Dziedzic Imperium – Apis, człowiek o tysiącu twarzy (PbM)

IMG_20141215_192835Przed Wami finałowy odcinek pbma w świecie Dark Heresy. Pod samą notką fabularną znajdziecie też listę wszystkich odcinków. Pogrupowałem je w taki sposób, że w ramach lektury poznacie losy każdego z  uczestników zabawy. W komentarzach zapisujcie wrażenia i pytania odnośnie przebiegu fabuły. Mam dziwne wrażenie, że Was zaskoczę obrotem spraw, chociaż w mniejszym lub większym stopniu można się było tego spodziewać. Aczkolwiek zaznaczam, że finał tej historii miał być zupełnie inny. Zbliżony do tego, co Zuriel przeżywał w ramach swojej indywidualnej linii fabularnej. Nie przedłużając, zapraszam Was na ostatnią podróż po Zielonej Galerze. 

Ostatnie pożegnanie

Ganima popukała się w czoło, słysząc pomysł Zuriela.
– I co zrobisz jak trafisz na jakiegoś orka? Wbijesz mu nogę od mebla w oko? – gniew, ale i troska, przebijała się przez jej pytanie. Psyker odwarknął coś wrogo i odwrócił się na pięcie w kierunku wyjścia. Był zdeterminowany żeby pomóc Ragnarowi. Quintus nie próbował go zatrzymać. Strażnik uznał, że najważniejsze jest teraz zapewnić bezpieczeństwo Ganimie i jej nienarodzonemu dziecku. Atellus westchnął ciężko i powiedział głośno to, co wszyscy myśleli:

– Ganima jest najważniejsza…i jej potomek. Nie będziemy na was czekać… – zawiesił zdanie w połowie, ale nie dopowiedział nic więcej. Wiedzieli, że czas nagli i jeśli psyker nie zdąży wrócić będą musieli uciec bez niego. Niezależnie od tego, czy stary ślepiec mówił prawdę czy nie, wszyscy poczuwali się do tego, żeby ocalić kobietę. Chcieli, żeby słowa Atellusa były prawdą. Wierzyli w nie i nie brali pod uwagę pomyłki. „Imperator chroni!”.

Zuriel wyszedł z pomieszczenia milczący. Chwilę później opuścili je Atellus, Ganima i Quintus. Udali się w przeciwnym kierunku i pospiesznie przemykali korytarzami. Prowadził strażnik, któremu ślepiec wskazywał kierunki. Korytarze znów plątały się i przecinały. Dookoła migały czerwone lampy, aż wreszcie z głośników rozległ się dźwięk alarmu.

– Tu nie chodzi o nas! To coś innego! – rzucił krótko Quintus, nie rozumiejąc dlaczego nagle, cała Zielona Galera została postawiona w stan gotowości.

Przyszłość, która nie nadejdzie

Przeszedł przez drzwi i znalazł się na wąskiej klatce prowadzącej w dół. Zapamiętał, że dotrze tędy do szerokiego korytarza ze zbrojonymi drzwiami. Wystarczyło tylko wtedy dać znać Ragnarowi, żeby wybrał to właśnie przejście. Stalowe i potężne drzwi powinny kupić im dość czasu. Przyspieszył kroku. Kolejne drzwi i kładka nad szybem wentylacyjnym, który ciągnął się nieskończenie w dół, aż wszystko nikło w mroku. „Gwiazdy?” Wydawało mu się, że widzi ciała niebieskie w tej ciemności. Przetarł oczy ze zdumienia, ale zaraz musiał je zamknąć. Potężna wichura szarpała ubraniem i drażniła spojówki. „Wichura?” Zmusił się, żeby otworzyć oczy.

Lodowa planeta. Znów stał na środku skutej lodem pustyni. Osłaniał dłonią twarz, żeby móc rozejrzeć się. Nie widział nic poza zwałami śniegu i przytłaczającym, szarym niebem. Tym razem był sam. Zaczął biec, ale zaspy były zbyt duże, żeby miało to sens. Upadł na twarz i poczuł, jak śnieg drażni policzki. Chciał krzyczeć, ale powietrze było tak przerażająco zimne, że oddech nie wydostawał się prawie z płuc. Nadeszła noc.

„Nie! Nie! Nie! To się nie dzieje!”

