Wampir: Maskarada – podsumowanie 2012/2013

Kilka dni temu zakończyła się saga (albo nawet quasi saga) Wampira: Maskarady, którą prowadziłem przez nieco ponad rok poprzez PBeMy i na dwóch (dobrze pamiętam?) sesjach przy stole. Nasz Piotrków się mocno zmienił na przestrzeni tego roku, a ja doszedłem do kilku ciekawych konkluzji. Nim się jednak nimi podzielę, najpierw (możliwie) krótkie streszczenie wydarzeń z całej sagi.

Koteria graczy złożyła się z czterech skrajnie różnych od siebie Kainitów. Był wśród nich Aleksander – potomek Andrzeja z klanu Nosferatu, Gangrel Mieczysław, który został pozbawiony stwórcy w wyniku napaści ghuli na wampiry, które miały miejsce jakiś czas wcześniej w mieście; Eryk – potomek brata krwi Michała Mrówy, oraz Gerd Fleichman – Tzimisce ukrywający się pod maską Ventrue w Piotrkowie.

Zaczęło się od krwi garou, którą rzekomo rozprowadzali Brujah. Zadaniem koterii było dowiedzieć się kto skąd i czemu pozyskuje krew, a następnie go doprowadzić przed oblicze sprawiedliwości (społecznej, ale zawsze). Krwią handlował Olaf, który znów pojawił się w mieście, ale nim koteria dotarła do tej informacji, oddali już Katarzynie kozła ofiarnego, którym był Marek z klanu Brujah. W Piotrkowie z bliżej nieznanych nikomu przyczyn znów pojawili się Assamici, co dla wszystkich jest złym omenem.

W międzyczasie miał miejsce zamach na życie Gustawa (nieudany), a później na życie Krystyny (udany). Podejrzenia zostały rzucone na Leona, dowody się zgadzały, więc w krótkim czasie trafił on do trumny na dłużej nieokreślony czas. Brujah wpadli w szał, ale byli pod butem Kaśki, więc nie śmieli się postawić. Jedyne co mogli zrobić, to pomazać mury, pokrzyczeć i porobić trochę szumu na mieście. Po pogrzebie Krystyny, sytuacja się zaogniła. Gustaw otwarcie wypowiedział Katarzynie posłuszeństwo, a Aleksander wspierał wówczas brata w działaniach. Gdy jednak okazało się, że Gustaw ma ukryte plany, o których nie powiedział bratu ich sojusz szybko wygasł.

Olaf wraz Mieczysławem ruszyli na misję ratunkową do zamku Katarzyny, by uwolnić Leona. W trakcie tego porwania zginęło wielu ghuli. Śmierć poniósł także Olaf z rąk Aleksandra. Do misji ratowania Leona przyłączył się również Robert, co kosztowało go umieszczenie w areszcie Wawszczyka. Mimo tego lider Brujah został uwolniony i dostarczony do Rock N Rolla. Było to nie w smak Gustawowi, który miał plan, by z Leona uczynić swoją kartę przetargową i zjednać sobie Brujah jako armię przeciwko Katarzynie (samych Nosferatu w mieście nie ma nawet dziesięciu). Brujah odzyskali swego lidera. Jednak zamiast się przyczaić, Leon motywowany śmiercią Gangrela, który poświęcił się by go ratować, wpadł w szał.

Tej nocy Piotrków stanął w płomieniach, a wszystkie klany zamknęły się w swych domenach, by uniknąć fali chaosu, który rozlał się po ulicach. Brujah demolowali miasto, a Aleksander wraz ze swym bezimiennym sługą badali sieć kanałów, w celu odszukania Andrzeja. Dołączył do nich także Strzyg, co w rezultacie sprawiło, że klan Nosferatu jest podzielony na pół między dwóch skłóconych braci. Jak się okazało, zwłoki Andrzeja są w posiadaniu Remigiusza Dominika, który z całego zamieszania wyszedł chyba najlepiej – nie stracił żadnych członków klanu, a po tym, jak Katarzyna uciekła z miasta w noc buntu sam został nominowany na Księcia Piotrkowa. W ciągu kolejnych nocy Kasandra została uprowadzona przez dwóch wizytujących miasto Kapadocjan, którzy dostarczyli ją Dominikowi. Kolejny punkt dla Ventrue.

