Książę Dominik-Remigiusz

Różnorodna feria barw przetoczyła się przez scenę i niczym fala dosięgnęła też widowni. Gdy tylko wzrok przyzwyczaił się do ogromu kolorów, na deskach piotrkowskiego elizjum pojawił się Upiór i odgrywał swoją rolę. Dzisiejsza sztuka opowiadała o powstaniu Imperium Rzymskiego. Scenariusz napisał sam przywódca Toreadorów, a Florencja odpowiadała za choreografię i oprawę audiowizualną. Toreador właśnie wcielał się w rolę Juliusza Cezara przekraczającego Rubikon. Symbolika była tutaj widoczna jak na dłoni. Siedzący w centralnej części widowni Dominik-Remigiusz uśmiechał się nieznacznie chłonąc sztukę całym sobą. Baczny obserwator zauważyłby łzę, która na moment zagościła w jego oku. 

„Czekałem na ten dzień prawie czterdzieści lat”, wrócił myślami do połowy lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Pamiętał to jakby było wczoraj. Była ciepła majowa noc, gdy jego syn, Maksymilian, zadzwonił do niego z przerażaniem w głosie. „Ojcze, pomóż mi…” usłyszał w słuchawce drżący głos, tak bardzo do niego niepodobny. Ale to był jego głos. Przez myśl nie przeszło mu wtedy, ze jego własny potomek wije sieć pajęczyny, w którą za chwilę sam wpadnie. Maksymilian musiał planować na niego zamach przez całe dziesięciolecia. Był zbyt dobrze przygotowany. Alibi. Metody wprowadzenia go w torpor. Wszystko było idealne. I przez prawie trzydzieści lat nikt nie miał pojęcia o wewnętrznej zdradzie. Byliśmy wtedy słabi. Dziś jesteśmy znów silni. „Dziesięć lat czekałem na ten dzień!”. Ta myśl go tak uskrzydlała, że aż wiercił się przez chwilę w fotelu i przez przypadek trącił łokciem siedzącego obok Sergiusza, egzekutora starszyzny, który przyjechał wręczyć mu nominację na księcia.

Egzekutor obrzucił go zimnym spojrzeniem i sztucznym uśmiechem. Jego łysa głowa poruszała się na sztywnej szyi z gracją robota. Dominik wrócił myślami z powrotem do teatru. Czuł, że znów staje się kowalem własnego losu i latarnią nadziei dla całego miasta. Wróżył sobie i Piotrkowowi prosperitę i rozwój. „Jak tylko pozbędę się z mej domeny tego gbura”. Sergiusz nie budził powszechnej sympatii. Nawet przy bliższym poznaniu. Na szczęście miał tylko ogłosić oficjalną decyzję starszyzny i wrócić tam skąd przybył. Do Łodzi.

Sztuka zaczęła zbliżać się do wielkiego finału. Juliusz Cezar właśnie sztyletował na scenie Brutusa, a cesarscy legioniści dopełniali sprawiedliwości na reszcie konspiratorów. Widownię ogarnęła dzika euforia, gdy okazało się, że tryskająca z ciał zdrajców krew jest prawdziwa. Widzowie z pierwszych rzędów podrywali się z foteli i rzucali na scenę żeby posmakować darmowej posoki. Po kilku chwilach sztuka przerodziła się w spontaniczną orgię, na którą Dominik-Remigiusz spoglądał z zadowoleniem i aprobatą. „Niech się cieszą tą chwilą. Mojego zwycięstwa.”

Sergiusz gestem ręki zasygnalizował, że już czas. Dominik podniósł się z fotela pełen nowej energii. Odczekał jeszcze kilka chwil i dał znać skrytemu w cieniach Aleksandrowi. Nosferatu nie zwracając niczyjej uwagi zbliżył się najpierw do Archibalda z klanu Tremere i coś wyszeptał mu do ucha. Następnie w ucztującym tłumie znalazł Freaka i Mirochnę, którzy spijali wspólnie jakiegoś nieszczęśnika. Powiadomił też Upiora. Wszyscy zainteresowani w towarzystwie Aleksandra skierowali się ku schodom prowadzącym do podziemnej komnaty. Niegdyś były tu magazyny Miejskiego Ośrodka Kultury, ale kilka lat temu księżna Katarzyna zaadaptowała je do własnych celów. „Teraz będą służyć mnie”, skwitował Dominik-Remigiusz prowadząc tam Sergiusza. Pojawili się jako ostatni, a ich oczom ukazało się kwadratowe pomieszczenie, którego ściany skutecznie wygłuszały radosne jęki toczącej się wyżej orgii.

