Mroczny pakt

Cilia, Schuster, Ulrickus

Wcześniej

Nalana twarz wyszczerzyła się w demonicznym uśmiechu prezentując komplet szpiczastych zębów.

-Zatem, dam dobry przykład i złożę podpis jako pierwszy. Wiem, że niektórzy z Was nie złożyliby go w ogóle, gdybym ja sam tego nie zrobił – rzekł rozglądając się po wszystkich zgromadzonych w pomieszczeniu.

Schuster przyłożył do pergaminu pióro dzierżone w parówkowatych palcach i kilkoma zamaszystymi ruchami nakreślił parafkę. Następnie uniósł kciuk i wkłuł go na jeden ze swoich szpiczastych zębów, momentalnie tworząc czerwoną kroplę na wierzchu opuszka. Przycisnął palec do papieru i podsunął arkusz w stronę rosłego cienia w rogu pokoju. Z półmroku wychylił się kosmiczny marine o twarzy poznaczonej licznymi bliznami i skaryfikacjami. Na karwaszach jego zbroi lśniły dwa półksiężyce z okręgiem, pieczęć Slaanesha. Ulrickus, osobisty ochroniarz Schustera ujął pióro w palce, w których wyglądało teraz bardziej jak wykałaczka i również złożył podpis.

Pakt gwarantuje lojalność wszystkich jego sygnatariuszy wobec siebie nawzajem. To była jedna z pierwszych “sztuczek”, jaką Heberus nauczył Aeneasa podczas pobytu w fabryce. Wystarczy złożenie podpisu na papierze, który wcześniej został poświęcony  przez psionika po odpowiednio długiej medytacji. Jej czas wydłużał się wraz z ilością osób, które miałyby podpisać pakt. A później już tylko kropla krwi. Przeważnie przymuszał ludzi do nakłucia palca i dotknięcia papieru, żeby oszczędzić sobie czasu na przekonywaniu ich podstępem. Nie chcieli nikomu niczego powiedzieć, nawet kiedy doskonale wiedzieli, co stanie się za dzień lub dwa. Pamiętał, że kiedy potrzebowali nakłonić prawie tysiąc osób do pozostania w fabryce, Heberus zapadł w letarg na przeszło tydzień, zanim sporządził odpowiedni pakt.

Dalsza w kolejce była Cilia, której ciało było pokryte tatuażami rozmaitych symboli Chaosu oraz wszczepami i kolczykami. Na lewej połowie twarzy lśnił implant optyczny z błękitną soczewką. Podobnie jej ręce – poznaczone bliznami, szwami, implantami cybernetycznymi i obwiązane bandażami. Kolejny podpis należał do Hugo – łysego kierowcy Schustera, który prawie nigdy się nie odzywał.

process2a

Dokument który podpisywali  obejmował – ku uldze Aeneasa – zaledwie dziesięć osób, więc po paru godzinach arkusz był gotów. Inna również była intencja, z którą podpisywany miał być pakt. Tamte sygnowały relację pan – sługa. Ten, który podpiszą dziś, niegdyś wyewoluował z “paktu krwi” prymitywnych plemion. Ochrona przed nożem wbitym w plecy. Tworzył przymus dotrzymania lojalności wobec pozostałych sygnatariuszy. Przynajmniej na jakiś czas. Im bardziej aura i nastroje w grupie będą sprzyjały współpracy, tym dłużej utrzyma się urok rzucony na nich poprzez pakt. Praktyka jest popularna wśród kultystów, dając specyficzną alternatywę dla wyznawców wrogich sobie bóstw, którzy potrzebowali przez pewien czas działać razem.

