Przebłysk przyszłości

Emperor_Great_Crusade

Wojenna wrzawa próbowała przebić się przez śnieżycę. Obóz stał obwarowany z każdej strony ciężkimi działami. Z kierunku gór ciągnęły liczne zastępy wrogów. Za ich plecami ziała karmazynowa przestrzeń otchłani. Chaos wdzierał się do Imperium z siłą rozszalałego tsunami. Lud pamiętał bitwę o Scinthillę. Prawie osiemdziesiąt lat temu inkwizytor Revion, który potem przyjął imię Magnara, próbował otworzyć bramy piekieł i umożliwić powrót do świata ludzi arcdemona, Ghaala. To była bitwa, którą Imperium zapamiętało na długo. Wygląda jednak na to, że to co dziś miało wydarzyć się na tej zimnej planecie przyćmi wszystko, co do tej pory miało miejsce…

– Quintusie, Zurielu…powstańcie – rozbrzmiał pośród zimnych murów kojący głos – Ile razy mam wam powtarzać, że nie musicie kłaniać się za każdym razem, gdy mnie widzicie?
– Wybacz… Imperatorze – głos strażnika zadrżał. Pochodzący z imperialnych światów Quintus zawsze dbał o savoir vivre, niezależnie od wszystkiego. Pomimo upływu lat i więzi, jaka łączyła go z Imperatorem, nie potrafił zapomnieć o tym, że właśnie nim jest. Bogiem-Imperatorem. Zurielowi przychodziło to znacznie łatwiej.
– Musimy się spieszyć – rzekł oschle patrząc prosto w oczy bogowi. Niewiele osób w Imperium mogło pozwolić sobie na coś takiego – Siły chaosu już prawie uformowały swoje szyki, a ich psykerzy… – zacisnął cybernetyczną pięść, aż zazgrzytał metal – stają się coraz silniejsi. Czuję, jak ich moc zaczyna trząść murami twierdzy.
– Także to czuję – w głosie Imperatora słychać było obawę. Wiedział, że ma słabsze karty niż jego przeciwnicy.

„Kto wstawi się za mnie? Do jakiego boga mogę wznieść swe modły?” pomyślał Bóg-Imperator wyglądając za wąskie okno. Na równinie panowała ciemność. Ciągnęła się po horyzont i z każdą chwilą była coraz bliżej. Żywy mrok, który miał ich pochłonąć. Wściekłe armie Chaosu, które zdobyły już prawie wszystko, co było do zdobycia. „Prawie…”

– Lordzie Quintusie…Mistrzu Zurielu – przywitał się z cynicznym uśmieszkiem Ragnar, gdy przekraczał próg komnaty. Jego pancerz osmolony był od strzelniczego prochu, a peleryna podarta w strzępy. Na brodatym policzku kołtuniła się krew – Wróg zbliża się też od zachodu. Jesteśmy w potrzasku – splunął pod nogi Quintusa, ignorując jego marsowe spojrzenie. Ponad dwadzieścia lat imperialnej służby nie nauczyło Ragnara obycia, prawidłowego składania honorów, ani respektowania hierarchii. Jego towarzysze zdążyli się już do tego przyzwyczaić…

Bóg-Imperator zasiadł na swym tronie. Złoty i obity purpurą stał na wzniesieniu. Obok wsparty był dwuręczny miecz. Wykuty własnoręcznie przez Imperatora i pobłogosławiony częścią jego boskiej esencji. „Gdybym tylko miał swoją moc…to wszystko byłoby dużo prostsze”. Zgromadzeni w komnacie słudzy, o których wolał myśleć w kontekście towarzyszy, tysiące razy widzieli ten grymas, który wstąpił na twarz Imperatora. Znów rozmyślał o utraconej potędze. Podzielonym Imperium. Zdradzie. A przede wszystkim śmierci…Tej, która już miała miejsce. I tej, która dopiero nadejdzie.

– Imperatorze… – odezwał się pierwszy Quintus, przerywając milczenie – Jakie są twoje rozkazy?
– Postępujemy zgodnie z planem – na dźwięk tych słów Ragnar uśmiechnął się złowieszczo. Wszyscy wiedzieli, że „plan” oznacza przelanie krwi. Bardzo dużych jej ilości.

Zuriel zwiesił głowę. Ponury cień zasłonił jego twarz. Dookoła niego zaczął kłębić się smolisty dym. Był to jeden z tych momentów, w których jego wypaczenie brało górę nad praworządną stroną duszy. Zuriel zbyt wiele razy zaglądał do światów Chaosu. To go zmieniło. I gdyby nie lata poświęceń dla Imperatora, już dawno wiozłaby go czarna galera.
– Wiesz, że nie mamy wyjścia…przyjacielu – ciężka rękawica, okuta złotem i wysadzana drogimi kamieniami opadła na ramię psykera. Imperator stał przed nim i wwiercał się swoim spojrzeniem w duszę Zuriela – Potrzebuję… – to nie była prośba, a rozkaz – Potrzebuję, żebyś wytrzymał jeszcze trochę. Daj mi czas do zachodu słońca. Zaufaj mi… i zaufaj jemu.
– Już raz cię zdradził! – Zuriel warknął i odtrącił wrogim gestem ramię Imperatora. Quintus odruchowo położył masywną dłoń na rękojeści młota – Wybrał Chaos ponad ciebie. Pamiętasz?!
– Pamiętam – głos Imperatora brzmiał, jak zza grobu.

