Parias

Poniższe wydarzenia dzieją się przed tymi z sesji Memento Mori, a tuż po tych.

Gustaw, Strzyg i Miron opuścili areszt. Aleksander znów został sam. Dlaczego Gustaw jest tak krótkowzroczny? Mógłby mieć wszystko to, o czym marzył Andrzej, a na co nie pozwolili mu inni, bo się go bali. Gustaw nie może tego zdobyć, bo sam boi się tego, co mógłby zyskać. Raz jeszcze upór i pewność siebie tchnęły siły w Aleksandra. Ruszył śladem brata, by dogonić i wyperswadować mu, jak bardzo się myli w swym postępowaniu. Przekroczył próg aresztu i stanął jak wryty. Piotrków płonął.

Nad miastem unosiła się czerwona łuna. Kilkanaście budynków i dziesiątki samochodów stały w płomieniach na ulicy Słowackiego. Między ścianami niosło się echo krzyków i śmiechu. Powietrze pachniało benzyną i histerią.
Gustaw także stał, ale widocznym na pierwszy rzut oka było, że był lepiej przygotowany na zastany obraz. Po raz kolejny i ostatni przed rozstaniem spojrzenia braci się spotkały. W oczach Gustawa widać było tylko pogardę. Spojrzenie Aleksandra było tak obojętne, jak to tylko możliwe, albo… jak tylko był w stanie sprawić by takie się wydawało. Czy Gustaw dostrzegł to, że Aleksander właśnie stanął w obliczu faktu, tego, że być może nie zapanował nad chaosem, który wykreował? Kto wie.
W końcu, Gustaw wraz ze swoją eskortą zniknęli w ciemnościach bocznych uliczek okalających areszt. “I na mnie czas”, pomyślał Aleksander. Niemy sługa stanął tuż za nim, dźwigając na ramieniu torbę podróżną i oczekując na rozkazy. Nosferatu wyciągnął zwinięty papier spod jednej z poł płaszcza. Rozwinąwszy go, ujrzał mapę, na której ktoś narysował kształt pięcioramiennej gwiazdy. Aleksander uśmiechnął się pod nosem i ruszył przed siebie.

* * *

Snop światła podążał wzdłuż korytarza pochłoniętego w całkowitym mroku. Do uszu docierały przeróżne dźwięki. Szum przelewającej się wody, piski szczurów, które uciekały z drogi, albo nawet prychały wrogo znajdując się w świetle latarki. Aleksander szedł w milczeniu , od czasu do czasu spoglądając na mapę. Jego ghul z uwagą rozglądał się po otoczeniu. W pewnym momencie świetlisty okrąg zatrzymał się na sylwetce mężczyzny siedzącego pod ścianą. Ghul skierował promień na jego głowę. Ciało było już w stanie rozkładu od przynajmniej kilku miesięcy, zbyt zaawansowanego by móc cokolwiek powiedzieć na temat denata. Zarówno Aleksander, jak i jego towarzysz przyglądali się znalezisku przez kilka sekund. Ruszyli dalej.
Przez cały czas wędrówki po kanałach, do Aleksandra dochodziły odgłosy toczącej się na powierzchni rewolucji. Przez Piotrków przelewała się właśnie fala przemocy. Na ile sił starczy Brujah? Jak daleko się posuną w swoim szale i jakie to spowoduje reperkusje? Te pytania zdawały się być teraz nieistotnym tłem, dla dużo ważniejszych kwestii. Aleksander doskonale wiedział, co należy teraz zrobić. Wykorzystać chaos, uderzyć gdy nikt się tego nie spodziewa. Dobić rannych i zaprowadzić nowy porządek. Cel uświęca środki. Czas obudzić kogoś, kto podziela jego stanowisko. Czas odnaleźć Andrzeja.
Na ile prawdziwe mogło się okazać to, że zginął w katastrofie Lewiatana? Tego nie sposób określić, jednak nieodzownym było tego nie sprawdzić. Rozpoczął poszukiwania, które miały doprowadzić go do jego stwórcy. Dzięki mapie kanałów sporządzonej przez Nosferatu, był w stanie sprawnie przeczesywać kolejne korytarze, spływy i zbiorniki.
Od ich zejścia do kanałów minęła doba, baterie w latarce dawno się wyczerpały. Brak snu dawał o sobie znać. Dodatkowo Ghul odczuwał zmęczenie dużo wyraźniej niż Aleksander. Z kolejnymi godzinami, spadała motywacja, a wzrastała irytacja. Ponownie, na ulicach rozbrzmiały krzyki i brzęk tłuczonego szkła. Wraz z nadejściem nocy, obudzili się buntownicy.

