Starcie książąt II – Śmierć w Rodzinie

– Chyba kpisz! – wybuchnęła Loretta ze znanym wszem i wobec temperamentem.
– Wręcz przeciwnie, albo zostanę Mirmidonem albo klan Nosferatu nigdy nie poprze kandydatury Archibalda – wysyczał przez pokrzywione zęby Aleksander. Siedział dumnie rozparty na wielkim fotelu. Zachowywał się jakby miał zostać księciem Piotrkowa, a nie tylko jego prawą ręką.  Jego słowa działały na kobietę jak płachta na byka. Szukała spojrzeniem czegoś, co mogłoby przykuć jej uwagę i pozwolić opanować myśli, ale ascetyczny wystrój pomieszczenia wcale jej w tym nie pomagał. Nosferatu widział toczącą się w niej wojnę emocji. Sam był niewzruszony śmiercią Dominika-Remigiusza i dziwiło go, że ją ta sytuacja tak bardzo wstrząsnęła. Wzruszył ramionami i rzekł beznamiętnie – Sergiusz dziś opuszcza miasto – Loretta stanęła jak wryta. Jej spojrzenie wołało „Jak to?! Teraz?!” – Czekają nas długie miesiące bezkrólewia, chyba że dojdziemy do porozumienia – cyniczny uśmiech wyłonił się na jego demonicznym obliczu.


– Co masz na myśli?
– Powiedziałem już – rzekł gniewnie – chcę oficjalnego stanowiska. W zamian za to, i towarzyszące mu przywileje, obiecuję Wam poparcie Malkavian i Brujah…przynajmniej tego, co po nich zostało.
– Brujah odpowiadają za śmierć księcia, głupcze – warknęła. Czuła, że atmosfera tego spotkania jest ciężka i przytłaczająca. Miała wrażenie, że mury aresztu z każdą chwilą są coraz bliżej niej.
– Odszczepieńcy Brujah, kobieto. Cezar chciał z nami pertraktować. Jego stronnictwo jest gotowe na układ. Wierni Leonowi Kainici zostali wyłapani. Prawie wszyscy.

Brujah, Malkavianie, Nosferatu, Tremere i Gangrel. „Gdzie były wilki, gdy to się działo?” przemknęło przez głowę Loretty pytanie. Gangrele zawsze stały na straży tronu. Nieważne od opcji politycznej przedkładały pokój w mieście nad własne interesy. „Czy to zbieg okoliczności czy Mirochna ułatwiła zamachowcom atak na księcia? Czy była to zemsta za tamtego chłopaka?” Rozbolała ją głowa. Opadła na fotel i sięgnęła po puchar z krwią. Miała obrzydliwy smak. Jakby Aleksander zmieszał ludzką esencję ze szczurzą juchą.
– Ventrue ukryli się w więzieniu. Grzegorz nie wychyli stamtąd nawet nosa, dopóki sytuacja nie wróci do normalności – poinformowała beznamiętnym tonem Aleksandra.
– Poprze nas?
– Tak. Ale poza deklaracją nie możemy liczyć na nic więcej. Arystokraci przestali istnieć, jako siła polityczna w mieście.
– Podobnie jak Brujah – zimno stwierdził Nosferatu z nieukrywaną satysfakcją.
– Nosferatu też nie są w najlepszej kondycji… co się dzieje z twoim bratem? – Loretta wiedziała, że to pytanie mocno uderzy w Aleksandra. Widziała burzę, która przetoczyła się przez jego czoło. Nie mogła doczekać się odpowiedzi.
– Gustaw przeszedł na stronę Sabatu – rzekł beznamiętnie i chwycił po kielich stojący przed nim. Wychylił całą jego zawartość za jednym razem, pilnując żeby nie uronić ani jednej kropli.
– Odszczepieńcy Nosferatu…to ciekawe.
– Mnie bardziej ciekawi obecność odszczepieńca Tremere w mieście – Nosferatu przypilnował wzrokiem reakcję Loretty. Nie wiedziała o tym. Punkt dla niego – Dajcie mi to, czego chcę a dorzucę informacje o nim jako dobry gest, dla naszej dalszej współpracy.
– Chcemy też Upiora – „Więc się zgodziła”, pomyślał i po chwili udawanego zastanawiania się odpowiedział:
– Jak całe miasto. Atak na Elizjum nie mógł być przeprowadzony bez niego. Toreadorowie są skończeni w Piotrkowie. Rozumiem, że dziewczyna nie potrafi go znaleźć – milczenie kobiety mówiło wszystko – Zatem zrobimy to w tradycyjny sposób. Oczywiście jako Mirmidon z wielką przyjemnością wezmę na siebie odpowiedzialność za wytropienie i ukaranie *zdrajców*.
– Muszę to skonsultować z Archibaldem – powiedziała oschle.
– Oczywiście… czekam zatem.

***

Huta „Kara” już dawno zapomniała o swoich czasach świetności. Niszczejące budynki straszyły za dnia, a nocą dawały schronienie Gustawowi van Cleverdowi i garstce Nosferatu, którzy pozostali mu wierni. Echo krwawego skandalu, który miał miejsce w Elizjum, dotarło i tutaj. Potomek Andrzeja przechadzał się właśnie po wielkiej hali produkcyjnej, a raczej po tym, co po niej zostało. Przyczepiony szponami do sufitu Miron wisiał nad nim, niczym żyrandol i czuwał. Od wielu tygodni żyli w strachu przed książęcym odwetem. Przed ziszczeniem się gróźb Aleksandra. Ale świat tak jakby o nich zapomniał. Przynajmniej jego część. Niektórzy jednak pamiętali.