Każdy ze sprowadzonych tutaj przedstawicieli klanów miał przy sobie swojego zastępcę. I tak oto Archibaldowi towarzyszyła Loretta. Z Freakiem pojawił się Eryk. Upiór był razem z Florencją. Mirochnie towarzyszył Jurek, a Aleksandrowi Strzyg.

Dominik-Remigiusz zajął honorowe miejsce przy długim stole. Po swojej prawicy miał Sergiusza, po lewicy starszego Tremere w roli Mirmidona. Zaraz obok niego usadowił się Aleksander. Dalej zajmowali miejsca pozostali, aż większość krzeseł została zajęta. Przy stole zabrakło Brujah. Nikt też głośno nie wspominał o tym, iż Nosferatu są rozbici i ich obecna reprezentacja to bardziej uzurpatorzy niż legalni przedstawiciele tego klanu.

– Zaczynajmy – rzucił Dominik-Remigiusz czując się doskonale w roli gospodarze – Szacowny egzekutorze, oddaję tobie głos i władzę przy tym stole – zgodnie z tradycją poddawał się woli Sergiusza, która była z góry ustalona.

– Zgodnie z decyzją starszyzny Inconnu, przekazuję tobie, Dominiku, władzę nad tym miastem. Od teraz jesteś księciem. Niech Kain sprzyja ci i doradza – jego cichy głos doskonale rozbrzmiewał w tej komnacie – Kto jest „za”? – stanowiło starodawne pytanie, bo przy tym stole nikt nie mógł być przeciw.

Wszyscy zgromadzeni poparli Dominika-Remigiusza. Tak oto pięć klanów zatwierdziło nowego księcia miasta. To był jednak dopiero początek spotkania. Teraz przyszedł czas na kilkugodzinną debatę, w której każdy z domów miał ustalić warunki swojego lenna. Potwierdzić lub zmienić przyznane im terytoria i ustalić daniny krwi dla nowego suwerena.

– Mirochno – zwrócił się Dominik-Remigiusz ospale do starszej Gangreli  – Zasiadasz przy moim stole, obiecujesz swoje poparcie, a jednak niektórzy z twojego klanu spiskują przeciwko mnie – wiadomo było, że chodzi mu o Olafa, dlatego starsza wilków bez najmniejszych problemów odcięła się od tego typu spekulacji. Dominik-Remigiusz, jakby drocząc się z nią, drążył temat dalej.

– Nie tylko o niego mi chodzi… jeden z twoich braci krwi został złapany podczas udanej próby odbicia Leona z kazamatów poprzedniej księżnej. Nie pamiętam jego imienia… – zawiesił na chwilę ton swojego głosu, żeby sprawdzić jej reakcję.

– Robert, panie – odpowiedziała uniżonym głosem. Jedna z warg podrygiwała jej energicznie, co zdradzało zdenerwowanie. Wilczyca nieprzyzwyczajona była do takiego poniżania się przed kimkolwiek, ale obecna sytuacja polityczna w mieście była bardzo niewygodna dla Gangreli. Konflikt z Brujah sprawiał, że Mirochna potrzebowała silnego sojusznika. W obecnej chwili najlepszym kandydatem na niego był właśnie starszy Ventrue.

– Tak, kojarzę go. Wiele zrobił dla tego miasta i dawnej księżnej – wydawać by się mogło, że imię Katarzyny nie chciało przejść przez gardło Dominikowi-  Szkoda, że pogubił się w swych czynach – ton księcia nie zapowiadał nic dobrego – Żądam dowodu twej lojalności, moja droga.

– Mój panie? – ukłoniła się delikatnie przy okazji wymieniając serię spojrzeń z siedzącym naprzeciwko Jurkiem.