Aleksander stał właśnie pod jedną z kratek, aby przyjrzeć się mapie w świetle ulicznej latarni, próbował oszacować, którą  partię kanałów należało ponownie przeszukać. Wtem, usłyszeli głośne tąpnięcie, a następnie przyśpieszone kroki. W ciągu minionej doby jedynymi napotkanymi istotami w kanałach były wszelkiej szczury i robactwo. Nim zdążył sobie zadać to pytanie, znał już na nie odpowiedź.
Kilkadziesiąt metrów dalej, w zakręcie korytarza pojawił się Strzyg. Wyraźnie przed kimś uciekał i mimo, że ich jeszcze nie dostrzegł, wyglądało na to, że kierował się dokładnie w stronę miejsca, w którym znajdował się Aleksander i jego ghul.
Nosferatu zwolnił kroku i zaczął rozglądać się wokół siebie. Na górze rozbrzmiał alarm samochodowy. Strzyg odetchnął głęboko i odwrócił się w stronę Aleksandra, postępując kilka kroków. Gdy stanął w odległości dwóch metrów na jego ciele dało się dostrzec kilka ran i oparzeń, które właśnie się goiły.
-To Ty? Czego znów tu szukasz? – zapytał podejrzliwie – Gdyby Gustaw wiedział, że tu jesteś, nie byłby zadowolony.
– Nie zapominaj się do kogo mówisz, wszo. W moich żyłach płynie krew Andrzeja, starszego Nosferatu. Zapomnij o tym jeszcze raz, a zdążysz jedynie ujrzeć jedynie własną posokę nim dokonam na tobie ostatecznej śmierci.
Strzyg słysząc słowa Aleksandra momentalnie zmienił postawę. Wyglądał jak skarcony pies, który jednak nie rozumiał, za co został zrugany, czemu dał wyraz w swoich słowach:
– I tak wszyscy Nosferatu mają teraz przejebane w tym mieście. Jeśli nie zginąłbym z Twojej ręki, Brujah prawie spalili mnie żywcem, więc… Wybacz mi bezpośredniość, ale to wina Twoja i Gustawa – wycedził patrząc spode łba.
Aleksander nie spodziewał się, że Strzyga może być stać na taką refleksję. Jego słowa nawet go zabolały i na chwilę zrobiło mu się ciężej na sercu, gdy pomyślał o ofierze, jaką być może będzie musiał złożyć swemu ojcu z tego Kainity.
Nim Aleksander zdążył cokolwiek odpowiedzieć, tuż koło niego z prędkością pocisku przeleciała kula ognia, która rozbiła się pod nogami całej trójki. Zarówno Strzyg, jak i Aleksander zdążyli uskoczyć przed płomieniami, jednak jego ghul nie miał tyle szczęścia.
-Płoń szkaradny skurwielu! – krzyczał jakiś Brujah znad odsłoniętej studzienki kanałowej. Ghul Aleksandra wydawał z siebie nieartykułowane jęki i okrzyki, jednocześnie próbując ugasić płomienie, które rozprzestrzeniły się po jego ciele.
-Zajmij się nim, ale nie zabijaj go… będzie mi potrzebny – jak tylko Aleksander rzucił rozkaz Strzygowi ruszył w kierunku swojego ghula. Zdecydowanym kopniakiem powalił go na ziemię, a potem zdusił pochłaniający go ogień własnym płaszczem.
-Teraz…jesteś kompletny – wypowiedział te słowa złowieszczym tonem. W oczach jego sługi zagościł strach, a chwilę później nadzieja. Aleksander bez pytania wbił się mocno w jego szyję i pił łapczywie krew.Gdy sprowadził go na skraj śmierci szybkim ruchem rozerwał własną żyłę i pozwolił mu pić. Poparzenia na ciele sługi zaczęły się zabliźniać, ale nie był w stanie się uleczyć. Płomienne stygmaty pozostaną z nim do końca jego dni. Aż do momentu, w którym spotka Ostateczną Śmierć. Gdy skończył chłeptać krew z nadgarstka Aleksandra, targnęły nim silne skurcze. Wygiął się w łuk, jęcząc i zgrzytając zębami. Jego skóra zaczęła opadać i zmieniać kolor. Krzyk człowieka, który do tej pory uchodził za niemowę rozniósł się echem po ciemnych korytarzach kanałów.