– Co się nie dzieje? – usłyszał głos za sobą. Obejrzał się i ujrzał mężczyznę w strojnym płaszczu ze szkarłatnej tkaniny. Był cały łysy, a jego twarz i głowa naznaczyły liczne blizny. Wokół szyi nosił kołnierz z kości jakiegoś zwierzęcia, a ramiona zdobiły ludzkie czaszki. Koło Chaosu na piersi mówiło wszystko.

– To ty! – rozpoznał w nim człowieka z windy. Psykera, który potrafił maskować swoją obecność – Czego chcesz?! – syknął wstając na równe nogi.

– Nie wiem, to twój przebłysk przyszłości…ty mi powiedz, po co tu jestem. Czy chcesz się usprawiedliwić za swoją porażkę? Jeszcze nie wiesz, ale dokonałeś…hm, gorszego wyboru. Widziałem śmierć matki, ale nie dziecka. A teraz widzę…coś zupełnie innego. Nie spodziewałem się tego. Dziękuję ci, Zurielu – uśmiechnął się złowieszczo, a zarazem porozumiewawczo.

– Nic nie rozumiem z twojego bełkotu!

– Wkrótce zrozumiesz… – rzekł mężczyzna i zniknął w zamieci, która właśnie rozszalała się dookoła.

Ocaleni?

– Szamanie, wstawaj! – dziki wojownik podbiegł do starca i chwycił go mocno za resztki ubrania, które mu pozostały. Właśnie siedzieli za jednym z kontenerów, licząc na to, że tropiący ich orkowie przejdą obok. Ale ci węszyli i byli coraz bliżej. Starzec trząsł się ze strachu. Nie pozostało w nim już nic z jego nadnaturalnych zdolności, które kilka chwil wcześniej uratowały ich przed Urblastem Wyriwijrękim.

– Qrwaaaa! Wiem, że tu jesteście, człowieki – ryknął przywódca Xenosów i łupnął z całych sił w jedną z maszyn hydraulicznych. Zatrzęsła się w posadach, wydała z siebie ostatnie syknięcie i wyłączyła się. Jego towarzysze spojrzeli po sobie ze strachem. Wspominali jeszcze dwóch pozostałych, którzy leżeli spaleni żywcem w korytarzu za nimi. Nie chcieli podzielić tego samego losu, dlatego też nie kwapili się do szukania uciekinierów – Do…ROBOTY! – ryknął Urblast, wymachując naokoło swoją piłą. Warczała groźnie.

Ragnar widząc niezdecydowanie w szeregach przeciwników pociągnął starca za sobą. Przemykali w cieniach, jak szczury. Czasami pozwalali wrogom być przed nimi, po to, żeby obejść ich z boku. Wojownik aż palił się do otwartej walki, ale wiedział, że nie miałby szans w starciu z tymi potworami. A w szczególności z ich przywódcą. Ten powinien gryźć ziemię, jak tamci dwaj spaleni w korytarzu. „Musi być silny, skurwysyn!”, pomyślał gdy Urblast przechodził obok nić. Był na wyciągnięcie ręki. Jego skóra cuchnęła spalonym mięsem. Z zielonego orka stał się czerwonym. Na swój sposób było to całkiem zabawne.

– Uhhhghhh! – odwrócił się nagle w ich stronę i w mgnieniu oka wymierzył cios. Ragnar pchnął starca na bok i ledwo sam zdążył uniknąć ostrza. Szaman potknął się i upadł. Wyrżnął w posadzkę tak mocno, że aż słychać było dźwięk wyłamywanych zębów. Ale żyli. Jeszcze… – Mam was, człowieki! – uderzył niedbale, trafiając w podłogę. Może czynił to dla zabawy. – Teraz nie uciekniecie! – znów cios, który nie czynił szkody, a siał strach – Dawaj, staruch! Przyzwij swe moce! Chcę jeszcze – uniósł ostrze nad starcem oburącz. Napiął wszystkie mięśnie i gotów był zadać cios, gdy poszycie Zielonej Galery zatrzęsło się i zajęczało głuchym jękiem stali. Cały pokład zatrząsł się, a Urblast stracił równowagę. Piła przechyliła go do tyłu i wytrąciła z równowagi. Ragnar wyczuł moment i podłożył mu nogi. Ork runął, niczym oblężnicza wieża.

