Brujah, cz.3

Z wnętrza zamku dochodziły krzyki i trzask niszczonego otoczenia. Połamane meble, wybite szyby. Co chwilę coś wylatywało przez okazałą dziurę w ścianie zamku. Z sali tronowej wychodzili przestraszeni Brujah. Kilka godzin temu dwóch Giovanni porwało Kasandrę. Jedną z najważniejszych osób dla klanu, która zarazem do niego nie należała. Jakby tego było mało, poniżyli ich przywódcę na oczach reszty. Mimo tego, Leon zakazał im podejmować jakiekolwiek kroki. Mieli biernie siedzieć i czekać na rozwój wypadków. Wygnał ich wszystkich z sali, tronowej niektórych zmuszając do wyjścia siłą.

-Wypierdalać! Wszyscy! Won!!!
Brujah byli w szoku. Jeszcze wczoraj świętowali, noc była ich. Dziś, przez jedną żywą kobietę czują się, jakby Katarzyna znów postawiła na nich swój obcas. W końcu, poza nim w sali została jedynie Anna. Czuła się dziwnie, widząc jego zachowanie i wiedząc, że jest spowodowane przez tamtą śmiertelniczkę. Dlatego też nie chciała tego próbować zrozumieć, licząc, że może coś wyjaśni się samo, tym bardziej, właśnie teraz, gdy Kasandra zniknęła. Jednak gdy Leon podniósł wzrok i zatrzymał go na Annie, ponownie krzyknął: wyjazd!
Ciężko stwierdzić, co wyrażała jej twarz – smutek, czy też może bardziej furię. Przez chwilę jej dolna warga drgnęła. Chciała coś powiedzieć, albo zapytać, jednak skończyło się na niemym geście. Wyszła, nie odwracając się w stronę Leona i zatrzaskując za sobą drzwi, które ledwo trzymały się zawiasów.
-Kurwa, kurwa, kurwa! – rzucał w furii, kopiąc i odtrącając wszystko co napotkał na swojej drodze. Krążył po sali, czerwony i zły. Wiązanka przekleństw trwała w najlepsze, wymieniając po kolei Remigiusza, Giovanni, Nosferatu, Katarzynę i wszystkich innych, którzy mogli mu nie sprzyjać. W końcu stanął, by na moment odetchnąć.
-Skończyłeś? – z rogu sali odezwał się Cezar, który dopiero wszedł, lub też – ciężko stwierdzić – siedział tu od samego początku. To nie było jednak istotne.
-Jesteś głuchy czy głupi?! Kazałem Wam wyjść! – wydyszał Leon zbliżając się w jego kierunku.
-Nie bądź dziecinny – Cezar wstał, gdy Leon stanął tuż przed nim. Postawą i wzrostem byli porównywalni, jednak Leon wciąż się poruszał, próbując dodać sobie animuszu – w przeciwieństwie do swojego rozmówcy, który stał nieruchomo niczym posąg. Przez kilka sekund ścierali się spojrzeniami. Jednak w końcu Leon ustąpił i odezwał się:
-To już drugi raz. Znów mi ją odbierają.
-Więc drugi raz ją odzyskaj.
Leon zacisnął zęby.
-A jeśli ją zabiją? A co, jeśli już to zrobili.
Cezar spojrzał na niego znad okularów.
-Przecież sam dobrze wiesz, że ani nikt by się nie odważył tego zrobić, bo Katarzyna by go rozerwała na kawałki, ani nie miałby z niej żadnego pożytku, gdyby była martwa. Zresztą, po co ja Ci to tłumaczę, sam kazałeś im się wycofwać – wskazał na drzwi, przez które przed chwilą wyszli Brujah.
-Swoją drogą, to ostatnie Ci wyszło marnie.
-Chuj Ci do tego.
-Ona była przywódcą gdy Ty leżałeś zakołkowany, a ja jeszcze byłem w drodze do Piotrkowa. Okaż jej przynajmniej szacunek, jeśli nie jesteś nią zainteresowany tak jak ona Tobą. Przed chwilą widzieli, jak ich mentor rzyga własną krwią po walce z jakimś Giovanni! Co zrobią gdy ona zacznie ich podburzać? Posłuchają się tego Kainity, który im przewodził w czasie kryzysu, czy tego, który okazuje się być słaby i nierozważny?
-Dość! – nie wytrzymał Leon – To z kim i co robię nie jest Twoim zmartwieniem! Nie masz prawa mnie pouczać! Nie byłeś tu, kiedy Mrówa rozpierdalał miasto, ani wtedy, gdy plaga trupów rozlazła się po ulicach! Było Ci wygodniej słuchać o wszystkim z daleka!
-Co mnie obchodzi miasto?! Wróciłem tu ze względu na krew, a nie dlatego, że mały i głupiutki Piotrków cienko przędzie. Nie mam wyrzutów sumienia, ani poczucia winy, więc daruj sobie. Jeśli nie chcesz mojej pomocy, to mów. Nie jesteś już w trumnie, więc pewnie sobie poradzisz.
Leon stał skonfundowany.
-Nie, nie o to mi chodziło. Mniejsza… Co według Ciebie powinniśmy zrobić?
-Przede wszystkim: poczekać. Kaśka zniknęła kilka dni temu, na pewno lada moment będzie jakiś formalny odzew w tej sprawie. Najpewniej z Łodzi…
-W sprawie Kasandry. Co mamy zrobić w jej sprawie…
-To samo – czekać. Skoro jej nie zabili na miejscu, tylko porwali, to jest im do czegoś potrzebna. Najpewniej będziesz mógł ją jakoś odzyskać. Masz podejrzenia dla kogo ją porwali ci dwaj?
-Dla każdego? – skrzywił się Leon.
Chciał zbyć tę sugestię milczeniem, jednak Leon kontynuował:
-Każdy wie, że to potomstwo Kaśki i każdy wie, że nie dam jej zrobić krzywdy. Gangrele już raz to zrobili, więc kto wie. Tremere? Dla nich jest idealnym kandydatem do przemiany. Nosferatu? Dla zemsty. Albo po prostu Katarzyna, która taktuje ją jak jej własność! – zazgrzytał zębami – Co jeśli ją sobie ot tak weźmie i wywiezie na drugi koniec świata?!
Cezar nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Leon odwrócił się od niego, nie chciał by widział, że przeraża go ta perspektywa.
-Więc może od razu odpuść. Drugi koniec świata brzmi przytłaczająco.
-Pierdol się! – Leon ponownie zwrócił się w jego stronę – Mówisz jakby to było takie proste!
-Bo to jest proste! Albo o nią walczysz, albo odpuszczasz! Nawet nie zapytałem, czy wybierzesz ją czy ten klan, bo to zbyt oczywiste. Wątpliwości sprzed dnia rozwiały się w ciągu kilku minut!
-Więc w jakim świetle te słowa stawiają Ciebie?!
Na chwilę zapadła cisza. Żaden z nich nie miał ochoty dalej ciągnąć tego wątku. Zarówno Leon, jak i Cezar wiedział, że nie prowadzi on do niczego konkretnego.
-Dobra, możemy sobie tak dalej wytykać winę, albo pomyśleć, jak to przeżyć.
-Nie sposób zaprzeczyć – skwitował Cezar.