– Żądam od ciebie dowodu lojalności w postaci krwi – jego twarz była beznamiętna, co doskonale kontrastowało z obliczem Sergiusza. On z kolei oblał się diabelskim uśmiechem, niemalże od ucha do ucha, jakby wspomnienie daniny było częścią jakiegoś planu egzekutora – Było ich przynajmniej dwóch. Robert i ten młody Kainita…

– Mietka w to nie mieszaj! – poderwał się z krzesła Jurek, któremu w końcu puściły nerwy. Dominik-Regmigiusz przeniósł wzrok na niego i wypowiedział słowa, których nikt nie był wstanie usłyszeć, ani zrozumieć. Widocznie przeznaczone były tylko dla uszu krnąbrnego Gangrela, który po chwili zaczął wić się w spazmatycznych bólach na podłodze. W kilka uderzeń serca znalazł się przy nim Aleksander, który wziął wilka za ramię i wyprowadził z komnaty.

Mirochna siedziała kurczowo trzymając się oparć fotela. Jej pazury wbijały się w materiał, a na czole pojawiły się maleńkie żyłki. Wiele ją kosztowało to „życzenie” księcia. W jej głowie rozpoczęła się gonitwa myśli. Zgoda oznaczała przypieczętowanie sojuszu, odrzucenie żądania sytuowało Gangreli na marginesie piotrkowskiej polityki. Podzieliliby los Brujah.

– Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – wycedziła starając się uśmiechać jednocześnie – Mieczysław zostanie sprowadzony przed twoje oblicze.

– Doskonale – ucieszył się szczerze książę – Uczynimy z niego przykład dla innych Kainitów, którzy wystąpili przeciw Tradycjom – na twarzach prawie wszystkich zebranych dostrzec można było wyraz aprobaty dla tej decyzji – Jego krew jest zbyt rzadka, żeby rozdzielać ją pomiędzy nas. Dlatego postanawiam uczynić z jego śmierci widowisko. Niech marny żywot tego chłopaka przysłuży się naszej rozrywce – rzekł entuzjastycznie Dominik-Remigiusz spoglądając ukradkiem na Sergiusza, który milczał, ale najwyraźniej był zadowolony. „I żeby ten barbarzyński gest zaspokoił twoje żądze, egzekutorze…” pomyślał Dominik-Remigiusz przypominając sobie ciężar władzy, jaki spoczywa na księciu.

  • Zawau

    Nieźle, kroi się kolejny ciekawy dylemat. Ciekaw jestem też, co RD powie pozostałym klanom odnośnie nowego porządku w mieście.

    • Większość klanów siedzi przy tym stole. Reszta albo się ugnie, albo zostaną zniszczeni! Dobry plan.

      • Zawau

        Tak, ale nie chodzi mi o kwestię samych Gangreli. Czy wobec innych klanów Dominik ma jakieś plany lub zastrzeżenia? Wydaje mi się, że coś powinno być zrobione ze szpitalem, w którym do tej pory rezydował Gerd (i odpowiedzialny był za obrót krwią), a teraz zniknął.

        • Nie chciało mi się rozpisywać na temat wszystkich ustaleń zawartych w trakcie nominacji. Wybrałem tylko tą część najistotniejszą dla fabuły.

          Jeśli chodzi o szpital to pewnie wróci z powrotem pod opiekę Malkavian lub D-R sam go przejmie i włączy do swojej strefy wpływów. Jeszcze nie wiem.

          Coś jeszcze powinno zostać tutaj ustalone?

          • Zawau

            Myślę, że Gustaw powinien jakoś zareagować na to, że nie został włączony w to spotkanie. A czemu nie było Brujah?

          • Gustaw – w swoim czasie. To Aleksander jest dla DR reprezentantem Nosferatu. Brujah – oficjalnie uznano ich za odszczepieńców Sabatu.

          • Zawau

            Hm, na jakiej podstawie? Bo nie wiem co się wydarzyło między Leonem a Dominikiem od czasu tamtej rozmowy.

          • Wskrzeszenie Olafa. Niech będzie, że Brujah opowiedzieli się po tej stronie.