Kasandra

– Nie znam, kurwa, odpowiedzi!

– Wszystkie są w tobie. Skoncentruj się na karcie – mężczyzna wyciągnął z talii sztywny kawałek papieru. Zadaniem dziewczyny było odgadnięcie wylosowanej figury. Ćwiczyli to już od jakiegoś czasu, jak na razie nie udało jej się ani razu trafić. A raczej „przewidzieć” jak mawiał od czasu do czasu. Z każdą kolejną minutą frustracja w niej rosła. Mogłoby się wydawać, że od złości nawet jej włosy robiły się jeszcze bardziej czerwone niż normalnie.

– Siedzę tu już dobrą godzinę, mam dość! – mówiąc to wierciła się na krześle, a lewą dłonią potarła nos. Dziewczyna wyglądała, jakby miała zaraz wybuchnąć.

– Ćwiczymy dopiero pół godziny – powiedział możliwie nauczycielskim tonem. Mimowolnie zauważył, że z tym naturalnym rumieńcem na policzkach wygląda bardzo ładnie. „Skup się”, skarcił sam siebie w duchu i całą siłą woli odgonił myśli o jej urodzie.

Na kilka chwil uspokoiła się i znów mogli wrócić do ćwiczenia. Raz prawie by zgadła. Widział to w jej oczach, tych pięknych, zielonych studniach, że wie jaką trzyma w ręku kartę. W ostatnim momencie zawahała się i zmieniła swój wybór. Nie zgadła. Zastanawiał się czy to on powinien pomagać w rozwijaniu jej daru. Z tego, co już zdążył się dowiedzieć od Archibalda o swoich mocach, czasami zdarzało się tak, że nawet starszy Tremere nie mógł w jego obecności osiągnąć pełni swojej mocy. Powiedział mu kiedyś, że jest czymś w rodzaju dysonansu dla każdego, kto się „przebudził.” Niby pomaga, a tak naprawdę przeszkadza.

– To bez sensu! – kolejny raz wybuchła, a on już miał kilka całkiem ciekawych hipotez naukowych na temat jej stanów zaburzenia emocjonalnego – I jeszcze tamci za szybą! – spojrzała w kierunku wielkiej tafli lustra weneckiego, za którym stał Dominik-Remigiusz w towarzystwie dwóch mężczyzn. Bynajmniej nie o słowiańskiej urodzie. Mężczyzna nie zwracał na to uwagi. Doskonale wyczuwał obecność trzech osób po drugiej stronie lustra, ale nie był w stanie odgadnąć ich tożsamości. Na pewno jednym z nich był starszy Ventrue, ale kto mógł być z nim jeszcze. Był pewien, że gdyby chciała to mogłaby poznać odpowiedź na to pytanie. Jej moc była…niezmierzona. „Podobnie jak uroda”. Znów pozwolił sobie na chwilę nieuwagi. Kolejny raz musiał poświęcić część swojej cennej uwagi na to, żeby przywołać się do porządku. Zastanawiał się właśnie nad tym, czy jej atrakcyjność jest naturalna czy to może jakaś nadnaturalna umiejętność. W końcu nigdy nie zdarzało mu się, żeby w towarzystwie pacjentki był pod ostrzałem takich myśli.

– Daniel… – zwróciła się do niego przyjacielskim tonem. Aż wzdrygnął się na dźwięk jego imienia w jej ustach. Brzmiało tak zjawiskowo.

– Hmm? – nie zdołał w tej chwili wykrztusić z siebie nic więcej.

– Czy my się przypadkiem nie znamy? – to było pytanie z tak zwanej „innej beczki”, którego zupełnie się nie spodziewał. Znów przywołał na pomoc swoją samodyscyplinę i tylko dzięki niej wytrzymał jej lustrujące spojrzenie.

– Piotrków to małe miasto – „Doskonała odpowiedź” utwierdził się w duchu, ale dziewczyna nie pozwoliła się tak łatwo zbić z tropu.

– Tak, ale…mam wrażenie jakbyśmy się już kiedyś spotkali. Wiesz, nie tak naprawdę – na chwilę zamilkła, bo zdała sobie sprawę, że jej słowa mogą brzmieć głupio, a po chwili uzmysłowiła sobie, że jej ciotka jest księżną, a jej chłopak wampirem zabijaką. Postanowiła kontynuować myśl – Chodzi mi o to, że wydaję mi się, jakbyśmy kiedyś spotkali się we snach? – „Pytasz czy stwierdzasz?” zastanawiał się Daniel i przywołał w pamięci wizje alternatywnej przyszłości, którą kiedyś ukazał mu Mistrz Twardowski. Zanim jeszcze stał się tym, kim jest dzisiaj.

