Stos


Na głównym placu ula panował gwar, głośniejszy niż zwykle. Gawiedź zebrana przed katedrą niecierpliwie oczekiwała na wydarzenie, które miało być największą rozrywką jaka im się przytrafiła od wielu miesięcy, a może i nawet roku. Stosy w ulu Sibellus Gamma płonęły bowiem rzadko, dzięki żelaznej ręce Inkwizycji, która trzymała herezję z dala od tego zakątka Imperium. Przynajmniej oficjalnie.

 

Dla niektórych jednak dzisiejsze wydarzenie miało być przejawem braku sprawiedliwości. Jak to możliwe, że Inkwizytor Fehr zdradził Imperium? Człowiek tak prawy, dobry i pobożny? Byli jednak w mniejszości. Mało kto odważył się kwestionować wyroki Inkwizycji, nikt nie odważyłby się ich negować otwarcie w obliczu władz. Dlatego, choć między niektórymi mieszkańcami ula dochodziło nawet do przepychanek, wygasały one natychmiast, gdy w pobliżu pojawiali się arbitratorzy grożący elektrycznymi obuchami.
-Spokój! Bo jak nie, zobaczycie karcer od środka, śmiecie! – krzyczał jeden z sędziów, krzesając iskry w stronę tłumu.

imperial-cathedral-warhammer-40-000-30360-1920x1200

W końcu stróże prawa zaczęli rozpędzać część tłumu na boki by stworzyć przejście dla kolumny eskortującej dwóch skazanych. Jako pierwszy szedł Munda, słaniającym się krokiem, zatrzymując się co chwila. Twarz pokryta sińcami, opuchnięte oczy, wszędzie plamy zaschniętej krwi. Jego nadgarstki były skute kajdanami połączonymi grubym łańcuchem. Chód ewidentnie sprawiał mu wielką trudność. Nie pomagał też grad kamieni i resztek jedzenia, które ludzie rzucali w gangera wykrzykując pod jego adresem rozmaite obelgi. Heretycki śmieć, niewierny pies, mutant, gnida, kryminalista, podczłowiek.
Kilka metrów z tyłu szedł ex-Inkwizytor Uhlmann Fehr. Prowadzony na łańcuchu niczym zwierzę. Pozbawiony swoich mechanicznych rąk, wychudzony, posiniaczony – widać było, że i z nim Inkwizycja nie obeszła się łaskawie. Opuchnięte oko i wybite zęby dopełniały żałosnego obrazu upadłego inkwizytora. Również w jego stronę leciały rozmaite wyzwiska i przedmioty, jednak zdecydowanie mniej, niż w jego towarzysza niedoli. Zdrajca, kłamca, oszust.
Jeden z rzuconych kamieni trafił Mundę w twarz. Na bruk chlapnęła strużka krwi, co gawiedź przyjęła z dzikim entuzjazmem, wyjąc i rechocząc na całe gardła. Gdy Munda padł na kolana, dwóch arbitratorów podeszło do niego i chwytając bezceremonialnie pod pachami zaciągnęli go pod usypany na środku placu stos. W centralnej części stosu sterczały pionowo dwa pale, do których mieli być przywiązani skazańcy. Gdy Uhlmann Fehr doczłapał do stosu, arbitratorzy rozkuli go i Mundę, a następnie wciągnęli obu na stos i zaczęli przywiązywać do pali. Fehr znosił to ze spokojem, manifestując, że mogą odebrać mu tytuł Inkwizytora, mogą odebrać mu nawet jego ręce, ale nie są w stanie odebrać mu jego godności. Z kolei do Mundy właśnie zaczęło docierać, że lada moment dokona swojego żywota, czemu dał wyraz szamocząc się i kopiąc sędziów. Nim jednak bójka rozgorzała na dobre, kilka zamaszystych ciosów elektrycznej pałki sprawiło, że zbir stał się znów spokojny i potulny. Gdy stróże imperialnego prawa przywiązali skazańców do pali, wśród okrzyków i ogólnego gwaru naprzeciw stosu wyłoniła się dwójka inkwizytorów: Reinhardt oraz Esmer.
Część ludzi wiwatowała, inni z histerycznymi okrzykami na ustach rzucali się przed siebie by chociaż dotknąć kroczących przed nimi pomazańców Boga-Imperatora. Ów zamiar jednak był zawsze skutecznie poskramiany przez arbitratorów, którzy sprowadzali nadgorliwych na ziemię lub odpychali kopniakiem wgłąb tłumu.
Kiedy obaj inkwizytorzy stanęli pod stosem, Lord Inkwizytor Reinhardt płynnym gestem dłoni dał znak by zgromadzeni się uciszyli. Wrzawa tłumu stopniowo zelżała do niegłośnego szmeru. Wówczas głos zabrał stojący przed nim Torgund Esmer:
-Zebraliśmy się tu dziś, aby być świadkami sprawiedliwości wymierzonej w imieniu naszego Boga-Ojca-Imperatora. Ci dwaj grzesznicy sprzeniewierzyli się jego nauczaniom i dlatego dziś poniosą należytą im karę.
Następnie postąpił dwa kroki do przodu i zwrócił się do Fehra:
-Uhlmannie Gerardzie Fehr, zostałeś uznany winnym zdrady Inkwizycji, tajemnicy Imperium oraz apostazji. Karą za te zbrodnie jest śmierć. Czy przyznajesz się do winy? – spytał ,patrząc na niego z takim samym wyrazem twarzy jak każdego innego dnia. Fehr natomiast przez kilka sekund patrzył również na niego, ale po chwili ostentacyjnie odwrócił twarz w bok, nie zaszczycając Torgunda Esmera choćby słowem odpowiedzi.
