Duszygranie #9 – Maksymilian…książę Maksymilian

W 1992 roku na ekranach kin pojawił się genialny film. „Drakula” Francisa Forda Coppoli z genialną rolą Garego Oldmana i Anthonego Hopkinsa. Wracam do niego od czasu do czasu, bo w moich oczach ów obraz nie zestarzał się. Rzekłbym, że jest długowieczny na swój sposób. Nadal budzi emocje, angażuje i sprawia, że chce się go oglądać. I jeszcze ta muzyka. Krew przez nią szybciej płynie w żyłach, przez plecy przebiega dreszcz i czujesz jakby coś złowieszczego, a zarazem pociągającego czaiło się w kącie Twojego pokoju. Autorem ścieżki dźwiękowej był genialny, polski kompozytor – Wojciech Killar. Muzyka do „Drakuli” towarzyszy nam też w trwającej od 2004 roku sadze Wampira: Maskarady. Jak to powiedział kiedyś o niej Sebko (oddam tylko sens jego słów): Ta muzyka zawsze budziła we mnie niepokój. Kojarzy mi się z księciem Maksymilianem.

Piotrkowski Syzyf

Książę Maksymilian to postać, która przez te wszystkie lata Wampira pojawiła się może z 5 razy na sesjach. A przecież rozegranych gier było wielokrotnie więcej. Jednak ten Bohater Niezależny rzuca swój cień bardzo daleko. Jest niczym widmo, którego każdy z nocnych mieszkańców miasta wystrzega się. Na pewno był na pierwszej, rozpoczynającej wszystko rozgrywce. Wtedy to wykorzystał dwóch młodych, niczego nieświadomych krwiopijców. Wysłał ich na pewną śmierć. Był jeszcze na drugiej. Wtedy to jego matactwa wyszły na jaw, a wszyscy dowiedzieli się, że zdradził i przeszedł na stronę Sabatu. Dla niezorientowanych – w oczach piotrkowskich wampirów zaprzedał się największemu wrogowi. Uciekł z miasta pozostawiając na swoich braciach krwi piętno zdrajcy. To był rok 2004.

Kilka lat później powrócił na chwilę. Próbował kolejny raz odebrać to, co według niego należało mu się. Nieudolnie. Znów uciekł. I znów minęło kilka lat. Tym razem można było go spotkać w Moskwie, gdzie na chwilę przeniosła się akcja. I znów słuch o nim zaginął. Znów na kolejne kilka lat. W 2013 powrócił do miasta i wszystkie znaki na niebie pokazują, że tym razem będzie próbował zostać na dłużej. Znów. Pisząc te słowa nasuwa mi się myśl, że Maksymilian to taki piotrkowski Syzyf. Dla obserwatora z zewnątrz jego starania wydają się być bez sensu. Z góry obarczone są porażką. On chyba jednak o tym nie wie i dalej próbuje wpychać ten kamień na szczyt góry. Nie mam pojęcia, co wyniknie w związku ze zbliżającą się kampanią w Wampira: Maskaradę. Być może okaże się, że Maksymilian jest trzmielem – będzie latał, chociaż zasady aerodynamiki mu na to nie pozwalają.

Gdzie Rzym, a gdzie Krym

Nie myśl tylko, że Maksymilian to taki Drakula. Nie ma w nim romantyzmu Vlada Tepesa, a jego decyzje nie są podyktowane pogonią za utraconą miłością. Obraz Maksymiliana został namalowany zimnymi barwami. Zawsze skupiony tylko na sobie. Nie widzący nic, poza własnymi interesami. Gotowy do popełnienia jednej z największych zbrodni w świecie Wampirów – ojcobójstwa. Wprawdzie nie udało mu się to za pierwszym razem, ale za drugim sprawił, że jego stwórca/ojciec został zdiabolizowany („wypity”) przez dwóch innych krwiopijców. Kontekst tej sytuacji jest zbyt skomplikowany i zagmatwany, żebym mógł go w tym wpisie wyjaśnić, więc zostawmy go na razie.

Po tym jak opuścił miasto włóczył się po świecie, aż wylądował w Rosji. Tam przyjął dumny tytuł „Lwa Lechistanu” i rozpoczął grę o moskiewski tron. Jak to w byłym ZSRR bywa, nic tam nie przychodzi łatwo. Kiedy jego losy znów skrzyżowały się z piotrkowskimi wampirami doszło do tragedii. Uwikłany w fabułę kilkuletni chłopiec został zabity przez jednego z nich, a potem tego samego wampira Maksymilian rozszarpał tak, jak stał. Nie uczynił tego w myśl prawości i dobra. Dziecko było mu potrzebne do zdobycia władzy. Tylko to go napędzało i kolejny raz utwierdził wszystkich w przekonaniu, że jest potworem.

Jeśli rew nie ryczy, to nie znaczy, że śpi

Legenda Maksymiliana kreuje wokół niego atmosferę nieustannego zagrożenia. To nie on ma się obawiać, to Ty powinieneś oglądać się za ramię i być gotowym do odparcia ataku. Nawet dziś, kiedy dawny książę nie ma w mieście prawie żadnych sojuszników, każdy kto wie o jego obecności zasypia ze strachem w sercu. Oto właśnie największa moc tej postaci. Wykreowany na jednego z największych czarnych charakterów Piotrkow Dungeon jest doskonałym straszakiem i dźwignią fabularną na każdą okazję. Na pewno nie można nazwać go „Jokerem”, bo jego przeznaczenie w opowieści jest zupełnie inne.

Dzieło Kilara pozwoliło powołać do życia nie tylko jednego z bardziej wyrazistych bohaterów uniwersum piotrkowskiej Maskarady. To też doskonała muzyka tła, szczególnie jeśli mamy do czynienia ze scenami grozy lub potrzebą stworzenia przytłaczającego wszystkich klimatu. W rytm tych dźwięków dobrze wypowiada się groźby, snuje złowieszcze plany lub rozgrywa wiekopomne wydarzenia. Zdecydowanie polecam.

  • Zawau

    Muzyka pasuje idealnie, bez dwóch zdań. I do samej postaci Maxa i do Wampira w ogóle. Co do samego tekstu, niezłe zgranie w czasie.