– Wiesz, co mnie w tobie wkurza?! – a tego pytania to nawet sam Nostradamus by nie przewidział. Dziewczyna była niczym dwa żywioły zamknięte w jednym ciele. Chwycił się obiema dłońmi blatu stołu, żeby w ten sposób lepiej przygotować się na to, co go miało zaraz spotkać – Nie potrafię odczytać twoich myśli! – wybuchła. Musiało to być dla niej bardzo frustrujące. Ta, która wiedziała zawsze kto mówi prawdę, a kto kłamie pierwszy raz spotkała się z kimś, kto był dla niej tajemnicą – Strasznie mnie to rajcuje – skwitowała z diabelskim uśmieszkiem i teraz on oblał się cały rumieńcem.

– Chyba na dzisiaj skończymy – rzucił, gdy jego serce uspokoiło się po kilku szybszych uderzeniach. Ta rozmowa zaczynała kierować się na niewygodne dla niego strony.

– Dla mnie spoko – zawadiacki uśmieszek nie schodził jej z twarzy. Podniosła się z gracją primabaleriny i zakręciła powabnie pośladkami wychodząc. Odprowadził ją tęsknym wzrokiem i zaczął pakować swoje rzeczy do podręcznej walizki. To go uspokoiło i przywołało do porządku. Spojrzał na zegarek. „Powinienem jeszcze zdążyć.”

 ***

– To ona? – zapytał ubrany cały na czarno mężczyzna o arabskiej urodzie i bliskowschodnim akcencie. Podchodząc do szyby weneckiego lustra wyczuł jakby jakieś pole siłowe. Stanął od niego dalej niż chciał, ale nie podzielił się z nikim tą obserwacją.

– Tak – Dominik-Remigiusz był poddenerwowany. Obaj jego goście zauważyli, że to dość niespotykane zachowanie w jego przypadku. To tylko potwierdzało jak bardzo ważna jest Kasandra dla nowego księcia.

– Praca dla ciebie książę, wiązałaby się z…

– Z taką ilością krwi, że nigdy nie będziecie w stanie tego przejeść – przerwał mu Dominik-Remigiusz. Następnie wskazał ręką miejsce przy długim, czarnym stole. Książę usiadł pierwszy, a zaraz za nim dołączył ten, który prowadził z nim rozmowę. Sabir. Assamita. Dopiero teraz spostrzegł, że w ciemnym kącie pomieszczenia jest ktoś jeszcze. „Służący” przypomniał sobie o pewnym magu, którego Ventrue posiadał na swoich usługach. To na pewno był on. „Dobrze się maskujesz”.

– Czego od nas wymagasz? – spytał z wymaganą uniżonością Sabir i na moment przeniósł wzrok na swojego podopiecznego, który stał kilka kroków od niego i wpatrywał się w ludzi siedzących za weneckim lustrem. W sumie w pomieszczeniu znajdowały się cztery osoby. Książę, jego mag, Sabir i jego podopieczny.

Dominik-Remigiusz zanim powiedział czego chce nalał swojemu gościowi brunatnej krwi do kryształowego pucharu. Wzniósł bezgłośny toast.

– Chcę żebyś ją ochronił – pociągnął drugi łyk – Dostaniesz trzy razy tyle krwi, ile miałeś otrzymać za poprzednie zlecenie.

Sabir uniósł brwi w geście niedowierzania. Część jego natury była skażona chciwością, czego czasami się wstydził. Szybko jednak się opanował. Jak każdy Assamita został nauczony trudnej sztuki negocjacji, chociaż wydawało się, że w tym przypadku wygra więcej, niż mógł to sobie wyobrazić.

– Przed kim, książę? Czyż nie jesteś najpotężniejszym Kainitą w mieście? – zapytał, żeby po chwili zdać sobie sprawę z tego, że jego słowa wyprzedziły myśli. Spojrzenie Dominika-Remigiusza było pogardliwe, a ton jego głosu cierpki niczym krew umarlaka.

– Piotrków jest obecnie bardzo niebezpiecznym miejscem… – zaczął książę ważąc uważniej swoje słowa niż jego rozmówca – Obecnie przebywa w nim jeden „diabeł” oraz Lasombra…ale o tym wiesz. Poza tym, mam też doniesienia o wilkołakach i kilku zbuntowanych Gangrelach – Sabir czuł, że Dominik-Remigiusz kluczy i odsuwa główne zagrożenie możliwie jak najdłużej w czasie. W końcu musiał jednak to powiedzieć – I oczywiście Brujah.

Stojący przy weneckim lustrze drugi Assamita zareagował na wspomnienie klanu anarchistów.

– Leon jest zagrożeniem?! – zapytał niepytany, co spotkało się z głośnym westchnieniem Sabira i ostentacyjnym milczeniem księcia. Ta chwila trwała kilkanaście sekund. W tym czasie Kasandra i Daniel właśnie kończyli swoją lekcję. Wreszcie Dominik-Remigiusz postanowił powrócić do rozmowy.

– Książę jest od płacenia, nie od tłumaczenia się za swoje decyzje – rzekł butnie gospodarz, a ton jego głosu nakazał Assamitom delikatnie opuścić przed nim głowy. Wyglądali niczym dwaj synowie karceni przez ojca. Podsunął przed nos Sabira kilkanaście kartek zapisanych drobnym druczkiem – Kontrakt dokładnie definiuje wasze zadania. W skrócie: macie ją chronić przed każdym. Słono jestem gotów zapłacić za tą drobną przysługę.

