Zgromadzenie

W kominku tlił się niewielki płomień, rzucając niewyraźny blask na siedzące w pokoju osoby. Nagle drzwi się otworzyły, ukazując przystojnego mężczyznę o idealnie ułożonych włosach i garniturze uszytym na miarę.
-A zatem jesteśmy w komplecie – z jednego z krzeseł stojących wewnątrz podniósł się nastoletni z wyglądu młodzieniec. Jego wygląd również był niezwykle schludny, wręcz nienaturalnie idealny.

-Gerd, zapraszam. Wierzę, że wszyscy się znacie – rozejrzał się po reszcie osób siedzących w pomieszczeniu. Po jego prawej siedział barczysty mężczyzna o aparycji zgoła odmiennej od niego. Przystrzyżone krótko włosy, bujny zarost i podniszczony prochowiec kontrastowały z jeszcze jednym garniturem. Mężczyzna siedział w bezruchu, przyglądając się wszystkim dookoła z subtelnym uśmiechem. Dalej na prawo, ledwo widoczna w cieniu rozciągającym się po jej smukłej sylwetce siedziała czarnowłosa kobieta.
-Jakie wieści przynosisz, moje dziecię? – zaczął Stellan, wracając na swoje miejsce, wskazując Gerdowi krzesło koło niego.
Fleichman usiadł uprzednio poprawiając spodnie.
-Dostarczyłem Kruka do Remigiusza. Będzie bezpieczny.
-Świetnie. Czy Ventrue się czegokolwiek domyślił?
Gerd uśmiechnął się szeroko, obnażając rząd śnieżnobiałych i równiutkich zębów.
-Oczywiście, że nie.
Zachłysnął się własną krwią.
-Powinienem był to przewidzieć – rzekł Tzimisce w ciele dziecka, dociskając drewniany kołek, który wbił w ułamku sekundy w serce Gerda. Od momentu, gdy Gerd wszedł do tego pomieszczenia, coś dziwnego dało się wyczuć w jego osobie. Najpierw zwrócił uwagę na drobne zmiany w mimice. Gdy przeżyjesz z kimś kilka dekad, potrafisz w mgnieniu oka dostrzec w jego twarzy coś, co mówi Ci, że jest niedobrze. Jednak to ten zbytni luz i pewność siebie stworzyły przekonanie, że Gerd był pod wpływem innego kainity. Rozszerzony dzięki Nadwrażliwości potencjał poznawczy Tzimisce pozwolił mu to dostrzec w jego umyśle. Remigiusz zauroczył Gerda. Miało to swoje dobre i złe strony. Złą było niewątpliwie to, że teraz młodszy Tzimisce stał się chwilowo nieużyteczny dla ich koterii, bo był marionetką obozu wroga. Co mogło być dobrym aspektem? Okazało się, Dominik nie jest, aż tak biegły w sztuce Dominacji, jak przeczuwał Stellan. Otworzył drzwi i zwrócił się do dwóch tępo patrzących w jego stronę mężczyzn:
-Zabierzcie go i zamknijcie w trumnie – po czym, widząc, że jeden z nich zaczął ciągnąć Gerda za kołnierz, dodał – To mój potomek robaku, trochę szacunku! – na co ghul zareagował natychmiast, chwytając go pod ramionami.
-A zatem, Maksymilianie, Dariuszu, kontynuujmy. Jak widać, Gerdowi nie będzie pisane uczestniczyć w naszej rozmowie. Jeśli primogen Ventrue już wie, że jesteśmy w mieście, to może czas się zwrócić do nich bezpośrednio?
Odpowiedział mu drugi mężczyzna, który wychilł się teraz z półmroku:
-Ale zapominasz, że Assamici wciąż poszukują Veroniki. Działają niezależnie od tutejszej władzy, a my nie możemy sobie pozwolić na ciągłe kontrolowanie tego, czy nie próbują jej skrócić o głowę.
Stellan na moment się zamyślił.