Remigiusz zwołuje starszyznę klanów i stawia ultimatum wobec Brujah, którzy mają wyznaczyć siedmioro ze swego klanu jako winnych licznych naruszeń Maskarady. Leon postanawia negocjować uwolnienie Kasandry, jednak jest on dla Remigiusza jedynie pionkiem. Informacje o Sabacie mogą, lecz nie muszą przesądzić o jego dalszych losach. Tej samej nocy Leon i Cezar – Brujah, który wrócił do Piotrkowa po długiej nieobecności spotykają też przedstawiciela Sabatu – Stellana z klanu Tzimisce, który jest też stwórcą Gerda. Tej proponuje im ultimatum: ożywienie Olafa w zamian za pomoc w ożywieniu Michała Mrówy. Na jaw wychodzi istnienie potężnych artefaktów znanych jako horkruksy, które są w stanie uchronić żywe i nieżywe istoty od śmierci za cenę… cudzej śmierci.

Refleksja

Tak prezentuje się fabuła w bardzo pobieżnym i intensywnym skrócie. Wyżej streściłem to co najważniejsze, ale dodać należy też oczywiście wątek Twardowskiego, Malkavianów, Maxymiliana, Lasombra i kilku innych, o których nie wspomniałem. Jeśli ktoś nie zna, lub chciałby sobie przypomnieć dokładniej to, co ja tylko nadgryzłem w powyższym akapicie, mam dla Was dwa zbiory postów: jeden na nowym PD, a drugi jeszcze na starym. Piotrków Dungeon znów przeskoczyło na nowy poziom, a my nadal gramy w Piotrków by Night.

Sam z kolei przez ten rok zrozumiałem kilka kwestii, których wcześniej nie dostrzegałem jako MG. Pierwszą z nich jest to, że jeśli planujesz jakiś konkretny tor wydarzeń, warto je odizolować od graczy, bo są skłonni ingerować i zrobić coś zupełnie innego, niż to, co przewiduje MG.

Dlatego, mistrzowanie to cholernie niewdzięczne zajęcie. Wymyślasz sobie super fajny plot (oczywiście subiektywnie), a tu przychodzi jakiś wredny gracz i Ci wywraca wszystko do góry nogami (oczywiście nieświadomie). Jak łatwo się domyślić, mówię o zabójstwie Olafa przez Aleksandra (Maćku, Ty brutalu). Oczywiście, fabuła fabułą, ale łatwo się domyślić, że mam do tej postaci ogromny sentyment (bo pierwsza i tak specyficzna) – wszyscy chyba to rozumiemy. W każdym razie: co z tego wyniknęło? Dużo więcej niż się spodziewałem. Wbrew moim własnym przypuszczeniom, historia na tym zyskała. Prawdopodobnie nie pojawiłaby się postać Cezara, prawdopodobnie w ogóle bym się nie skupił na Brujah. Dało się to pewnie zauważyć w większości z podlinkowanych postów. Jak napisałem w jednym z komentarzy pod poprzednim postem, w pewnym momencie spojrzałem na Brujah i pomyślałem: Synowie Anarchii. Zdrada, przyjaźń, wewnętrzne konflikty i intrygi, prostolinijni (ale nie prostaccy!) bohaterowie w zestawieniu z grubymi, czasem wręcz arystokratycznymi rybami – tyle zbieżności. Dalej już poszło samo. Historia poszła w zupełnie inną stronę i trwała dłużej, niż trwałaby gdyby nie ten twist. Piękny przykład synergii. Dlatego, mistrzowanie to też cholernie satysfakcjonujące zajęcie.