Kwadrans później, wrócił Strzyg. Jego kurtka była porwana, a kaptur podziurawiony i przepalony w kilku miejscach, odsłaniając łysą głowę.
– Brujah chodzą grupami, nie byłem w stanie nic im zrobić – rzekł wchodząc do pomieszczenia w których Aleksander siedział nad swoim byłym ghulem, który teraz zapadł w sen. Aleksander zmierzył Strzyga pogardliwym spojrzeniem.
– Ale przyniosłem to – powiedział i od niechcenia rzucił na ziemię dwa wiotkie ciała. Mężczyzny i kobiety, oboje mocno obici i nieprzytomni. Strzyg spojrzał na przechodzącego przemianę ghula, ale nie odezwał się już ani słowem.

Aleksander skupił się na obserwacji procesu przemiany u swojego pierwszego potomka. Patrzył, jak jego skóra blednie, zapada się i robi bardziej błoniasta. W tym czasie Strzyg milczał, krążąc po pomieszczeniu. Mijały kolejne minuty, a później godziny. W międzyczasie oboje ludzi ocknęło się. Wówczas, w akompaniamencie krzyków, płaczu i łez; Strzyg ponownie ich obezwładnił, nadal nie odzywając się ani słowem. W końcu, po kilku kolejnych kwadransach, Aleksander uniósł się i odezwał:
-Podaj mi kobietę.
Strzyg wypełnił polecenie, popychając kobietę w kierunku Aleksandra. Śmiertelniczka próbując odzyskać równowagę, zatoczyła się i upadła tuż pod nogami starszego Nosferatu. Wstając, ujrzała przed sobą wyciągniętą do niej rękę, której się mimowolnie się chwyciła. Wiedziała, że nie powinna tego robić, ani nawet nie chciała, mimo tego, zrobiła to. Podnosząc wzrok, chłonęła każdy szczegół wyglądu stojącego przed nią mężczyzny. Najpierw dostrzegła ciemny długi płaszcz, który miał już swoje lata. Wyżej była dziwnie zielonkawa dłoń, która bardziej przywodziła na myśl starca o źle zadbanych paznokciach, aniżeli mężczyznę w kwiecie wieku, jak wskazywałby niski, mocny głos. Wreszcie jej wzrok zatrzymał się na wyłaniającej się z półcienia twarzy, która sprawiła, że wydała z siebie zduszony okrzyk. Twarz, która oprócz obrzydzenia i trwogi budziła w niej poczucie bezradności. Z jego oczu bił chłód i obojętność wobec niej, niemal czuła, że jest dla niego niczym więcej niż przedmiotem. Gdy stanęła na równi z Aleksandrem, chwycił ją w talii drugą ręką i przybierając pozę niczym do tańca, spytał:
-Czy tańczyłaś kiedyś z diabłem, w bladym świetle księżyca?
Kobieta nie była w stanie wyartykułować żadnej odpowiedzi, więc jedynie łkała, pociągając nosem. Jeszcze na moment przed tym, jak jej tętnica została rozerwana, dostrzegła na twarzy Aleksandra niewyraźny ruch, który mógłby być dziwnym uśmiechem.
Aleksander, chwyciwszy jej szyję w stalowym uścisku i starając się zminimalizować krwotok na tyle na ile się dało, przystawił ją do twarzy swojego świeżo upieczonego potomka. Młody kainita, którego twarz nabrała już rysów i kolorytu Nosferatu, poruszył się niespokojnie, a następnie zaczął instynktownie przybliżać się do szyi śmiertelniczki. W końcu wbił kły w bok jej karku i zaczął spijać krew, która chlusnęła strużką, gdy Aleksander zwolnił uścisk z jej szyi. Nowo narodzony Nosferatu w euforii spożywał swój pierwszy posiłek. Kilkadziesiąt minut później, wszyscy trzej wspólnie spili mężczyznę.

