Książę Stellan

Młodzieniec rozsiadł się wygodnie w fotelu, który był dla niego zbyt duży. Nie przeszkadzało to jednak w tym, żeby wyglądał niczym młody król zasiadający na tronie swojego ojca. Rzeczywistość była jednak zupełnie inna od tego wyobrażenia.

„Trzeba będzie przeprowadzić tutaj generalny remont”, rozejrzał się po komnacie, w której niegdyś zasiadała księżna Katarzyna. Jedna ze ścian była wyburzona, dzięki czemu roztaczała się przed nim panorama Starego Miasta. „Oto i domena mojego wroga”, pomyślał widząc rząd odrestaurowanych w oddali kamienic. Łuna pomarańczowego światła biła od rynku tętniącego życiem. Wyobrażał sobie spacerujących po nim ludzi i nieludzi. Ze zniecierpliwienia spojrzał na tarczę swojego zegarka.

„Nie lubię kiedy każe mi się czekać. Spotkanie przedłuża się? A może postanowił wbić mi nóż w plecy? Czyżby Dominik-Remigiusz dowiedział się o zdradzie?!” Przepytując samego siebie starał się skrócić czas oczekiwania. Zwłoka powoli zaczynała go denerwować. Z jednej strony czuł się na tyle silny, że nie obawiał się interwencji nowego księcia. Ale to miasto cieszyło się taką sławą, że wszystko było tu możliwe. Wszystko, co złe.

– Panie, twój gość przybył – zza drzwi wychylił się ochroniarz z obrzydliwą szramą na licu. Była długa i purpurowa. W tym świetle przypominała węża, który wije się po jego głowie.

– Każ mu poczekać kilka minut – „Niech się trochę podenerwuje, tak jak ja przed chwilą” – A potem możesz go wpuścić.

– Tak, panie – lapidarnie potwierdził mężczyzna.

Lubił tego ochroniarza. Rozumiał na czym polegają zasady… gry. Jego człowiek pozwolił wejść Upiorowi dopiero po dobrych dziesięciu minutach. Wyczuwał, że pod maską skrywa wiele emocji. Wśród nich na pewno było też zdenerwowanie. Pasjonował się tego typu gierkami z innymi ludźmi. Jak działają w sytuacji, w której nie wiedzą co ich czeka. Co myślą, gdy nie mają pewności, co się dookoła dzieje i czego mogą się spodziewać. Toreador na pewno zastanawiał się skąd ta zwłoka i czy aby na pewno wszystko jest tak, jak się umawiali. Młodzieniec poderwał się energicznie z fotela i zbliżył do swojego gościa. Był o głowę od niego niższy, ale nie przeszkadzało mu to w dominacji nad Toreadorem. To chłopak wskazał Upiorowi, gdzie ma usiąść i kiedy ma to zrobić. Zajęli miejsca przy stoliku kawowym w jednym z rogów komnaty. Zamiast aromatycznego trunku czekała na nich wystygła już krew w kielichach.

– Jestem zgodnie z umową, Stellanie – rzekł cicho Upiór jakby obawiał się, że ktoś ich podsłuchuje. Sięgnął ręką do maski, żeby poprawić jej ułożenie na twarzy. Nosił jeszcze oblicze Juliusza Cezara, co wcale nie podobało się młodzieńcowi. Stellan poprawił się na krześle i chrząknął wymownie – Książę Stellanie – teraz forma grzecznościowa była właściwa i „książę” uśmiechnął się nieznacznie.

– Opowiedz mi, mój drogi – ton młodzieńca brzmiał ciepło, jakby ojciec zwracał się do syna – co ustalił książę uzurpator z pozostałymi klanami?

Oczy Upiora zaświeciły się w blasku świec. Pochylił się w kierunku Stellana żeby ten lepiej słyszał jego ściszone słowa. Toreador nie czuł się tutaj bezpiecznie i cały czas myślał o wielkiej wyrwie w ścianie, przez którą ktoś mógł ich ujrzeć. Młodzieniec zachowywał spokój. To trochę uspokajało jego gościa, ale nie do końca. Najciszej jak potrafił streścił przebieg nominacji Dominika-Remigiusza.