Następnie podpisał się Siddel, który teraz zdjął czerwony wyniszczony płaszcz i rozprostował patykowate błoniaste skrzydła wyrastające z jego łopatek. Dziś przyprowadził tu część zebranych przez jedno z tajnych przejść prowadzących przez kanały. To była idealna kryjówka, dolny poziom dzielnicy miejskiej. Otoczeni z trzech stron przez gruby betonowy mur, sąsiadowali ze starym dworcem i slumsem.

wet_drawing_concept_03_by_gryphart

 

Najbliżej kryjówki mieszkał Mor’Der – nieco ponad 200 metrów. Właśnie obserwował jak Gott skończywszy składać podpis, podał pióro Aeneasowi. Wiedział najwięcej o działaniu paktu, więc złożył podpis i przypieczętował go krwią bez zawahania. Podobnie uczynił Vent. Dopiero Mor’Der potrzebował chwili zastanowienia, podobnie jak Lorenzo, który składał podpis jako ostatni. Bardziej niż „czy”, zastanawiali się „kiedy” Schuster zażąda od nich zapłaty za powierzone im środki i zaoferowaną pomoc. Sam zainteresowany doskonale zdawał sobie sprawę z ich wątpliwości, o czym raczył już napomknąć na samym początku spotkania. Gdy Lorenzo odcisnął kciukiem krwawą kropkę na arkuszu, tuż pod „Ferrucci” , Schuster z szerokim uśmiechem zwinął pakt w rulon i wsunął do skórzanej teki, którą podał mu Hugo.

Plan

-Skoro tę formalność mamy już za sobą, możemy przejść do głównego powodu powołania tej grupy i celu tego spotkania – rozpoczął, siadając przy stole i składając dłonie- czyli doprowadzenia nietykalnego do Chaosu. Powiem Wam coś – nachylił się w kierunku reszty. Nikt tak naprawdę nie wie, co się stanie, gdy blank trafi do Immaterium, bo nikt nigdy czegoś podobnego nie dokonał. A już na pewno nie zostało to udokumentowane, przez całe 40 tysięcy lat istnienia Imperium. Dokonamy czegoś przełomowego. I na pewno diabelnie groźnego. Do tej pory za całą teorię w sprawach Chaosu odpowiadał Heberus. Ale z tego co wiem, jest po drugiej stronie, więc nie będzie nas mógł pokierować. Najbardziej doświadczeni w tych sprawach są Aeneas i Siddel. Obaj zresztą współpracowaliście z Heberusem. Chcę żebyście udali się do fabryki i odzyskali wszystkie materiały, które mógł po sobie pozostawić. Będą nam wszystkim potrzebne.

-Najprostsze za nami – westchnął Schuster i po chwili dodał:
-Z mojej wiedzy wynika, że chcąc przenieść blanka na stałe do Immaterium powinniśmy dokonać rytuału, który otworzyłby przejście do Otchłani „na miejscu”, tak jak miało to miejsce w fabryce. Moglibyśmy go próbować przewieźć przez Oko Terroru, ale to raczej by nic nie dało, chodzi o dostarczenie Blanka w konkretne miejsce, konkretnemu bytowi w Chaosie, a nie do przedsionka bramy międzywymiarowej. Wiem też, że rytuał sam w sobie jest już potężny i tym samym wymagałby potężnych psykerów, czy też czarowników do jego przeprowadzenia. Najprawdopodobniej trzech, po jednym czarowniku na każdego boga. Pierwszym miał być Heberus, ale wychodzi na to, że będziemy musieli znaleźć dla niego zastępstwo, bo nie sądzę, by nasi aktualni psionicy podołali takiemu wyzwaniu. Jednym z takich potężnych psykerów był Jihar, zwany Laceratorem. Legendy mówią, że nawet dusze zmarłych wyły z bólu i trwogi zawsze, gdy Jihar tylko pojawiał się w pobliżu. Dysponował przerażającą sprawnością fizyczną i jeszcze większym potencjałem psionicznym. Wiemy, że poległ w trakcie jednej z bitew w okolicy 37 600 roku na Hyrik V. Tam zapewne odnajdziemy jego szczątki i przywrócimy go do życia poprzez kolejny rytuał, do którego już przygotowujemy się od pewnego czasu.

Jihar, the Lacerator

-Mamy krew spaczonego, potrzebujemy jeszcze ludzkiej ofiary i kilku pomniejszych drobiazgów, którymi zajmie się również Aeneas – Schuster zrobił pauzę i po chwili kontynuował, ale o pół tonu ciszej.