Wszyscy wiedzieli, że to był koniec dyskusji. Cokolwiek tliło się teraz złego w Zurielu zostało zgaszone zdecydowanym i wrogim spojrzeniem boga-Imperatora. Niewielka część mocy nadal się w nim tliła i to wystarczyło, żeby psyker znał swoje miejsce w szeregu. Musiał ustąpić woli boga. Boga zamkniętego w ciele młodego mężczyzny.

– Cokolwiek nas dziś czeka… – odezwał się Quintus – jesteśmy z tobą, Imperatorze! – srebrna i majestatyczna broda strażnika opadała kaskadą na płytową zbroję. U pasa z jednej strony miał przytroczoną świętą księgę, a z drugiej młot bojowy. Lata służby dla Imperatora uczyniły z niego pierwszego egzekutora Imperium. Jako jeden z wielkich lordów nowej Inkwizycji był prawą ręką młodego Imperatora.

***

Schody prowadziły ich w głąb starej twierdzy. Ciągnęły się niczym ogon węża. Czuli się, jakby z każdą chwilą byli coraz bliżej piekielnych czeluści. Szczególny dyskomfort odczuwał dziki Ragnar. Pierwszy Łowca Imperium.

Po długim marszu w dół znaleźli się wreszcie przed wielkimi drzwiami. Całe zalepione były inkantacjami i pieczęciami. Zuriel zbliżył się do nich, ostrożnie, niczym kot wyczuwający zagrożenie. Wziął głęboki oddech i zaczął zrywać pieczęcie. Ani Quintus, ani Ragnar nie odważyli się w tym czasie zbliżyć do drzwi. Wiedzieli, że może to być dla nich niebezpieczne. Dopiero, gdy psyker zrzucił z nich wszystkie zaklęcia, dwaj zbrojni podeszli i z całych sił pchnęli podwoje przed siebie. Ustąpiły. Z trudem i z głuchym trzaskiem.

Na środku komnaty znajdowała się postać. Spętana łańcuchami leżała na środku sali. Z jej pleców rozpościerały się srebrzyste skrzydła. Na dźwięk kroków uniosła głowę do góry. Z pustych oczodołów wyzierała ciemność, ale mężczyzna wodził wzrokiem za trójką inkwizytorów, jakby doskonale ich widział. Jego mizerna twarz wykrzywiła się w uśmiechu.

– Czy to czas? – zapytał drżącym głosem.
– Tak, Dies – odpowiedział Quintus. Cokolwiek chciał dalej zrobić został powstrzymany gestem przez Zuriela.
– Pamiętasz o obietnicy, Dies? – mężczyzna otworzył usta, ale nie odpowiedział. Dopiero po chwili zdołał wydobyć z siebie słowa.
– Obietnica? Tak. Pamiętam bramę. Tricorn i Scinthillę. Przelewałem krew… wrogów Imperium? Widzę ich twarze. Giną potwornie od ciosów mojego miecza. Jestem śmiercią. Jestem sługą. Jestem wojownikiem. Jestem…Nie pamiętam! Kim ja jestem!? – wypowiedział te słowa z takim żalem, że tylko Zuriel pozostał na nie niewrażliwy.
– Zrobisz, to co ci każe Imperator. Zrozumiałeś? – psyker chwycił go za szmaty, które były jego koszulą. Wbił swoje spojrzenie w martwe oczodoły „anioła”, a ten jakby odpowiedział własnym – Za chwilę uwolnię ciebie i całą twoją moc. A ty… tak jak obiecałeś, skierujesz ją przeciw wrogom boga-Imperatora. Rozumiesz
– Taaak…czy wtedy…?
– Tak, wtedy znów sobie przypomnisz…Aruul – psyker wyszeptał imię tak cicho, że tylko Dies mógł je usłyszeć.

Krótka choroba służy myśleniu o grach fabularnych. Nie martwcie się. Jeśli niewiele zrozumieliście z powyższego opowiadania. Wynika to z faktu, że jego historia dzieje się prawie 30 lat po wydarzeniach z sesji, którą chciałbym rozegrać z Wami tej jesieni. Miejmy nadzieję, że się uda!

  • Zawau

    Świetny crossover wyszedł.

    • Też tak uważam. Jednak mało prawdopodobnym jest, żebyśmy dotrwali w sesjach do tego momentu, który został opisany wyżej. Chociaż, może przy DH ed. 4? Kto wie…

      • Zawau

        Zawsze możemy zrobić taki przeskok o te 30 lat w przód na jedną czy dwie sesje, a później się cofnąć i kontynuować współczesny bieg. Coś jak nowi X-Meni (me gusta). A pomysł z Imperatorem pozbawionym mocy jak dla mnie wymiata absolutnie. Z tego to nawet kozacka kampania by mogła być.

        • Zakładając, że zaczniemy grać w to dalej, to być może tak się stanie. Czas i Imperator pokażą.

  • Junak

    Jakoś nie mogę sobie wyobrazić nas w obecności boga-imperatora, rozmawiając z nim ot tak. Kiedy zrozumiałem co się dzieje to, dostałem niezłego kopa…

  • Junak

    Jakoś trudno mi było zrozumieć całą tą scenę. Nie mogłem sobie wyobrazić nas z bogiem-imperatorem oko w oko. Ale jak już to ogarnąłem to mi się resztki włosów zjeżyły.

    • Wiesz, to może być przyszłość, która nigdy nie nadejdzie :P Albo stanie się coś bardzo, bardzo złego…