Prawie dobry

on

Jestem świeżo  po obejrzeniu ostatniego odcinka pierwszego sezonu Almost Human. Jako fan (czasem nawet fanatyk) cyberpunkowych klimatów i wszelkich innych futurystycznych tworów, muszę to powiedzieć: ten serial jest wielki. Tak, skromnie przyznam, że słowo “wielki” oddaje idealnie całokształt tego serialu i skalę moich odczuć z nim związanych. Konkretyzując: wielkie nadzieje i wielkie rozczarowanie.

Zacznijmy od podstaw. Serial jest typowym proceduralem (czy antypatia wobec procedurali zaburza osąd?) osadzonym w 2048 roku i skupia się na dwójce policjantów. Pierwszy z nich to John Kennex, detektyw o trudnym usposobieniu. Właściwie, to małomówny buc luźno traktujący przepisy, ale jest najlepszym gliną w jednostce – klasyk. Jego poprzedni partner zginął w trakcie akcji, zaś on sam stracił nogę (zastąpioną cyber-protezą). Zostaje mu przydzielony android typu DRN, którego pieszczotliwie wszyscy nazywają Dorian. Wyjątkowość Doriana polega na tym, że w odróżnieniu od MX-ów (produkowane seryjnie androidy policyjne) potrafi on odczuwać emocje i ma własną osobowość. Kumpel podsumował to słowami: człowiek zachowujący się jak robot i robot zachowujący się jak człowiek – coś w tym jest.

Zatem, bohaterowie co odcinek rozwiązują inną zagadkę kryminalną. Jako, że mamy rok 2048, to przestępstwa są popełniane nieco inaczej. Tu twórcy serialu dali niezły popis kreatywności, a zarazem braku perspektywicznego myślenia. Mamy całą gamę różnorodnych gadżetów i motywów charakterystycznych dla futurystycznych konwencji. Od gadżetów takich jak spray, który czynią ludzką twarz niemożliwą do rozpoznania przez monitoring, przez bomby rozsiewające materiał genetyczny w całym pomieszczeniu (jakikolwiek materiał dowodowy staje się wtedy niezdatny do śledztwa); androidy służące jako prostytutki; “chromy”, czyli ulepszone genetycznie jeszcze w życiu płodowym dzieci i wiele innych atrakcji. Można z czystym sumieniem powiedzieć, że każdy odcinek serwuje nam przynajmniej jeden czy dwa takie motywy. Czasem są one tak intrygujące, że z powodzeniem mogłyby zostać użyte do skonstruowania wątku opiewającego kilka odcinków. Zwłaszcza dziewiąty odcinek serii (przez wiele osób uważany za zwiastun pozytywnego przełomu w serialu) pokazał, że scenarzyści Almost Human nie są aż tak kiepscy, jak możnaby sądzić na pierwszy rzut oka.

Właśnie w świetle tych elementów ujawnia się najbardziej widoczna wada serialu – płytkość scenariusza. Każda historia jest zamykana w obrębie jednego odcinka, a przewodni motyw fabularny pojawia się od czasu do czasu w delikatnych przebłyskach, z dużą nieregularnością. Wiemy, że bohater jest uwikłany w jakąś intrygę, ale nie widzimy, by cokolwiek robił w kierunku jej rozwiązania. W jednym odcinku pojawia się niezwykle przebiegły złoczyńca, któremu na koniec w dodatku udaje się uciec, ale ów wątek już nie wraca do końca sezonu. W innym pojawia się duplikat Doriana, który ma nieco inne doświadczenia, niż ten, którego obserwujemy przez cały serial. Ale na koniec odcinka wraca on do naprawiania wind i już więcej o nim nie słyszymy. Takich przejawów marnotrawstwa uświadczymy w Almost Human bardzo dużo. Jak dla mnie – zdecydowanie za dużo.

Jeśli chodzi o oprawę audiowizualną, serial radzi sobie dość dobrze. Hologramy, wszędobylska technologia, ciemne uliczki pełne neonów i ludzi o nietuzinkowym wyglądzie, trochę elektronicznej muzyki – tu klimat został zachowany na zadowalającym poziomie. Choć budżet nie pozwolił na szaleństwa, twórcom udało się zrobić porządne tło dla swoich bohaterów.

Jednym z najjaśniejszych punktów w całym serialu są jego bohaterowie. Przedstawiona wcześniej para Kennex – Dorian jest naprawdę zabawnym i ciekawym duetem. Chłopaki wymieniają niewybredne docinki (czasem zachowują się nawet nieco dziecinnie, ale ma to swój urok), prowadzą nieraz dość inspirujące dyskusje na temat towarzyszącego im rozwoju technologii, zmian zachodzących w hierarchii wartości w świecie, w którym “postęp technologiczny jest niemożliwy do regulacji”, a czasem po prostu robią z siebie nawzajem głupie żarty. Momentami przypominają trochę dwójkę braci z Supernatural, może niektórzy też zauważają korelację.

Pozostałe postaci są nakreślone nienagannie. Mamy panią kapitan, która regularnie strofuje Kennexa za łamanie regulaminu, lekko zakręconego technika Rudy’ego, który jest przezabawną postacią, oraz kilka innych, które dobrze dopełniają pulę bohaterów.

Jak wspomniałem, interakcja między dwójką głównych protagonistów ma swój niepowtarzalny urok, ale według mnie, niewystarczający do utrzymania widza na dłużej przed ekranem. Osobiście obejrzałem AH głównie przez wzgląd na fakt, że seriali w konwencji bliskiej do cyberpunk jest jak na lekarstwo. Gdyby twórcy pokusili się o odważniejsze rozwijanie wątków, porzucili proceduralny schemat i zrobili z tego wciągającą, zawiłą historię, efekt mógłby być zdecydowanie lepszy (może nawet byłoby to coś wybitnego). A tak, mamy przeciętniaka.

  • Właśnie przez tą płytkość sobie darowałem. Nie wrócę, chyba że wcześniej przez przypadek kopnie mnie prąd w gniazdku.

    • Zawau

      A ja naiwny karmię się nadzieją, że może w drugim sezonie pójdą po rozum do głowy.