Starcie książąt I – Rozłam

Anna rytmicznym ruchem bioder wprawiała siedzącego pod nią Cezara w stan najwyższego upojenia. Co kilka chwil wbijał kły w jej piersi, a potem zlizywał z nich krew. Ona odwzajemniała się zatapiając w jego ramionach swoje pazury. Po jego barkach i plecach zaczynały spływać cieniutki strużki krwi. Pojękiwała coraz głośniej. On zaczynał sapać niczym zwierzę. Dobywające się z głównej sali R’n’R dźwięki muzyki nadawały rytmu dzikiej miłości, którą uprawiali. Nie było w tym nic romantycznego. Tylko żądza zaspokojenia atawistycznej potrzeby. Zapomnieli już o Olafie, który kilka chwil wcześniej przerwał im brutalnie. Znów pogrążyli się w nieludzkiej ekstazie seksu i krwi.  Trwało to jeszcze dobre piętnaście minut, gdy wreszcie Cezar opadł bez sił. Kobieta zsunęła się z niego z gracją kocicy. Sięgnęła po butelkę wódki z czerwoną kartką. Nalała sobie do kieliszka, a Cezarowi podała flaszkę, z której pociągnął długi haust. Pił jeszcze, gdy powiedziała:

– Pieprzysz się niczym bóg… – „bóg” wzruszył tylko ramionami od niechcenia nie przerywając opróżniania butelki z jej zawartości. Wypił już dobrą połowę, aż wreszcie stwierdził, że ma dość.
– Nie mówisz chyba tego każdemu Brujah, co? – nie dał jej wprost do zrozumienia, że chodzi o Leona. Teraz kobieta wzruszyła ramionami i zaczęła się ubierać. Obserwował ją jednocześnie starając się zwalczyć działanie alkoholu w organizmie. Czuł jak balansuje na granicy utraty przytomności i strasznie mu się to podobało. Szczególnie, gdy schylała się przed nim wypinając jędrne pośladki. Zastanawiał się czy nie zabawić się z nią jeszcze raz. Powstrzymało go wspomnienie rozmowy z Olafem. Zastanawiał się czy Gangrel posłucha i zabierze nieproszonych gości z R’n’R. Miał strasznie skwaszoną minę, gdy o tym myślał. Zauważyła to.

Usiadła znów na nim okrakiem i zaczęła bawić się jego okularami. Jakby od niechcenia zapytała:
– O czym myślisz?
– O niczym…
– Nie umiesz kłamać, wiesz? – nim zdążył cokolwiek powiedzieć sama zaczęła mówić – Widzę, że jesteś wkurwiony. Nie tak sobie to wyobrażałeś, co? Leon nie uprzedził Cię w jakim gównie będziesz się z nim nurzał, prawda? – widziała jak na jego twarzy rośnie irytacja. Czuła jeszcze większą motywację – Gdybyś tylko chciał mógłbyś… – zawiesiła zdanie w połowie. Trochę z przekory, trochę ze strachu. Mówienie wprost o czymś takim mogło być bardzo niebezpieczne.
– Mógłbym, ale nie chcę… – Cezar podchwycił grę półzdań.
– A gdybyś tylko chciał…wielu poszłoby za tobą.

***

– Człowieku! – rozdarł się wchodząc do lokalu Freak – Złapał za łysą głowę Leona i zbliżył się do niego, że prawie dotykali się nosami. Malkavian czuł odór alkoholu bijący od lidera Brujah, a ten nie mógł wytrzymać smrodu chemikaliów, które służyły do dezynfekcji w szpitalu – Człowieku! – powtórzył jeszcze raz – Co za kolos! Chłopak nie miał szans! – Freak był wyraźnie podekscytowany, ale Leon zupełnie nie rozumiał o co mu chodzi.
– O czym ty do mnie pier…- zapytał gospodarz próbując przekrzyczeć grającą w R’n’R kapelę.