„Przed nimi też?” Kamil nie odważył się zadać tego pytania. Widział to, co działo się pomiędzy Kasandrą a Danielem. Subtelna gra pozorów dziewczyny i rozmarzone spojrzenie Tremere. Księciu na pewno nie byłoby na rękę, gdyby jego cenna prawdomówczyni wpadła w oko magom. A może to już się stało, tylko stary Ventrue nie dostrzegał tego zagrożenia? W sercu poczuł ukłucie nienawiści. Z chęcią wbiłby handżar w pierś Daniela. Tak, dla zasady. Praca dla Dominika-Remigiusza po części nakazywała też tolerowanie ich największych wrogów.

– Zgoda – powiedział Sabir przeczytawszy pobieżnie kontrakt. Standardowa umowa, pełna prawnych kruczków i zapisów, którymi Ventrue łechtali się kiedy tylko mogli. Umowa była bezterminowa i pozwalała Assamitom wycofać się tylko w przypadku, gdyby ochrona Kasandry miała godzić w bezpieczeństwo i suwerenność klanu zabójców. W zamian otrzymywali małą fortunę, która będzie płynąć do nich szerokim strumieniem. Sabir w duchu zastanawiał się, jak bardzo bogaty jest Dominik-Remigiusz, skoro z taką lekkością jest gotowy płacić za życie tej śmiertelniczki.

– Wybornie! – szczerze ucieszył się książę

– A co z naszym poprzednim zleceniem?

– Zapomnij o nim – machnął ręką Dominik-Remigiusz – Kasandra jest najważniejsza.

– Jak sobie życzysz, książę.

 ***

Zbiegał na łeb, na szyję z krętych schodów. Myślał, że nigdy się nie skończy, gdy na końcu korytarza ujrzał światło pochodni. Szybko złapał za klamkę i pociągnął ciężkie drzwi w swoją stronę. Ustąpiły ze zgrzytem. Po drugiej stronie ujrzał trzech Tremere siedzących w ciemnej piwnicy. Ściany dookoła nich były pomazane runicznymi znakami, które pulsowały słabą, prawie niezauważalną dla oka poświatą.

– Lepiej późno niż wcale, co Daniel? – rzuciła zawadiacko Loretta. Lubił ją. Była chyba najbardziej… normalna z całego klanu. Archibald reprezentował istotę nie z tego świata, a Szymon…Szymona nie lubił. Kapłan siedział milczący. Wpatrywał się tylko w niego swoimi krecimi oczkami. Z nieukrywaną dozą antypatii.

– Wybaczcie – wydusił z siebie po kilku głębszych oddechach – Wracam z Vestilu.

– I co? – w głosie Szymona słychać było zazdrość wymieszaną z gniewem. Wiedział od Loretty, że Szymon bardzo chciał być tym, który miał nauczać Kasandrę i przeciągnąć ją na stronę Tremere. Archibald postanowił jednak inaczej i od tamtej pory…

– Jest tak jak mówiłeś, mistrzu – Daniel kierował swoje słowa do Archibalda. Starzec wyglądał jakby spał. Miał zamknięte oczy i delikatnie bujał się w fotelu – Dziewczyna ma ogromny potencjał. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z czymś takim!

Na chwilę zapadło milczenie. Wszyscy czekali na reakcję Archibalda. Stary Tremere wreszcie otworzył oczy i przez głowy wszystkich przetoczyło się jedno pytanie?

Co z jej darem?

­– Tak jak mnie nauczyłeś, mistrzu – Daniel uśmiechnął się – Potrafiłem oprzeć się jej umiejętności czytania w myślach. Kasandra, ani Dominik-Remigiusz niczego nie podejrzewają.

– Doskonale. 

  • Zawau

    Kurcze, czuję się rozpieszczony!

    • Pisałeś gdzieś tam, że nie chcesz żeby mechanika Was zmuszała do jakiś zachowań. A co powiesz na fabułę? :>

      • Zawau

        Fabuła może mnie zmuszać do czego zechce (o ile nie znajdę alternatywnego rozwiązania).

        • Ok, trochę się tylko obawiam, czy będziecie w stanie odróżnić to, co zrobiłby gracz od tego, co zrobiłaby postać osadzona w rzeczywistości Piotrkowa w kontekście zdarzeń, które mają lub będą mieć miejsce. Obyśmy przekonali się 25.01.

          • Zawau

            Pamiętam, że była taka sytuacja na sesji w Savage Worlds, setting Terra i udało się to fajnie rozwiązać. Mówię o momencie, gdy drow Yezmir wpadł w ręce Inkwizycji, a jeden z inkwizytorów chciał go wówczas bronić, ale po chwili namysłu doszedł do wniosku, że jednak gra nie jest warta świeczki.