Zewsząd dobiegał ich dźwięk alarmu bojowego. Orkowie zawyli głośno. Urblast razem z nimi. Rozglądał się i pysk rozdziawił ze zdziwienia, gdy losowe pożary zaczynały wybuchać dookoła i pożerać Zieloną Galerę. Huk eksplozji zagłuszał wszystko. Ragnar nie musiał być specem od kosmicznych bitew, żeby wiedzieć, iż właśnie statek orków jest atakowany. „Imperator chroni?!”, pomyślał i w tej samej chwili ujrzał Zuriela. Ten wyłaniał się zza otwieranych wrót i machał w ich kierunku.

Zerwał się do pionu i pochwycił szamana na plecy, jak ostatnim razem. Biegł, co sił, po drodze omijając wybuchy i ogień. Ktokolwiek pruł w Zieloną Galerę czynił to z imperatorskim gniewem. Zdyszany i cały osmolony dotarł wreszcie do wrót. Chwytał powietrze całymi haustami, ale uśmiechał się. Opuścił starca na podłogę. Ten rozglądał się dookoła pustymi oczodołami. Nie wiedział, gdzie ma kierować spojrzenie, gdy Ragnar powiedział do psykera:

– Zuriel, jak dobrze cię widzieć! To Atellus, szaman o wielkiej mocy! – wskazał na ślepca, który kulił się w kącie korytarza, cały zbroczony krwią i nie potrafiący wyjąkać ani jednego, sensownego słowa.

Straceni?

– Atellusie! – krzyknął Quintus przez kłęby czarnego dymu i języki ognia. Starzec miotał się na boki. Płomienie rozdzieliły ich, ale to nie powstrzymało akolity przed dostaniem się do niego. Żar był niemiłosierny i palił okropnie, ale udało mu się. – Już niedaleko! Ganima! – chwycił ją za rękę, gdy ruszyli dalej. Czuł się za nich odpowiedzialny, dlatego w duchu modlił się o siłę i łaskę Imperatora. Kolejne eksplozje nadawały mu otuchy. Przez jeden z bulai widział imperialny krążownik, który torpedował Zieloną Galerę wszystkim, co miał. Ta odpowiadała równie zaciekłym ogniem – Nie znam tych oznaczeń, a ty?! – zawołał do kobiety, gdy przemykali obok tarasu widokowego, znajdującego się w dolnej części orczego statku.

– Nie! – odpowiedziała po żołniersku – Nie obchodzi mnie, kto to, dopóki łoi skórę tym Xenosom! – Quintus przytaknął milcząco i prowadził dalej pochód. Odliczał hangary do końca. Byli już bardzo blisko.

Pożary opanowywały pokład po pokładzie. Alarmy gasły i włączały się. Zielona Galera ponosiła ciężkie straty. Quintus doszedł do wniosku, że orkowie musieli dać się zaskoczyć. Może czuli się zbyt bezpiecznie? „Ciekawe, jak daleko jesteśmy od ich macierzystych światów?”, pytał sam siebie i dalej brnął przez kolejne przejścia. Na chwilę musieli się zatrzymać. Ganima wymiotowała i zataczała się. Nie chciała pozwolić, żeby strażnik wziął ją na ręce. Była zbyt dumna. I nawet nie miała przyznać się do tego, że skurcze stają się coraz częstsze, a jej przyszły syn coraz bardziej niespokojny.

Ruszyli dalej, ale tylko przebyli kilka kroków, gdy na ich drodze stanęły zablokowane drzwi. Akolita przyjrzał się im i stwierdził, że to hydrauliczna usterka. Zaparł się mocno i zaczął barować z nimi. Ganima ucieszyła się, bo była to dodatkowa okazja do odpoczynku.

– Atellusie, uśmiechasz się? – zagaiła starca, który stojąc w półmroku miał dziwny wyraz twarzy. Usta rozciągały się w uśmiechu, który w tym świetle wydawał się nienaturalny. Skinął milcząco głową i zrobił krok do tyłu i w tym właśnie momencie nastąpiła eksplozja. Podmuch ognia uderzył prosto w Quintusa, przebiegając dokładnie między ślepcem, a kobietą. Strażnik nie był na to gotowy. Fala ognia trafiła prosto w niego, rzucając na jedną ze ścian. Kolumna z żeliwa, podtrzymująca strop złamała się w pół i upadła na Quintusa przygniatając go do ziemi. Ganima przez ułamek sekundy zastanowiła się nad tym, czy Atellus to przewidział. Spojrzała na niego. Stał w mroku, a ten mieszał się z niewyraźnym tańcem ognia, który rozprzestrzeniał się dookoła nich. Ślepiec wreszcie postąpił krok naprzód, opuszczając ciemność.

