Post Mortem

086

Ciężkie cielsko opadło z głuchym plaskiem na dno metalowego stołu sekcyjnego. W ciągu paru sekund spod niego wysunęła się brunatnoczerwona stróżka krwi podążającej w stronę odpływu. Ponad stołem lewitowała servo-czaszka wyposażona w cybernetyczne oko, mikrofon i lampkę kierunkową.
-Dziennik operacyjny, wpis numer 5734. Godzina 22:16. Rozpoczynam sekcję zwłok nieznanego osobnika, pozyskanych w fabryce bolterów ula Sibellus Gamma osiemnastego listopada 40023 roku. Asystować będzie mi akolita Ordo Malleus, Vent – ponad sylwetką postaci falowały mechaniczne ramiona zakończone skalpelem, szczypcami, czy też zielonkawą świecącą soczewką.

-A zatem, akolito Vent – odezwał się znów charczącym głosem ojciec Wergiliusz – bierzmy się do roboty. Zrób nacięcie od wgłębienia tracheotomijnego, aż do podbrzusza.
Vent posłusznie i z dbałością wykonał polecenie, tworząc w ciele stwora okazałą szparę, przez którą dało się już ujrzeć jego wnętrzności. Z uwagi na fakt, że stwór nie miał głowy, nacięcie biegło właściwie od samego szczytu ciała. Ojciec Wergiliusz wykonał dwa boczne nacięcia pozwalające na rozchylenie płatów skóry, które następnie równocześnie rozciągnął na boki swoimi mechanicznymi ramionami. Vent bardziej skupiał się na osobie kapłana, aniżeli samym okazie. Urzekała go płynność ruchów mechanicznych macek i cybernetycznych dłoni. Było coś urokliwego w synergii, jaką tworzyła ludzka tkanka i maszyna.

Servoskull
-Przytrzymaj tutaj – wskazał jednym z ramion. Był już stary, wręcz wiekowy, dosłownie. Dane z metryki, którą Vent odczytywał wewnątrz swego umysłu mówiły, że kapłan zbliżał się już do 170 lat życia. Zastanawiał się, na ile samoświadomym jeszcze mógł pozostawać taki człowiek. Na ile jego myślenie zastępowały już suche obliczenia i dane spływające z cyfrowego układu do nerwów, a na ile pozostawał on samym sobą?
-Natniemy teraz żebra, aby pobrać próbki z klatki piersiowej. Piła do kości – zakomenderował kapłan, na co Vent posłusznie podał mu przyrząd.

o. Wergiliusz
Rozległ się jednostajny, irytujący świst ostrza wrzynającego się w mostek. Jednocześnie sztuczne ramiona Wergiliusza przytrzymywały żebra, aby się nie złamały pod ciężarem nacisku piły. Vent obserwował uważnie i starał się chłonąć każdy szczegół, zarówno z anatomii stworzenia, które teraz kroili, jak i sposobu pracy starca. W końcu usłyszeli nieprzyjemne chrupnięcie i zajrzeli do wnętrza klatki piersiowej. Stalowe macki wpełzły niczym węże i zaczęły chwytać poszczególne tętnice, podczas gdy swymi organicznymi rękami tech-kapłan nacinał organy, które zamierzał pobrać. Serce, nerki, wątroba. Wergiliusz wyjmował każdy amputowany narząd i podawał go Ventowi, który z kolei odkładał je na stalowy blat i układał niczym na wystawie sklepowej. I wtedy powoli zaczęło to do niego docierać. Dwa przedsionki i dwie komory; płuca o budowie pęcherzykowej, parzyste nerki i czteropłatowa wątroba. Później przyszła kolej na mackowate narośle wybiegające z górnych kończyn okazu. Skrupulatnie i ostrożnie para mechanicznych szczypiec przytrzymała każdą z nich, gdy kolejne ramię wyposażone w skalpel oddzielało jedną część ciała od jego reszty. Ich dokładniejsze zbadanie zajęło im nieco ponad godzinę. Okazało się, że są to narządy budową przypominające zarówno metasomę skorpiona, jak i macki ośmiornicy, łącząc cechy obu tych narządów – ich giętkość, twardość i sprężystość oraz wrażliwość. Choć macki zdecydowanie były czymś niespotykanym, obaj byli coraz bliżej bezgranicznej pewności co do tego, z czym przyszło im się dzisiaj zetknąć.

demon

Po finalnych oględzinach narządów ułożonych na blacie, starzec westchnął i odezwał się:
-Przydałaby się też i sekcja czaszki, choć jestem na 99,987% pewny, że to, co właśnie pokroiliśmy to najzwyklejszy homo sapiens, akolito. Chociaż, słowo najzwyklejszy jest tu chyba nie na miejscu. Zakładam, że wszelkie zniekształcenia są efektem długotrwałej i/lub intensywnej ekspozycji na wpływy Chaosu. Szkoda, bardzo ciekawy okaz – dodał z nutą rozczarowania, przyglądając się jeszcze rozkrojonej wzdłuż macce rozłożonej na blacie.
-Jutro wypełnię dokumenty potrzebne do kremacji.
W umyśle Venta złość mieszała się z niedowierzaniem.
-Kremacji? Ojcze, uważam, że powinniśmy przeprowadzić jeszcze kolejne badania, żeby móc z całą pewnością ustalić, z czym…
-Nie zamierzam o tym z Tobą dyskutować, akolito – głos starca wydał się nagle nieludzko zimny i sztuczny, tak jakby ta mechaniczna część jego osoby pozostawała przez cały czas uśpiona i dopiero teraz doszła do głosu.
-Z całym szacunkiem, ojcze… – spróbował jeszcze raz Vent, jednak napotkał wzrok, który pozbawił go odwagi do wypowiedzenia dalszych słów. Czwórka wijących się ponad głową starca ramion tylko spotęgowała ten efekt. Dał za wygraną i nie odezwał się już.
-Koniec zapisu – skwitował beznamiętnie ojciec Wergiliusz, po czym opuścił salę. Za nim wyfrunęła lewitująca czaszka. Vent stał tam i wpatrywał się w martwe, wybebeszone ciało i krew skapującą ze spływu do szklanego naczynia umieszczonego pod stołem. Dawno nie czuł takiego rozczarowania.

  • Nawet nie czytam, bo czekam na sesję! Dobra, przeczytam.

    • Zawau

      Już? :P

      • Jeszcze, ale z komentarza Sebka mogę wnioskować, że Ventowi coś nie poszło ze stworkiem.

  • No kurka. Tyle wysiłku na nic? Nie daj się Vent, rób swoje badania. Stary blefuje :P Kiedy gramy?

    • Zawau

      25 kwietnia? Nie wiem jak reszcie by pasował ten termin.

      • Mnie nie pasuje w ogóle. Jeśli na majówkę nigdzie nie jedziecie, to dla mnie naj termin.

        • Zawau

          Jak dla mnie majówka brzmi całkiem spoko. Zobaczymy co na to reszta.

          • 25 kwietnia odpada, jadę na wesele. Majówka na ten moment najlepsza, ale potrzebuję konkretnej daty bo sporo się u mnie dzieje.

          • Zawau

            Pewnie 1 albo 2 maja, niedzielę pomijam.

  • eno, spoko – jakiś człowiek zmutował do Chaosu, tak się zdarza. Case closed – czas wrócić do skonwertowania Uhlmana i znalezienia tego wyjątkowego człowieka, który jest niepodatny na Chaos.