Inkwizytor Esmer spojrzał jeszcze na wciąż lekko zamroczonego Mundę, a następnie skinął na stojącego z pochodnią arbitratora. Ten wyciągnął rękę w stronę stosu i pozwolił by ogień przeszedł na drwa. Podobnie uczynił jeszcze w kilku miejscach stosu, aby ogień rozchodził się równomiernie.
-Oby Imperator zlitował się nad Twoją duszą, bo my nie potrafiliśmy – rzucił na koniec spoglądając na ex-inkwizytora i odwróciwszy się, ruszył w stronę katedry.
Płomienie zaczynały trawić stos i zbliżać się do skazanych. Na początku obaj czuli gorąc, który szybko się nasilał. Już po kilku minutach od podpalenia stosu, Uhlmann Fehr czuł, że powoli traci przytomność. Wyczerpanie torturami i przebywaniem w więziennym lochu sprawiły, że nie miał sił, by dłużej utrzymywać umysł w pełnej jasności. Jakby zza ściany dochodził do niego krzyk Mundy, którego dosięgnęły już płomienie. Słyszał już podobne wrzaski wielokrotnie. Z każdym kolejnym razem poruszały go coraz mniej, aż w końcu stał się na nie zupełnie obojętny. Nigdy nie przypuszczał, że sam stanie kiedykolwiek na stosie. Obawiał się teraz, że za chwilę będzie sam wrzeszczał w ten sposób, jednak z jakąś dozą ulgi czuł, że odpływa. Obraz przed jego oczami powoli robił się coraz ciemniejszy, trzask płomieni przybierał na głośności, wygłuszając wszystkie zewnętrzne dźwięki. Żal było mu tylko jego adeptki – jaki straszny los ją czeka? Będzie do końca życia bezwolna i półżywa, niczym roślina? Może i ją spotka w końcu śmierć, która – jakakolwiek by nie była – przyniesie jej ulgę w cierpieniu.
W pewnym momencie płomienie buchnęły intensywnie i głośno. Myślał, że to jego koniec, lecz ku jego zaskoczeniu, wokół niego zrobiło się nieco chłodniej i ciszej. Otworzył oczy i ujrzał tłum, przez który przetaczał się pomruk niezadowolenia. Nie rozumiejąc, skąd mogło wynikać owe rozczarowanie, spojrzał wpierw na siebie. Poza spalonym ubraniem, osmalonymi włosami i pierwszymi pęcherzami na skórze nie dostrzegał niczego nadzwyczajnego. Gdy spojrzał jednak na Mundę, pośród szalejących płomieni dostrzegł zwęglone, dymiące ciało. Nawet u progu śmierci wydało mu się dziwnym, że jego część stosu paliła się diametralnie wolniej od tej, na której teraz tkwiły spopielone zwłoki gangera. Jak to możliwe?
-Pamiętasz mnie, Fehr? – zamarł, gdy usłyszał kobiecy głos, bo nikt nie stał obok niego. Najbliżej byli arbitratorzy, którzy stali w odległości kilku metrów od płonącego stosu. Czy już wariował? Był przekonany, że jego umysł u progu śmierci przestaje działać.
-Tutaj jestem – zaczął rozglądać się w amoku, gdy płomienie dosięgały już jego ciała. Spojrzał w tłum i dojrzał: kosmyk białych włosów wystających spod kaptura ciemnego płaszcza skrytego gdzieś na przedzie tłumu obserwującego egzekucję. Irina. Jego serce zaczęło gwałtownie przyśpieszać, w euforii pomieszanej z szokiem. „Jak to możliwe?! Odzyskała zmysły? Jak?” – gonitwa myśli nabierała tempa wraz ze wzrastającą wokół niego temperaturą. Jednak jego serce zamarło, gdy pod białą grzywką dojrzał krwistą czerwień bijącą z jej oczu i uśmiech szaleńca, totalnie nie pasujący do jego uczennicy. Choć jego skóra zaczynała się topić, poczuł chłód ogarniający jego ciało, przytłaczający strach i rozpacz. „Wszystko stracone”. Cały stoicki spokój inkwizytora ulotnił się wraz z dymem, który gęstymi kłębami teraz unosił się nad płonącym stosem. Sam Uhlmann Fehr wrzeszczał na całe gardło – być może z bólu, być może z rozpaczy. Krzyk niósł się echem przez plac pod katedrą, a zgromadzona wokół stosu ludność z rozbawieniem obserwowała krzyczącego z płomieni Fehra. Gdy krzyki ustały, a ciałem ex-inkwizytora wstrząsnęły drgawki, ludzie powoli zaczęli się rozchodzić, wracać do swoich codziennych zajęć, pracy, obskurnych domostw. Szli z uśmiechami, zadowoleni z widowiska, którego dziś byli świadkami. Wśród nich kroczyła jedna kobieta, na którą jednak nikt nie zwracał uwagi, a była szczególnie zadowolona z minionego zdarzenia.

irina-efrit

Zawau

About Zawau

W RPG najbardziej lubię eksperymentowanie z grą samą w sobie i poruszające, wciągające historie. Najlepsze sesje, to te, po których przez kilka następnych dni rozmyślasz nad tym, co Twoja postać powinna zrobić na kolejnej sesji.

View all posts by Zawau →
  • Let’s get down to business. Kiedy sesja?

    • Zawau

      Tak jak ostatnio pisałem, gdy o to pytałeś – celuję w październik.