Gdy z niej wystąpił był już kimś innym. Ganima jęknęła ze strachu. Ujrzała mężczyznę o łysym licu, pełnym blizn. Jego oczy świeciły fioletowym światłem. Wokół szyi nosił kołnierz ze zwierzęcej kości.

– Kim ty do cholery jesteś!? – spytała wrogo. Była sparaliżowana ze strachu. Nie miała dokąd uciekać. Zacisnęła dłonie w pięści i była gotowa na wszystko ze strony nieznajomego.

– Przeznaczeniem… – odrzekł, a jego głos wibrował raz ciszej, raz głośniej w ich głowach – Mam dość tej szarady, a skoro zostaliście już sami… – postąpił kilka kroków. Ujrzeli, jak mrok ciągnie się za nim, niczym węże. – Nikt mi nie przeszkodzi – przechylił głowę w kierunku Quintusa i ten poczuł, jak belka staje się jeszcze cięższa i przygniata go do podłoża. Na dodatek trawił ją ogień. Paliła go i wżerała się w skórę. Widział płomienie, które tańczyły, jak nieznajomy im zagrał. Miał przed oczami Ganimę przypartą do ściany i nie mającą drogi ucieczki. Ostatnie, co ujrzał to plecy tego mężczyzny, który przed chwilą był bezbronnym, ślepym starcem. Zasłoniły mu kobietę, a następnie wszystko dookoła stało się czarne. Krzyk Ganimy to ostatnia rzecz, jaką zapamiętał przed utratą przytomności.

Koniec

– Słyszałeś? – zapytał Ragnar Zuriela. Psyker był dziwnie blady. Czuł, jak przed nimi kłębi się mistyczna energia. Nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Przyspieszyli, ale Atellus skutecznie spowalniał marsz. Zuriel nie dyskutował, widząc z jakim oddaniem Ragnar traktuje starca – Płacz dziecka?

Mijali korytarze i przejścia. Zmagali się z ogniem i widzieli, jak kosmiczna bitwa szaleje na zewnątrz. Atellus sapał i charczał ze zmęczenia. Całą drogę mamrotał pod nosem. „Ganima”, „Dziedzic”, „Apis”, „Nie! Nie! Nie!” Kilkukrotnie musieli go uciszać, a nawet zastanawiali się nad kneblem. „Oszalał?”, myśleli wspólnie, a któryś z nich dodał „…całkiem do reszty?”.

Zamarli w bezruchu, gdy zobaczyli Quintusa przygniecionego żeliwem. Ragnar doskoczył do niego i zaczął cucić. Wcześniej ugasił ogień, który trawił strażnika. Wspólnymi siłami udało się unieść ciężar i wyczołgać spod niego Quintusowi. Był w opłakanym stanie. Oparzenia pokrywały większość jego ciała. „Najważniejsze, że żyje”, skwitował w duchu Ragnar. Pomógł mu wstać i ruszyli w głąb korytarza, gdzie znaleźli Zuriela stojącego nad ciałem Ganimy. Jej twarz przed śmiercią wykrzywił strach. Dookoła niej stała kałuża krwi. Zamknęli oczy na widok jej brzucha.

– Zabrał go… – szepnął psyker.

– Zabrał go… – powtórzył Atellus, który upadł na kolana, tuż przy ciele kobiety – Zabrał go! Nie! Nie! Nieeeeeee!

Epilog

Mogą teraz wydarzyć się trzy rzeczy:

1) Możecie zginąć na pokładzie Zielonej Galery
2) Możecie użyć kapsuły ratunkowej, która zabierze Was na powierzchnię najbliższej planety
3) Możecie poddać się grupie żołnierzy, która wdarła się na pokład Zielonej Galery i jeśli Was napotka weźmie jako jeńców/ocalonych/jeszcze nie wiem. Ale taka grupa pojawi się.

Wybierzcie, które rozwiązanie najbardziej przypada Wam do gustu.