Teraz już wiem, że jestem bardziej opowiadaczem, niż improwizatorem, ale na szczęście jedno nie wyklucza drugiego. Prawdopodobnie, nie pisałbym też tej notki, bo sprawy potoczyłyby się trochę inaczej. Ciekawostka: powyższy kawałek był inspiracją dla zakończenia, które się zrodziło w mojej głowie na samym początku, a nie będzie miało racji bytu, bo, jak już napisałem, historia zmieniła swój bieg. Pewnie gdzieś w równoległym uniwersum Gustaw zasiada na tronie zdobionym czaszkami i innymi cmentarnymi ornamentami. Za tronem z kolei stoi jego brat Aleksander i szepcze mu o zdrajcach i wrogach czyhających dookoła. Katarzyna zginęła zamordowana przez swoich domniemanych sojuszników, a na środku cmentarza, który dwukrotnie zwiększył swoją powierzchnię, stoi kamienny posąg kobiety o szpetnym obliczu. I dużo częściej pada śnieg. Tamten Piotrków jest trochę bardziej posępnym i ponurym miejscem. Jaki będzie za rządów Dominika? Zobaczymy. Przekazałem ster i ostrzę sobie już kły na nasz Rok Wampira.

  • Wskrzeszając Olafa trochę popsułeś swoją legendę w moich oczach. Na szczęście jednak znalazłem sposób, który pozwoli utrzymać tego „ożywieńca” w fabule trochę dłużej. Wszystko zależy od Ciebie w sumie…

    Zawau, skoro prowadzenie jest takie satysfakcjonujące, co jest powodem że robisz to tak rzadko?

    Ta wizja miasta z samego końca…piękna. Kupiłbym ją w ciemno. Kurs jednak wyznaczyłem na tym statku, który mi przekazałeś. Wkrótce kapitan sprawdzi, czy załoga będzie żeby popłynąć w rejs.

    • Zawau

      Jak zwykle rzucasz zagadkami : P
      Czemu rzadko mistrzuję? Poza tym co napisałem w poście, to jeszcze mogę dodać, że dlatego, bo wolę grać, bo prowadzenie to większe wyzwanie, bo wobec MG są większe oczekiwania, itd. Dlatego też w Wampira graliśmy więcej poprzez maile niż przy stole – bo dla mnie tak było o wiele wygodniej i czułem się pewniej jako MG w tym settingu. Więcej czasu na przemyślenia i weryfikację działań i słów graczy.

      Setting nam rośnie, mamy już nawet materiał na warianty Ultimate.

      • Rozwiń wątek „Ultimate”. Co przez to rozumiesz?

        • Zawau

          To samo uniwersum, inny bieg wydarzeń. Np ta wersja Spidermana, w której na początku historii ginie też ciocia May. U nas już jest materiał minimalnie na dwa takie warianty, bo wydaje mi się, że jednak stan Piotrkowa z Horror Vacui z obecnej linii fabularnej już się nie może powtórzyć (bo np nie żyje Krystyna, albo też nie wiem jak się ma kwestia Daniela i jego ewentualnego opętania).

  • W ogółach, które znam historia skroiła się dość fajnie. Jedyne co mi się nie za bardzo spodobało to horkruksy. Może gdyby nie używać w tym elemencie nazewnictwa z Harrego Pottera to by mnie to nie bolało (dobra wiem, sam zacząłem).

    Nie zgadzam się z tezą izolowania wątków od graczy. Gra powinna przede wszystkim być skupiona na postaciach a nie na wielkiej i majestatycznej opowieści gdzie BG to tylko pionki bez znaczenia, takie sesje są zwyczajnie nudne i nie stworzone dla wspólnej zabawy a dla MG by mógł ekscytować się swoimi pomysłami.