Książę został obwołany z nadania egzekutora starszyzny z Inconnu, Sergiusza. Cała ceremonia przebiegła zgodnie z postanowieniami Tradycji i nie zaburzyło jej nawet niewłaściwe zachowanie Jurka z klanu Gangrel. Ostatecznie Dominik-Remigiusz potwierdził nominację Archibalda z klanu Tremere na Myrmidona. Potwierdziło się też to, że nieoficjalnym doradcą księcia został Aleksander z klanu Nosferatu. Ventrue wykorzystują go i jego zwolenników do tworzenia sieci szpiegów w mieście. Mówi się, że teraz „szczury” są oczami i uszami nowego księcia. Kolejną kwestią było omówienie ceny, jaką Gangrele będą musieli zapłacić za ustanowienie sojuszu z „tronem”. Książę wybrał daninę z krwi. Jeden z wilków zostanie w tym celu poświęcony. Stellana nie interesowało, który. Malkavianie z powrotem zostali opiekunami szpitala na Rakowskiej. W ten oto sposób Dominik-Remigiusz kupił sobie ich lojalność. Brujah nawet nie pojawili się na uroczystości. Plotki głosiły, że nie zostali nawet zaproszeni. W kuluarach przebąkiwano o wojnie między arystokratami, a anarchistami. „To dopiero nowina…” westchnął w duchu młodzieniec.

– A co Dominik-Remigiusz dał tobie i twojemu rodowi? – spytał Stellan, chociaż doskonale znał odpowiedź. Upiór milczał dłuższą chwilę, aż w końcu syknął przez maskę:

– Nic – „Dlatego tu jesteś” pomyślał młodzieniec z zadowoleniem. Kolejny raz Toreadorzy zostali ogłoszeni opiekunami Elizjum, co ostatecznie sprowadzało się do dostarczania rozrywki dla innych klanów. Ta marginalizacja artystów była dużym błędem Ventrue. „Wkrótce przekonasz się, Dom, o tym.”

– Jest mi bardzo przykro, Upiorze – to kłamstwo przeszło mu przez gardło łatwiej niż się spodziewał. Zaczął sączyć dalej swoją słodką truciznę – Propozycja z mojej strony jest ciągle aktualna. Jak tylko oficjalnie to miasto znajdzie się pod moimi rządami, ty zostaniesz Myrmidonem, a klan Toreadorów stanie się opiekunem zabytkowych nagrobków i pieczar na Starym Cmentarzu – mężczyzna w masce Juliusza Cezara najwyraźniej ucieszył się słysząc te słowa. Zdradzały to jego oczy. Stellan pomyślał o nim, jak o naiwnym głupcu. Tak naprawdę Toreadorzy byli dla niego kolejnym narzędziem. Ostrym szpikulcem do lodu, którym zadźga Dominika-Remigiusza, a potem wyrzuci do śmieci. Na dzień dzisiejszy artysta był jego asem w rękawie. Brujah ze swoją brutalną siłą stanowili tylko dystrakcję. Prawdziwe niebezpieczeństwo dla Ventrue kryło się tam, gdzie nikt się nie spodziewał.

– Mój książę… – Upiór wyrwał Stellana z rozmyślań swoim ściszonym głosem – słyszałem plotki, że w mieście jest… – nie wiedział jak go nazwać, żeby nie obrazić Stellana – Lew Lechistanu – odetchnął z ulgą przypominając sobie przydomek księcia Maksymiliana. Słysząc to chłopak oparł się i sięgnął ręką po kielich z krwią. Powolnym ruchem podniósł go ze stolika i uniósł do ust. Napił się odrobinę, pozwalając uwolnić pełny smak esencji czyjegoś życia. Zastanawiał się, jak ma się do tego pytania odnieść.

– To bez znaczenia, Upiorze – był zdziwiony tak odważnym wyznaniem. Wprawdzie uważał Maksymiliana za gracza z niższej ligi to mimo wszystko wiedział, że musi się z nim liczyć. Do pewnego stopnia – Skup się na tym, co ustaliliśmy. Wystarczy, że dopełnisz swojej części umowy, a ja zajmę się resztą. Moi ludzie… – „Czy Maksymilian jest rzeczywiście moim człowiekiem?” zapytał sam siebie w duchu – będą gotowi na czas. A ty?

Upiór poczuł jakby Stellan rzucał mu wyzwanie. To był ten moment, w którym miał wykazać się siłą swego charakteru i potwierdzić przed przyszłym księciem, że jest godzien stanowiska Mirmidona. Bił się przez ułamek sekundy z myślami. Decyzję jednak podjął jeszcze przed przyjściem tutaj. Nie było już mowy o próbie wycofania się. To na co miał się zgodzić budziło w nim tyle sprzecznych uczuć. Lęk podszyty podnieceniem. Obrzydzenie, które skrywało długie lata upokorzeń ze strony władz tego miasta. Wiecznie niedoceniany, traktowany niczym grupa kabaretowa klan Toreadorów wreszcie dostawał szansę wyjścia z cienia innych rodów. „To czego ode mnie chce ten chłopak zapisze się krwawą literą na kartach historii Toreadorów. Jestem gotów unieść to brzemię.” Swoje myśli przekuł w słowa, a te wkrótce miały stać się czynami.

– Doskonale – rzekł Stellan i tryumfalnie uniósł kielich do góry – Dominik-Remigiusz nawet nie zdaje sobie sprawy, że gra o tron dopiero się rozpoczęła.