– Pamiętasz tego Gangrela, co łaził ciągle za wami? Mariusz czy jakoś tak się wabił… nieważne. Nalej mi – Leon przywołał gestem ręki młodą dziewczynę. Stała przy barze sącząc drinka. Zdecydowanie ktoś go musiał jej kupić, bo na pewno nie wyglądała na pełnoletnią. Freak szybko zatopił w niej kły. Pociągnął kilka łyków, a potem zaprowadził ją do jednej z kanap. Usiedli, a na stole przed nimi rozsiadł się Leon. Freak znał to niecierpiące zwłoki spojrzenie i siłą woli stłumił swoją ekscytację. – Już ci mówię. W końcu nie wiesz, bo cię nie było, ale Dominik-Remigiusz został księciem – Leon doskonale o tym wiedział – no i jak to bogaty snob zażądał od każdego z klanów jakiegoś prezentu. Nawet nie wiesz jak przez to jest sucho w moim skarbcu! – Leon wiedział i był też świadom tego, że Freak dużo też zyskał na nominacji nowego księcia – Od Gangreli zażądał ofiary krwi. Czujesz? Mirochna w zasadzie bez mrugnięcia okiem podarowała mu tego młokosa, nieźle, co nie?
– No…
– Ale nie to jest najlepsze. Dominik-Remigiusz zrobił mały pokaz sił. Sprosił nas wszystkich do tej maszkary, Aleksandra i urządził igrzyska w rzymskim stylu. Podobno dla tego egzekutora, który go namaścił, ale wiesz…jasno dał znać, że jeżeli któryś z rodów wystąpi przeciwko niemu to…
– To co!? – wybuchł Leon. Poczuł, że Freak mówi o nim.
– To naśle na nas swoją nową zabawkę…

tytan

– Ten koleś złamał chłopaka jak zapałkę. Rzucał nim wcześniej niczym szmacianą lalką. Jest wielki. W życiu czegoś takiego nie widziałem. To chyba nawet nie jest człowiek. Ani wampir!
– A co?
Freak wzruszył ramionami i zajął się znowu dziewczyną. Przez myślę Leona przewaliła się kanonada myśli. Na ile Freak fantazjował, a na ile mówił prawdę? Nigdy nic nie było pewne w jego słowach. „Popieprzony szaleniec” Wieczór trwał dalej. Impreza toczyła się swoim rytmem, ale między stolikami pojawiały się plotki na temat wydarzenia, które miało miejsce na dziedzińcu aresztu śledczego. W każdej z opowiadanych wersji Mieczysław ginął. W jednej opowiadano, że ów „tytan” wyrwał mu kręgosłup, w innej miał gołą dłonią przebić go na wylot. Pośród dźwięków muzyki przebijało się głośne wycie wilków. Klan Gangrel opłakiwał tej nocy jednego ze swoich.

***

– Ni…ni..niejszym oznacza to, że klan Bru…jah do…do..puuścił się ukrycia zbie…zbiegów i mor…mor…
– No nie, weź się w garść! Przez te wszystkie lata mogłeś chociaż nauczyć się porządnie czytać – Cezar bez ogródek chwycił trzymany przez Leona dokument przysłany od księcia. Podniósł okulary do góry i oparł je na czole. Z każdą chwilą czuł jak lektura przyprawia go o coraz większe dreszcze. Gdy skończył zgniótł dokument, cisnął nim o podłogę i zdeptał. Zapadła chwila milczenia. Przedłużało się, Leon czuł jakby ten moment trwał w nieskończoność. Cezar z kolei miał wrażenie jak ściany gabinetu zbliżają się ku nim coraz bliżej. „Za chwilę zabraknie nam dna pod stopami i w gównie się unurzamy po czubki łbów…”.
– W dupie to mam – rzucił nonszalancko Leon – Ja wrogiem Maskarady? Przecież nie kazałem Gangrelom walczyć pod Vestilem? Sam nie jestem na tyle głupi, żeby robić krwawą łaźnię pod nosem Ventrue. O co mu, kurwa, chodzi?!
– Zabili tego Tremere…a wcześniej uwolnili tego jakiegoś Roberta, kimkolwiek on jest! – Cezar zaczął wyliczać – Zostawili za sobą osiem ludzkich trupów i nagłówki gazet, które domagają się krwi morderców. Akurat się złożyło, że postanowiłeś ich ugościć i tym samym dać pretekst Ventrue do oficjalnego…wypowiedzenia nam wojny.
– To też mam w dupie! Niech spróbują! – Leon sięgnął po swój rewolwer. Czuł się bezpieczniej wiedząc, że jest nabity i gotowy do zrobienia kilku dodatkowych otworów w czyimś ciele.
– Otrząśnij się! – Cezar nie wytrzymał – Nie widzisz dokąd zmierzamy? Mieliśmy to miasto – na twarzy Leona pojawił się gniewny grymas – A teraz pozwoliłeś nas wkopać w takie gówno, że już nie wiem, czy głowa ci wystaje chociaż spoza poziomu tego szamba!
– O co ci chodzi?! – przywódca Brujah instynktownie zacisnął pięści, co nie uszło uwadze jego rozmówcy. Ten również przygotował się do ewentualnego starcia.