– Książę Maksymilianie, witaj w moich skromnych progach – jak tylko Ventrue przekroczył próg hali Nosferatu złożył mu uroczysty pokłon. Zgodnie z etykietą opuścił wzrok, przez co pewnie nie zauważył spojrzenia Maksymiliana, które mówiło tylko „Rzeczywiście, skromnie tutaj”.
– Przejdźmy do interesów, Gustawie – teraz i przybyły gość zaczął spacerować po przestronnym pomieszczeniu. Pół kroku za nim podążał gospodarz.
– Bardzo trudno mi szpiegować kogoś, jeśli nawet do końca nie wiem kto to ma być.
– Niestety, nic więcej nie mogę ci zdradzić ponad to, co już wiesz. W przeciwnym razie…musiałbym cię zabić. Wyeliminowanie *mojego* ojca – słowa, które wydobywały się z ust Maksymiliana były ciężkie i brzmiały topornie – będzie miało wiekopomny skutek na całe miasto. Prawdopodobnie Archibald zgłosi swoją kandydaturę i uzyska większość – Gustaw przytaknął cicho – Ale są jeszcze inne możliwości.
– Myślisz, że Katarzyna gotowa jest powrócić do miasta? – Ventrue słyszał nienawiść w głosie Nosferatu i podzielał to uczucie.
– Niewykluczone, w końcu Dominik-Remigiusz miał opiekować się Kasandrą. Teraz dziewczyna jest w rękach Tremere. To rodzi wiele … komplikacji.
– Dlatego sprowadziłeś do miasta własnego maga? – Maksymilian skutecznie ukrył zaskoczony wyraz własnej twarzy odwracając ją w przeciwnym kierunku.
– Jest jeszcze kwestia Gangreli. Mirochna od wielu dekad stała na straży tronu. Przeżyła kilku władców i była świadkiem nieudolności… większości z nich. Zastanawiam się, czy sama nie zgłosi swojej kandydatury. To byłoby ciekawe.
Gustaw pokiwał głową i jednocześnie zaczął analizować tą informację. Rzeczywiście, Gangrele byli nadal liczni i silni. Pomimo przetrzebienia ich szeregów.
– To jednak bez znaczenia, bo jeżeli jakikolwiek książę zasiądzie z powrotem na tronie, to będę nim ja – w głosie Maksymiliana nie było buty ani pychy. Stwierdził fakt. – Od ciebie wymagam tylko informacji, o które prosiłem. A w zamian dostaniesz, to na co się umawialiśmy.
– Sprawiedliwość – rzekł zimno Gustaw i oczami wyobraźni widział, jak jego ręce zbroczone są posoką Gerda Fleichmana. Kainity, który jest odpowiedzialny za śmierć Krystyny – Książę – przerwał ciszę, która trwała od kilku dobrych chwil – Co ze Stellanem?
– Nie martw się. „Diabeł” jest tylko środkiem do celu. Mojego i twojego. Łączy nas wspólna nienawiść do tych samych wrogów, Gustawie – Maksymilian zatrzymał się i zwrócił bezpośrednio twarzą do swojego gospodarza – Miasto trawi rak w postaci Sabatu i klanów ogłupiałych od Jyhadu. My jesteśmy chemią, która wyleczy ciało, ale najpierw…najpierw musimy wyrządzić niezbędne szkody – Nosferatu zastanawiał się czy ciężko było Ventrue wydać wyrok na swojego własnego ojca. W końcu krew jest wszystkim.
– Potworem jestem, żeby potworem się nie stać…
– Wielka gra dobiega końca. Albo wygramy. Albo przegramy. Nie ma tutaj miejsca na połowiczne rozwiązania. Dlatego zdobądź informacje, o które cię *prosiłem*. W przeciwnym razie przegram z kretesem. I jeśli będzie miał nadejść ten moment, wcześniej rozszarpię ci gardło.
– Rozumiem, *mój* panie – odpowiedział Gustaw, po czym Maksymilian odwrócił się na pięcie i opuścił jego domenę.

 

  • No no ciekawie – serio. Trochę jednak martwi mnie jak wiele dzieje się poza sesjami i czekam na pełnokrwistą grę w najbliższym czasie :) Wczoraj chyba mimo wszystko nie do końca sprzyjała aura (chociaż gra całkiem spoko, ale tylko spoko – stać nas na więcej)

    • Z mojego punktu dużo też zadziało się na ostatniej sesji – ujawnienie głównego motywu Maksymiliana (czekaliśmy na to 10 lat!), zbrukanie Elizjum oraz przyłączenie się (nareszcie) Olafa do koterii. Całą tą kampanię widzę poprzez metaforę Was, jako kamienia, który rzucam na środek spokojnego jeziora. Tworzycie „falę”, która niesie ze sobą znaczące konsekwencje dla miasta.

      Następnym razem spróbujemy zagrać pełnokrwistą sesję – postaram się napisać nawet na tę okoliczność scenariusz ;) (do tej pory graliśmy praktycznie bez niego).

      • Wiesz, dla mnie ostatnia gra miała niewiele gry – stąd moja niska satysfakcja. Poszliśmy, rozgromiliśmy i wróciliśmy. W mojej subiektywnej ocenie – bez historii, jak niektóre mecze piłkarskie.

  • Zawau

    Tak jak mówiłem wcześniej, dla mnie sesja wymiotła totalnie pod względem fabuły/plot twistu, choć zdaję sobie sprawę, że to bardzo subiektywny osąd. Co do czasu sesji, było krótko, ale niezwykle intensywnie, więc jestem bardzo zadowolony.

    • Który twist masz na myśli? Zabójstwo DR czy motyw Maksa?

      • Zawau

        Śmierć Leona i domniemaną zdradę Cezara.

  • Morth

    Trudno mi się jeszcze wgrać po tak długiej przerwie ale sama sesja bardzo fajna, krótka ale intensywna