    • Według mnie można połączyć te dwie rzeczy – wymyśloną przez siebie fabułę oraz koncentrację na postaciach graczy. Przykładem jest DH czy HiK, w których były wielkie wydarzenia, a bohaterowie w centrum. Jak to zrobić? Zamiast swojego GPS (czyli tego, jak punkt po punkcie wymyśliłeś fabułę) oddać graczom kompas i zarysować cel ich wędrówki. Droga jaką do niego pójdą należy do nich.

      • Tak. Zdecydowanie trafnie to ująłeś. O to mi chodziło.

      • Zawau

        W sensie, pozbywając się metafor: daję graczom start i cel, a to co pomiędzy to już ich inwencja, dobrze rozumiem?

    • Zawau

      Z horkruksami jest zabawna historia, bo na ich wprowadzenie złożyło się kilka czynników. Pierwszym była moja ciekawość – czy da się zaimportować fajny motyw z historii, która zgoła diametralnie się różni od WoD (aczkolwiek uważam, że HP to też niezła opowieść o trudnych wyborach i poświęceniu, więc tak naprawdę to wszystko jest pozorem). Sam Voldemort mógłby być też niezłym kozakiem, gdyby go postawić w naszym settingu, obojętnie czy jako maga, czy nawet i Kainitę, ale to by było zbyt duże zapożyczenie. Padło na artefakty, bo ów motyw też był bardzo nośny. Drugą kwestią był pewien dylemat. Maciek po zakończeniu sagi „Wąż w trawie” stwierdził dobitnie w podsumowaniu, że Mrówa i Andrzej nie wrócą, bo umarli i basta. Tymczasem już jako Aleksander za wszelką cenę dążył i sugerował mi, że stary Nosferatu gdzieś tam leży i może wstać by znów pozamiatać. Więc dodałem dwa do dwóch i pozwoliłem na taką ewentualność, ale okupioną niezłym wysiłkiem (znalezienie artefaktu, czarownicy i ciała denata).

      • Znowu wszystko Maciek :P Ja tu widzę zamiast dodawania potęgowanie :P, aczkolwiek nie traktujmy tego jako -, chociaż nie ukrywa (pisałem o tym tu i tam), że za dużo osób korzysta z tych artefaktów (BTW, pod swoim sterem chciałbym nazywać artefakty „artefaktami”, zgadzacie się?). W sprawie Andrzeja, szkoda że i ten wątek nie doczekał się rozwiązania w jedną albo w drugą stronę. Fajną wizją byłoby też łudzenia Aleksandra, że „tak, da radę go wskrzesić” i w odpowiednim momencie dać kopa w dup# Nosferatu za takie pomysły ;) No, ale teraz to już inna historia.

        • Horkruksy = Artefakty? Jeśli tak, wyrzućmy nazwę horkruksy do kosza, bo mieszanie Wampira z Potterem to mimo wszystko lekka profanacja. Artefakty, tak! Horkruksy, kosz! Fajny pomysł z łudzeniem Aleksandra, to byłby bardzo trafiony motyw. Na swój sposób dramatyczny, więc idealny do W:M

          • Zawau

            Niech będą i artefakty, dla mnie to bez większego znaczenia (horkruks po prostu konkretyzował o jaki artefakt chodzi, bo miałem w planach wprowadzenie jeszcze innego, o zupełnie innym działaniu). Jeśli chodzi o zgaszenie nadziei Aleksandra, to poniekąd tak się stało , gdy odnalazł w końcu spalone ciało Andrzeja. On nie wie, że jeszcze nie wszystko stracone, więc dla niego ta walka jest już przegrana. Miałem też wizję, w której Sabat podbija Piotrków, ale Mrówa i Endrju wstają akurat i wycierają sabatnikami podłogę, potem Katarzyną, potem wszystkimi innymi i dzielą się miastem po połowie. Kolejny wariant „ultimate”. Ale ostatecznie postanowiłem, że wolę zostawić wielokropek niż kropkę i przekazałem ster, więc niech się dzieje wola nieba.