– Kiedy Kaśka była księżną byłeś kimś. Od momentu twojego buntu pajacujesz coraz bardziej.
– Miałem pozwolić jej na to wszystko!?
– Nie! Zobacz tylko, dokąd nas to *wszystko* doprowadziło?! Jesteśmy teraz odszczepieńcami. Jak ten szczeniak zawoła, lecimy do niego z wywalonymi jęzorami. Bo liczysz na to, że pozwoli ci odzyskać dziewczynę?! Na chuj ci ona…
– To nasza krew! – wypalił Leon
– Nie, to krew Kaśki! Ciebie tylko do niej świerzbi! Księżna Katarzyna zdradziła nas, a potem opuściła w potrzebie. Gdzie jest teraz?! – Leon nie znał odpowiedzi. Gdyby było inaczej pewnie już szykowałby się do zemsty przeciwko niej. Znów zapadło milczenie, które kilka chwil później przerwał Cezar – I co z tym Olafem?! To przez niego jesteśmy teraz wrogiem numer jeden. Mówiłem mu, żeby zabrał swoich „przyjaciół” i wynosił się stąd. Ale nie, tak dobrze go tu gościsz, że czuje się on jak u siebie. Znów poświęcasz klan dla cudzej krwi, Leon! – ten zarzut brzmiał dla starszego Brujah najboleśniej.

Dźwięk łamanego w drzazgi biurka nie przyniósł ukojenia. Leon przechodził właśnie przez swój gabinet niczym tornado, a w oku cyklonu stał Cezar. Patrzył tępo w podłogę, na której leżał zwinięty dokument od księcia. Wreszcie Brujah wyładował swoją złość i opadł na jeden z foteli. Jego przyjaciel nie zamierzał poprzestawać na wbijaniu gwoździ do jego trumny…
– Książę żąda pomocy w ujęciu morderców. Co zrobisz?
– Nic! Olaf to swój chłop, nie pozwolę żeby Dominik-Remigiusz mówił mi co mam robić!
– Ma też *twoją* Kasandrę…
– Stellan pomoże mi ją odzyskać! – Cezar słysząc te słowa przewrócił tylko oczami.
– Jesteśmy w tej części miasta otoczeni przez samych wrogów. Ventrue, Tremere, Nosferatu…nawet nie wiesz, czy możemy ufać Malkavianom. Znów rządzą na Rakowskiej. Ktoś im chyba na to pozwolił. Leon, kurwa…wróćmy na przedmieścia. Tak jak dawniej. Tam możemy być bezpieczni i w spokoju przeczekać burzę, która zbiera się nad miastem – głos Cezara stał się mniej oschły. Bardzo chciał, żeby Brujah odwołał się do głosu rozsądku.
– Nie! R’n’R od zawsze był nasz i nic tego nie zmieni. Prędzej zginę niż okażę słabość!
– Zatem giń beze mnie… – nie powiedział nic więcej. Odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku drzwi.
– Cezar! – głos Leona był twardy i zdecydowany. Za słaby jednak żeby powstrzymać Cezara przed przekroczeniem progu i trzaśnięciem drzwiami.

Za drzwiami zaczęło się poruszenie. Ktoś coś krzyczał, ktoś wypalił z pistoletu. Dźwięk tłuczonego szkła drogich alkoholi. Leon zwabiony tym hałasem wyjrzał ze swojego gabinetu na główną salę. Zobaczył, że w połowie opustoszała. Z zewnątrz budynku dobiegł go warkot odpalanych motocykli i samochodów. Wyszedł zobaczyć, co się dzieje. Ujrzał jak na czele peletonu wyjeżdża Cezar. Za nim siedziała Anna, a dalej ciągnął się kordon motorów i aut, którymi odjeżdżali jego Brujah. Zagryzł mocno szczęki, aż poczuł nieprzyjemny zgrzyt. „Pieprzony Brutus!”

