sobą. W jednym z napotkanych pomieszczeń spotkał ludzi, którzy zwracali się do niego po imieniu, którego nie znał, lecz najwidoczniej było jego imieniem: Himlith.

Gdy wszedł do sali zastawionej stołami i krzesłami, reszta drużyny właśnie dyskutowała o wyprawie do innego więzienia – Umbra, gdzie koczowało stado mutantów oraz znajdował się kolejny zapas leków. Finalne ustalenie było takie, że wyruszą następnego dnia o poranku ze względu na dużą odległość między jednym a drugim więzieniem. Jednak tuż po tej rozmowie, grupa udała się na powierzchnię i poleciała statkiem do Umbra, by zbadać teren. Od Imperatora wiedzieli, że mutanty zamieszkujące to więzienie są prymitywne i agresywne. Wizytę w miejscu rozpoczęli od lądowania na jednym z mutantów. Szybko pojawił się kolejny i kilku następnych. Trójrękie, wściekłe humanoidy uzbrojone w prowizoryczne noże i stare pistolety okazały się być realnym zagrożeniem, zwłaszcza gdy zza ruin wynurzył się jeszcze jeden, większy okaz. Grupa zdecydowała się wycofać i wrócić tu następnego dnia. Odlecieli i zatrzymali się w bezpiecznej odległości od Crepusculum, obserwując zdalnie więzienie, by potem zaskoczyć podczas konfrontacji z mutantami w Umbra.

Minęła noc. Następnego dnia, kilka godzin po świcie, zauważyli wychodzącą z Crepusculum grupę. Chwilę potem w ich uszach rozbrzmiał głośny wrzask i zawodzenie, które mroziło krew w żyłach każdego z nich oraz spychało na skraj szaleństwa.

Tak szybko jak kakofonia się pojawiła, równie niespodziewanie się skończyła, pozostawiając wszystkich z broczącymi krwią uszami. Jak się okazało, owe zjawisko dotknęło wszystkich poza blankiem. Spowodowało również wzrost spaczenia, co u Himlitha zaowocowało pojawieniem się skrzydeł i… czegoś, czego sam jeszcze nie był świadom. Z kolei Vent zaobserwował zmianę w swoim sposobie myślenia. Gdy bohaterowie się pozbierali, zauważyli, że Szakale również spostrzegli, że Arnold vel Rigo Vanden nie odczuł żadnych negatywnych skutków zjawiska, które miało miejsce przed momentem. Mimo tego, Szakale wyruszyli do Umbra, nieświadomi bycia śledzonymi przez bohaterów.

Gdy dotarli na miejsce, rozpoczęła się wymiana ognia pomiędzy Szakalami i mutantami. Z początku sprawna operacja skomplikowała się, gdy nad ich głowami przeleciał statek, z którego Mor’Der strzelał raz do mutantów, raz do Szakali, a Himlith posłał promień zmiany w Borisa. Sytuacja zrobiła się bardziej dramatyczna, gdy Arnold i Vorlin zostali nieomal śmiertelnie zranieni przez mutantów. Wówczas Kain zdecydował się wylądować na owych mutantach, a reszta drużyny pomogła Arnoldowi i Vorlinowi wejść na statek. Przez otwór pozostały po przedniej szybie na statek wdarł się także jeden z mutantów. Kain poderwał wówczas statek w górę i odleciał w stronę Crepusculum. W tym momencie Mor’Der i Himlith będąc wrażliwymi na działanie blanka stali się całkowicie niedysponowani. Vent zadbał o to, by mutant nie przeszkadzał Kainowi w pilotowaniu statku, a następnie podał Arnoldowi miksturę otrzymaną wcześniej od Zachariasza (mieszankę morfiny i innych środków uśmierzających ból). Wówczas pozostało już tylko dobicie Vorlina, który i tak był już na skraju śmierci, który jednak nie poddał się bez walki. Ostatecznie, Rigo Vanden został pojmany i związany.

Gdy powrócili od Crepusculum, spotkali Lupusa, który powiedział im o tym, że owe niepokojące zjawisko, które miało miejsce tego ranka dotknęło także wszystkich w więzieniu. Z kolei na podglądzie przekazu wideo z serwoczaszki pozostającej w Umbra, Vent dostrzegł mutanty pożerające ciała Borisa i Siva.