-Masz rację, ale Ty z kolei nie zapominaj, że jest ich tylko dwóch, przy czym jeden jest jeszcze osłabiony po nie tak dawnym otarciu się o Ostateczną Śmierć, a drugi jest wciąż adeptem – widząc, że to jednak nie przekonuje jego rozmówców, dodał:
-Koniec końców, to tylko Assamici. My możemy ich przekupić krwią, a Camarilla nie! Prosty rachunek – rozłożył ręce w geście triumfu.
-Daj mi się nimi zająć – odezwał się trzeci mężczyzna.
-Nie, Dariusz. Zawsze działasz pod wpływem impulsów, a do Assamitów masz osobisty uraz. Nie pozwolę by Twoja porywczość zaprzepaściła nasz cel, rozumiemy się? – wskazał na Gangrela palcem. Maksymilian odwrócił się w stronę Dariusza i uśmiechnął. Dariusz odwrócił od niego wzrok, tak jakby potrafił odczytać to, o czym myśli. Nie wytrzymał jednak długo.
-Krew Swietłany jest na rękach Udina! Przez nich zginął też Michał! Mam pozostać obojętny?! – wbił pazury w oparcie fotela, aż poleciały wióry – Assamici muszą odpowiedzieć za swoje czyny!
Stellan zacmokał.
-Widzę, że stare rany się jeszcze nie zabliźniły. Zresztą, przestań pieprzyć – skrzywił się z niesmakiem – Jedyna osoba odpowiedzialna za śmierć Michała siedzi obok Ciebie, i co? Nie jerzysz się już tak mocno?! Chowasz pazury? – każde kolejne słowo kłuło nadszarpniętą dumę Gangrela. Tzimisce kontynuował:
-Może i Michał był trochę inny od Ciebie, stąd ten żal… Ale Twój drugi potomek reagował podobnie do tatuśka. Nie mogąc dokopać temu, komu chciał, znajdował sobie kogoś, kto się nie obronił. Krew bywa zadziwiająca, czyż nie? Szkoda, że nie zdążyliście się poznać – Stellan uśmiechnął się okrutnie, na co Dariusz odpowiedział tylko cichym warczeniem, co z kolei wywołało cichy śmiech u Tzimisce.
-Skupmy się lepiej na ustaleniu tego, kto może posiadać artefakty. Wąż nie miał zbyt wielu zaufanych ludzi, ale to może być mylące. Weźmy pod uwagę, że mogą nawet nie wiedzieć, co mają w rękach. Wnioskując po stanie rzeczy jestem nawet tego pewny.
-Więc właściwie nie musimy im nic mówić, skoro nawet nie będą wiedzieli, czego i po co szukamy – wtrącił Maksymilian.
-Nie są aż tak głupi, powinieneś to wiedzieć. Prędzej czy później wyjdzie na jaw, po co tu jesteśmy. Ale pierwsze wrażenie będzie nasze – uśmiechnął się chytrze.
-Jakiś odzew od naszego ponurego towarzysza? – Stellan nagle zwrócił się do Veroniki.
-Jonasz prosił, bym przekazała, że jest już w drodze.
-Świetnie, przyda nam się jego pomoc.
“Młody” Tzimisce chodził po pokoju wyraźnie pobudzony. Czuł, że nadchodzi czas konfrontacji. Było to dla niego jednocześnie powodem do niepokoju i ekscytacji.
-A jeśli nic nie znajdziemy? – zapytała Veronika przerywając ciszę.
-Wtedy obudzimy Kruka. On był najbliżej poznania planów Mrówy. Jeśli się uda, to znaczy, że musimy szukać dalej. Jeśli nie… Wówczas może się okazać, że przeliczyliśmy się w naszych oczekiwaniach – Stellan zamyślił się na chwilę, po czym z entuzjazmem zawołał:
-Nie ma co dywagować. Może udajmy się na małą przechadzkę, co Wy na to?

  • Joff :D

    • Zawau

      Wiedziałem, że Ci sie spodoba. Ale ciekaw jestem czy jeszcze coś wychwyciłeś, co wg mnie jest jeszcze większym wałkiem.