Dokonawszy aktu pożywienia, potomek Aleksandra podniósł się i zaczął rozglądać po otaczających go kanałach. Wyglądał, jak niewidomy, który dopiero co odzyskał wzrok. Badał ściany i przyglądał się wszystkiemu dookoła. W końcu jego spojrzenie natrafiło na taflę wody, w której zobaczył własne odbicie. Dopiero teraz był w stanie zobaczyć, jak przemiana wpłynęła na jego fizyczność. Przesunął palcami po boku swojej twarzy, na której część skóry została wypalona aż do żywego mięsa. Teraz było tam spore wgłębienie w tkance, rozciągające się od linii żuchwy, aż do skroni.
Nosferatu przyglądał się sobie w milczeniu, prawie się nie poruszając. Jedynie palce i oczy wodziły po twarzy i jej ranach pozostawionych przez płomienie. W końcu odwrócił się do Aleksandra i ujmując jego dłoń w swoje palce przyklęknął i przychylił głowę do rąk. Odezwał się niewyraźnie i ze sporym trudem, bowiem dało się słyszeć, że jego język nie odrósł do końca przed przemianą.
-Dziękuję.

* * *

Nad miastem znów wzniosło się słońce, jednak w podmiejskich kanałach jego wpływ był jak zawsze znikomy. Mijały kolejne godziny, a poszukiwania trwały.  Podziemia huty Kara, cmentarza, zamku książęcego, kościołów… Wszystkie te miejsca były ślepymi uliczkami, przynajmniej pod jednym względem. W żadnym z nich nie udało się trafić na choćby ślad najstarszego Nosferatu Piotrkowa.
-Jeśli faktycznie działasz na polecenie Andrzeja, to dlaczego szukamy go już tak długo? – niecierpliwił się Strzyg.
Aleksander zbył tę uwagę milczeniem. Nie miał ochoty wdawać się w spór z młodszym od siebie wampirem, ale wiedział też, że pozbycie się go nie poprawi sytuacji. Kolejny dzień się kończył a, Aleksander, Strzyg i bezimienny potomek tego pierwszego snuli się po kanałach w poszukiwaniu ich dawnego mentora. Z każdą następną godziną narastała irytacja i napięcie. A co, jeśli Andrzej naprawdę przepadł i Nosferatu w Piotrkowie są skazani na życie w cieniu?
-Dość! – w końcu cierpliwość Strzyga skończyła się, czemu dał wyraz wbijając pięść w ścianę korytarza – Od wielu godzin łażę po tych kanałach i szukam nie wiadomo czego! Jestem głodny i zmęczony, a Ty… – nie zdążył dokończyć, bo Aleksander podniósł go do góry jedną ręką.
-Powiedziałem Ci, żebyś zważał na słowa – wycedził starszy Nosferatu – I powiedziałem, co się stanie, jeśli… – w tym momencie przerwał i zaczął wpatrywać się z uwagą w miejsce, w którym Strzyg wgniótł dziurę w ścianie. Pod grubą warstwą starych zmurszałych cegieł błyszczała zimna i twarda stal. Następnie, odstawiając uprzednio Strzyga na ziemię, oderwał kilka kolejnych cegieł jednym ruchem ręki, odsłaniając większą powierzchnię. Była to ściana zdecydowanie świeższa w stosunku do reszty otaczających struktur. Ruszył szybkim krokiem w kierunku najbliższej kraty studzienki kanalizacyjnej. Ciemność nocy rozjaśniało tu mnóstwo świateł, bijących od pobliskiej stacji benzynowej, lokali, światła samochodowe i górujący nad tym wszystkim mlecznobiały neon opatrzony trzema gwiazdkami: Vestil. Parking podziemny? Z tego co było mu wiadomo, hotel takowego nie posiadał. Cóż więc mogło się skrywać  w podziemiach hotelu, za ścianą zbrojonej stali?