Jak Wam się podobało?

Jak Wam się podobało? Graliśmy dobre kilka tygodni, co zaowocowało naprawdę obszerną ilością tekstu. Wybaczcie, że jest on surowy, ale sami rozumiecie, że poprawienie takiej ilości odcinków zajęłoby mi tydzień. A nie mam na to czasu. Liczy się opowieść. Więc zostawcie w komentarzu swoje wrażenia, plany i spostrzeżenia.

Poniżej jest link, z którego pobierzecie wszystkie odcinki.

Dziedzic Imperium PbM

Mam nadzieję, że zamieściłem wszystkie odcinki od wszystkich graczy. W razie czego dajcie znać, gdyby czegoś brakowało.

  • Zawau

    Zuriel stał nad rozpłatanym ciałem kobiety. Z całych sił zaciskał palce na kawałku drewna dzierżonym w ręku. Drżał z wściekłości i rozpaczy. „Wszystko na nic, głupcze”, „To Twoja wina, mogłeś temu zapobiec” – oskarżycielskie głosy huczały w jego głowie. Miał ochotę uderzyć starca zawodzącego przy nim. Przynajmniej kilka razy. Tak, jakby to miało jakikolwiek wpływ na jego sobowtóra, który teraz wszystko zniweczył. Nie odwracał się do pozostałych, nie chciał widzieć ich spojrzeń. Nienawidził samego siebie za swoją naiwność, upór i ignorancję. Upuścił kawałek drewna na podłogę, a potem zakrył twarz swoją jedyną dłonią. Zacisnął powieki, czując ogarniającą go bezsilność i mgłę, którą zachodziły mu oczy. Obejrzał się za siebie, na pozostałą trójkę i bez słowa ruszył do przodu, w kierunku kapsuł ratunkowych.

    Przeczytałem wszystkie odcinki (sądzę, że są wszystkie, bo składają się w chronologiczną całość). Łał, wyszła z tego zajebista historia. Choć przeczuwałem, że to Atellus może wbić nóż w plecy, to nie spodziewałem się, że akurat ten. Myślę, że warto w przyszłości wrzucić pozostałe odcinki w formie tekstowej na PD, fajnie się je czytało. Szczególne propsy za dramatyczne zakończenie .

    • Zajebista historia, w rzeczy samej. Nie będę udawał fałszywej skromności. Udało się nam napisać doskonałą dramę. Nie będę wrzucał w formie tekstowej wszystkich odcinków. Wymagałoby to poprawienia ich, zredagowania, etc. Zbyt czasochłonne.

      Czekam na info od pozostałych graczy. Jak na razie kierujecie się do kapsuły, ale o ostatecznej decyzji zadecydują głosy pozostałych.

      Od razu zapytam (pytanie do wszystkich): jakie plany na najbliższe miesiące dla eks-akolitów? Czym chcecie się zająć?

      • Zawau

        Ściganiem Apisa oczywiście. Nie zależy mi na jego śmierci, ale dziecko trzeba odzyskać. Trochę jak trzeci sezon SoA :D

        • Guest

          Popieram, Apis musi za wszystko zapłacić. Bylebyśmy się tylko nie nabawili czołówki z denerwującymi piszczałkami ;)

          • Zawau

            W moim wypadku oryginalne intro znudziło się paru odcinkach, więc „irlandzkie” było fajną odmianą i nie denerwowało :P

  • Junak

    Gratulacje dla prowadzącego! Po oddaleniu się o krok od tekstu dopiero teraz dostrzegam wielowarstwowość historii. Dwuznaczności i niedopowiedzienia pierwsza klasa. Ale sam jako postać czułem się jak słoń w składzie porcelany.
    Dobre zakończenie. Daje łezkę w oku.
    I do tego cała robota x3.
    Co do formy to powiem, że na pewno nie będzie to ostatnia taka przygoda jak dla mnie.

    Jestem za kapsułą i ewakuacją.

  • Morth

    Quintus widząc oddalających się w stronę kapsuły towarzyszy rusza za nimi.

    Świetne prowadzenie, świetna historia i doskonały twist. Bardzo żałuje, że końcówka musiała przypaść na moment, w którym nie mogłem się wystarczająco mocno zaangażować. Maćku jak zawsze olbrzymi szacun za włożoną pracę.