Obaj zaczęli się zastanawiać, co zrobić w tej niezwykle trudnej dla nich sytuacji sytuacji. Piotrków udowadniał Leonowi, że bycie księciem nawet przez jedną noc może słono kosztować. W tej chwili, postanowił jeszcze swoje stanowisko podkreślić wizytą najmniej spodziewanej osoby w tym miejscu.
Na środku wyrwy w ścianie pojawiła się barczysta postać w kapturze. Minęło kilka sekund, nim Leon rozpoznał twarz Nosferatu.
-Skurwysyn! – krzyknął Leon ruszając z miejsca. Ułamek sekundy temu stał obok Cezara, teraz w drugim końcu sali przypierał Aleksandra jedną ręką do ściany unosząc go jednocześnie nad sobą w żelaznym uścisku.
-Nie wyobrażasz sobie, co Cie czeka za to, że odwaliłeś Olafa, śmieciu! – wywrzeszczał do Nosferatu. Żyła na jego czerwonym czole pulsowała coraz szybciej, a z oczu bił obłęd.
Oferując swoje usługi Dominikowi, przeczuwał, że pojawią się chwile, w których będzie żałował tej decyzji. Obecna była jedną z nich chwil. Na szczęście, i tak miał pewną przewagę w tej sytuacji.
-Wiem kim on jest i sam chętnie bym skrócił jego męki, ale uwierz mi, to nie jest odpowiednie miejsce, ani pora – warknął Cezar chwytają Leona za ramię.
Leon zacisnął mocniej rękę na szyi Aleksandra, tak, że jego palce przebiły się już przez skórę.
-Nie poprawisz naszej sytuacji w ten sposób.
Leon wypuścił z ręki Aleksandra, który opadł na podłogę.
-Mądry wybór – syknął od razu, jak tylko mógł mówić.
-Mów co masz do powiedzenia, bo zmienię zdanie.
Aleksander przez moment przyglądał się jednemu i drugiemu Brujah. Po chwili wyjął zza poły płaszcza zwinięty papier i wręczył go Leonowi.
-Jutrzejszej nocy w Hotelu Vestil odbędzie się zbór w związku ze zniknięciem eksksiężnej Katarzyny. Każdy z klanów przyśle swoich przedstawicieli. Remigiusz Dominik z przyjemnością powita również delegację Brujah.
Obraj Brujah próbowali zachować możliwie najbardziej obojętne wyrazy twarzy, jednak Leon miał z tym wyraźnie większe trudności.
Widząc, że żaden z nich nie ma nic do powiedzenia, Aleksander uśmiechnął się szyderczo i wycofał w stronę wyrwy w ścianie, gdzie chwilę później zniknął z ich pola widzenia.

  • Nie było na szczęście tak źle, jak mogło być.

    • Zawau

      No przecież sam stwierdziłeś, że w zasadzie nie mogło : P