* * *

Dominik stał wsparty o balustradę, spoglądając z góry na miasto pogrążone w czerwieni. Niektórzy w Rodzinie mawiają, że Vestil ze względu na swoje umiejscowienie w dzielnicy Brujah, jest błękitną wyspą na czerwonym morzu.  Za horyzontem znikało właśnie słońce, zaś nad miastem roztaczała się krwista łuna płomieni rozrzuconych po kilku miejscach. Ventrue widząc Aleksandra wkraczającego na taras, uśmiechnął się, lecz nie odezwał, pozwalając gościowi na rozpoczęcie rozmowy. Dla Kainitów to był blady świt, jednak ktoś poza starszym Ventrue również już był na nogach, nie pozwalając sobie na zbyt długie zdejmowanie ręki z pulsu. Mimo niepokojących okoliczności, Aleksander zaczął konwersację od sentymentów.
– Czy byłeś wtedy w Rzymie, Dominiku, gdy Neron postanowił pogrążyć w oczyszczającym ogniu? Czy Piotrków nie zasługuje na podobny los? Na ratunek?
– W rzeczy samej, Aleksandrze. Dlatego czekamy, aż płomienie dogasną i wtedy, zajmiemy się odbudowaniem na zgliszczach tego, co było dawniej.
– Miastem zawładnął chaos. Czas panowania Katarzyny nieuchronnie dobiega końca i tylko najbardziej przenikliwi dostrzegą narodziny nowego porządku. Mój ojciec nauczył mnie widzieć takie rzeczy, a ponieważ klan Nosferatu jest rządzony obecnie przez słabych i głupich, przychodzę do Ciebie ofiarować siebie i swoje talenty.
Remigiusz Dominik był wyraźnie zadowolony z tego co słyszy.
-Nie masz pojęcia, jak wiele prawdy jest w Twoich słowach. Katarzyna zeszłej nocy opuściła Piotrków. Do tamtego momentu, była najbardziej poszukiwanym Wampirem w tym mieście. Teraz, stałeś się nim Ty. Dalej pewnie będzie reszta Waszego klanu.
Przez chwilę się zastanowił. Być może nad tym, który z klanów byłby po Nosferatu na czarnej liście wszystkich Brujah. Mimo tego, zapytał:
-Czego zatem oczekujesz ode mnie, w zamian za to, że nie wydam Cię teraz żądnym krwi i zemsty hordom Brujah?
-Jedyne czego pragnę, to miejsce przy twoim stole – odparł bez dłuższego namysłu. Znów, Dominik chciał coś odpowiedzieć, jednak uznał, że lepszym będzie po prostu wyciągnięcie dłoni w stronę Aleksandra. Słońce zniknęło za horyzontem, lecz poświata wokół nich nadal była w kolorach purpury. Tego dnia każdy sojusznik był na wagę złota, a zarazem mógł być przyczyną niechybnej śmierci. Uścisnęli sobie dłonie w milczeniu.