  • Zawau

    To ja zacznę. Wczoraj wyszedłem z lekkim niedosytem, bo sesja zawiązała się dość ciekawie i szkoda trochę, że po tych 3h już skończyliśmy, ale jestem świadom, że godzina już była późna, a wcześniej jeszcze musieliśmy ogarnąć kwestie mechaniczne i fabularne. Tak czy inaczej, chcę więcej! Mam jeszcze nadzieję, że uda nam się znaleźć jakąś okoliczność, która połączy nas (drużynę) w jednym celu.

    Co do scenki, wydaje mi się, że ciekawie rozwinęła się kwestia tego niewygodnego dla Leona trójkąta. Leon chyba nie wiedział, zbytnio co ma zrobić, więc Cezar rozwiązał ten problem za niego. I chyba dostrzegłem parę nawiązań do Spartacusa, też spoczko. Jeszcze przypomniało mi się, że leciał gdzieś tam Slipknot w tle podczas walk, polecam cały ten album, jeśli jeszcze całego nie przesłuchałeś.

    Szkoda za to młodego Gangrela, ale cóż poradzić. Ciekaw jestem jak ten fakt wpłynie na relacje w koterii.

    • Cel jest,tylko jeszcze nie cała koteria go dostrzega ;) Będę nad tym pracował, żeby był wyraźniejszy.

      Mam też propozycję modyfikacji mechaniki walk. Sprawdźcie czy nie jest to zbyt przekombinowane. Walka wyglądać mogłaby tak:
      1. Zbieramy pulę kości.
      2. Decydujemy ile z nich poświęcimy na zakłady.
      3. Turlamy.
      4. Zwyciężamy.
      5. Przeciwnik dostaje -1 na „pasku” zdrowia – przewaga fabularna pozwala nam na zadanie rany, ale nie na ostateczne zabicie przeciwnika od tak.
      6. Decydujemy co zrobimy z zakładami:
      a) Przeznaczamy je na punkty doświadczenia dla danej umiejętności
      b) Przeznaczamy je na dodanie prawd fabularnych zwiększających obrażenia przeciwnika.

      Przykład:
      Olaf postanawia cisnąć w Szymona prowizoryczną dzidą ze znaku drogowego. Zbiera pulę kości,. 9. Decyduje się na 2 zakłady. Rzuca 7 kośćmi – wypada na nich 14. Kontra Szymona była słabsza – Olaf przejmuje inicjatywę. Ponieważ zwyciężył zadaje Szymonowi -1 ranę. Postanawia też szybko z nim skończyć, więc wykorzystuje zakłady na dodanie prawd o tej scenie. Trafiony znakiem Szymon (przywilej narracyjny) charcze. Olaf podchodzi i dobija go kopniakiem (-1 rana za 1 zakład zamieniony na prawdę), a następnie rzuca go w płomienie (-1 rana za 1 zakład). Tym oto sposobem Szymona zdrowie spada na -3.

      Korzyści z rozwiązania: trzeba się zastanowić jak rozegrać każde starcie (czy je łatwo wygrać, czy wynieść z niego coś dla siebie) oraz dzięki temu walki będą bardziej klarowne (są paski zdrowia i łatwy sposób na zarządzanie nimi).

      Co sądzicie?

      • Zawau

        Ma to ręce i nogi. Co więcej, wydaje mi się, że zmiany które tu proponujesz są czysto semantyczne, bo przecież mamy już zaimplementowane rany na naszych kartach postaci, które pełnią funkcje pasków zdrowia.

        • Tak, pisałem w odniesieniu do tych ran. Po prostu tak to sobie określiłem. Zmian nie określiłby „czysto semantycznymi”, bo zamiana zakładu na doświadczenie lub zwiększone obrażenia wczoraj nie wystąpiła. Podlegała tylko mojej interpretacji.

      • IMHO wystarczy powiedzieć jak ciężkie rany można zadać za pomocą jednego zakładu czyt. np. 5 zakładów pozwala powiedzieć „Zabijam”. NIe turlajmy się w walkach.

  • Fajny rozłam w obozie Brujah. Czytałem tę scenę kilka razy i zastanawiałem się nad sesją. Zgadzam się z Andrzejem, ostatnia sesja za szybko się skończyła! Rzeczywiście mieliśmy słodkie preludium, ale czuję, że wszystko przed nami, dlatego czekam na 22 i myślę, że będzie owocniej bo mniej mechaniki przy otwarciu (chyba dotarliśmy do punktu gdzie zasady są dla wszystkich możliwie jednoznaczne).