-Jest też coś, co jest dla nas szczególnym łutem szczęścia. Hyrik V znajduje się w tym samym systemie słonecznym, co Vanatu. Zdecydowanie, nie jest to przypadek. W ogóle nie wierzę w przypadki, co najwyżej w niezwykłe zbiegi okoliczności. A z tych Architekt Przeznaczenia jest znany, więc wierzę, że to jest nasz czas do działania. Wylatujemy za tydzień, mamy do ustalenia, kto zajmie się Jiharem, kto pochwyceniem blanka, a kto zwerbowaniem dodatkowych psykerów.

 

* * *

-A byłbyś w stanie ją nakłonić do zabicia jej Inkwizytora?
-Może i bym był, ale musiałbym jej to polecenie wydać osobiście. A na to już raczej szans nie widzę. Tak jak mówiłem, skazaliście ją na śmierć – rzekł Siddel – Na nic wasz ratunek…
-To prawda – odpowiedział mu Vent – Szkoda tylko Twojego potomka – teraz spojrzenie technika utkwiło w psykerze.
-Co masz na myśli? – widać było po nim poruszenie.
-Irina była zbadana przez medyka i okazało się, że jest w ciąży. Pierwsze tygodnie – odparł chłodno Vent i obserwował mieszaninę zwątpienia i złości przewijającą się przez twarz Siddela. W końcu kultysta się odezwał tonem pełnym wyrzutu.
-Odzyskajcie ją. Jesteście mi to winni, zgodziliście się na przysługę w zamian za to, że Wam ją wtedy oddałem – wysyczał. Vent i Mor’Der wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-Wiem, ale nic z tego. Jest w siedzibie Inkwizycji, pewnie pod kluczem. Zapytaj o przysługę kiedy nie będzie narażała naszego bezpieczeństwa.
Psyker uderzył pięścią w stół i spojrzał się najpierw na zabójcę, a potem na technika, po czym wstał i wyszedł z pomieszczenia.

* * *

Vent, Aeneas i Mor’Der doszli do wniosku, że nadszedł czas by pozbyć się niewygodnych osób, jakimi są Torgund Esmer oraz Uhlmann Fehr. Mor’Der wyruszył do budynku Inkwizycji by wybadać sytuację. Gdy przybył na miejsce, wiedział, że sytuacja zdecydowanie przerosła jego oczekiwania. Był świadkiem zakucia w kajdany Uhlmanna Fehra przez gwardzistów imperialnych pod wodzą Lorda Inkwizytora Varla Reinharda.

Varl Reinhard

Chwilę potem zauważył Torgunda Esmera stojącego za Lordem Inkwizytorem. Również akolita Vent został objęty nakazem aresztowania, zaś jego pracownia została przeszukana przez służby Inkwizycji. Z kolei Mor’Der otrzymał rozkaz złożenia szczegółowego raportu u samego Lorda Inkwizytora. Niedługo potem Mor’Der opuścił siedzibę Inkwizycji mówiąc samemu sobie, że już nigdy tam nie wróci. Mylił się.

W trakcie przeszukiwania fabryki Lynch odnalazł osobistą księgę Heberusa, w której ex-Inkwizytor spisał swoje odkrycia. Niedługo potem powrócił Mor’Der ze złą nowiną.

Nocą Mor’Der śnił o egzekucji odbywającej się wiele lat temu na południowym placu. Widział płonący stos, u którego podnóża stał Uhlmann Fehr i odczytywał wyrok. Na stosie stała rudowłosa kobieta, przeklinająca Inkwizytora i wszystkich wokół w obcym języku. Później spojrzał na swoje dłonie, bąble zaczęły już rozrywać poparzoną skórę. W tym samym momencie, dojrzał rudowłosą kobietę podążającą ku niemu poprzez tłum.

-Czego chcesz? – z trudem wydobył z siebie słowa asasyn.

Kobieta uśmiechnęła się. Zewsząd do uszu Mor’Dera zaczęły dopływać szepty:

-Drogi powrotu… Ciała… Daj mi ciało.

Chciał zapytać, jak ma spełnić jej prośbę, lecz poczuł rosnący gorąc. Jego spalone dłonie przestały go parzyć, teraz czuł intensywny gorąc w swojej głowie, ustach, na skórze głowy i w oczach.