Brujah, cz.2

Gdzieś w oddali zaszczekał pies, rozbiła się butelka, ktoś coś wykrzykiwał. W powietrzu unosił się ciężki zapach spalenizny. Piotrków stał w płomieniach, Brujah ani myśleli poprzestać po trzech dniach siania chaosu w mieście. Przynajmniej większość z nich.

W pomieszczeniu były trzy osoby. Jednak tylko dwie z nich siedziały przy niewielkim stole. Leon siedział wsparty łokciami na blacie. Powoli lustrował pomieszczenie wzrokiem, przenosząc spojrzenie z jednego obiektu na drugi. Drzwi, szafa, łóżko, w którym spała drobna dziewczyna o ognistych, przystrzyżonych krótko włosach; okno z którego widać było Wielką Synagogę. W końcu w szkieł ujrzał odbicie własnej osoby. Przypomniał sobie, że sam miał bliźniaczo podobne okulary, ale nie pamiętał gdzie teraz mogły być. Zresztą, być może po tym, co się wydarzyło już gdzieś przepadły…

Ostatnie trzy noce były szalone. Dosłownie. Czuł, że wyładował się jak nigdy przedtem. Wykrzyczał całe galony powietrza ze swoich martwych płuc. “Jebać Kaśkę!”, “Precz z Księżną!”, “Nie Maskaradzie!” rozbrzmiewało w pamięci jego i innych anarchistów. Spojrzał na swego towarzysza. Wyglądał tak jak go wtedy gdy opuszczał Piotrków. Bujna broda, para czerwonych lustrzanek w okrągłych oprawkach, oraz uśmiech, który zawsze ciężko było rozszyfrować. Raz szyderczy, innym razem pełen politowania. Leon zapamiętał Cezara jako kogoś, kto nigdy nie mówił zbyt wiele, lecz gdy się odzywał, to zawsze z sensem i błyskotliwością, której próżno szukać u innych Brujah. A przez ostatnie kilka nocy razem polowali, pożywiali się, grabili, mordowali i palili. On, Leon, Kasandra, Mietek, Anna… Wszystko było tak intensywne, żywe i satysfkacjonujące. Jednak żaden z ich dwóch nie czuł się spełniony przez to co się dzieje.

-Jestem zmęczony.
Postać naprzeciwko niego nie poruszyła się.
-Nie w fizycznym sensie… W ciągu trzech nocy napoiłem się jak sam skurwysyn… chyba więcej niż przez cały miesiąc. Ale, coś się nie klei. Co się stanie, gdy dym się rozwieje? Co wtedy? Czy będziemy gotowi na to, co zrobią inne klany? Remek na pewno już coś szykuje, jest zbyt cwany, by przepuścić taką okazję do działania. A to co się dzieje od kilku dni… To da innym klanom pretekst by poparli to co on zrobi. Dla większego dobra… Czy nie powinniśmy zająć się tym, by konsekwencje były jak najmniejsze?
-A zatem pojąłeś, że będą konsekwencje.
Leon udał, że nie słyszał tych słów.
-Piotrkowska Rodzina sobie poradzi. Do tej pory sobie radziła… Wydaje mi się, że ucieczka Katarzyny będzie miała dużo mniejsze konsekwencje niż można by sądzić na pierwszy rzut oka. A kto wie, czy jeszcze tu nie wróci.
-Nawet tak nie żartuj – żachnął się Leon.
-Przecież dopiero minęło kilkadziesiąt godzin, nie bądź naiwny. Co wtedy zrobisz? Mówisz o tym, że potrzebny Ci plan awaryjny, a ignorujesz zagrożenie jakim jest Katarzyna? Przechodzisz samego siebie, Leon.
-Olaf nie chciał mi mówić nic o Sabacie, poza ogólnikami, więc nie wiem, w jakim gównie jesteśmy, ale nie zamierzam się przekonywać, czy rzeczywiście Piotrków jest na ich celowniku…  – Na chwilę zamilkł, wyraźnie trawiąc to, co miał za chwilę dodać – Do tego znalazłem tę kartkę w gabinecie Kaśki – Leon podsunął kawałek mocno zmiętego papieru swemu rozmówcy. “Opiekuj się nią dobrze. Jeśli dotrze do mnie nietknięta, Twoja śmierć będzie szybka i bezbolesna” mówił zapisany zgrabnym pismem komunikat na kartce.
-Co zamierzasz? – rzekł, unosząc brwi.
-Nie wiem, Cezar… Pewnie trzeba będzie jak najszybciej znaleźć bezpieczne miejsce – przez chwilę sprawiał wrażenie śmiertelnie poważnego.
-Niewiele jest takich w Piotrkowie – zauważył z żalem.
-Ja też chętnie bym stąd zwiał. Jeśli nie Katarzyna, to Sabat, albo inne klany – śmierć może nadejść z każdej strony.
-Więc czemu nie każesz tej wściekłej sforze się uspokoić?
Leon odwrócił twarz, tak by nie patrzeć na swoje odbicie.
-Może krew powinna na mnie wymóc inne myśli, ale mam już prawie 100 lat i widzę, że część z tego wszystkiego, nie ma już sensu. Podpaliliśmy pół miasta, w imię czego? Zemsty za jedną śmierć? Na kim? na tych ludziach, którzy nawet nie wiedzą o naszym istnieniu, a to oni teraz leżą na ulicach? Czy żeby ochronić swój klan, muszę wciąż go okłamywać? Podejmować decyzje, które i tak prowadzą go do zguby? Zemsta na mieście, ta krwawa jatka, demolka… Wszystko po to, by nie pozabijali się nawzajem?
-Może właśnie zrozumiałeś to, co ja, gdy stąd wyjeżdżałem.
Leon spojrzał na niego, spod byka.
-Długo Cie nie było. A w Rodzinie od tamtej pory sporo się pozmieniało. Na przykład ja trafiłem do trumny, z kołkiem w sercu! Gdyby nie Olaf, pewnie nadal bym…
-Przyjechałem najszybciej jak mogłem – uciął.
-Nie dość szybko! – Leon uderzył pięścią w stół i wstał. Cezar nie poruszył się z miejsca. Znad czerwonych szkieł patrzył Leonowi prosto w oczy.
-Jeśli chcesz kogoś obwiniać za jego śmierć, to tylko Nosferatu.
Leon poruszył się niespokojnie i patrząc gdzieś w głąb pomieszczenia odparł:
-Po prostu jego śmierć nie powinna pójść na marne.
-Więc masz trzy wyjścia do wyboru. Pierwsze: ucieknij, zabierz ją ze sobą. Jeśli będziesz chciał, pomogę Wam znaleźć schronienie gdzieś we Francji, gdzie Kaśka Was nie znajdzie.
Leon pokręcił głową. W głębi ducha chciał tego, uciec od sytuacji, w której nic nie jest pewne, a dookoła niego i jemu najbliższych osób mnożyły się niebezpieczeństwa.
-Odpada. Oni mnie potrzebują.
A zatem, drugie wyjście: weź się w garść, stań do walki i poprowadź ich wszystkich dalej. W obu przypadkach, coś tracisz.
-Być może. A trzecia droga?
-Właśnie nią podążasz.
-Co…?
-Słyszałeś.
-A Ty?! Jesteś taki święty?! Ilu spośród nich zabiłeś Ty?!
-Zero.
-Co?! Nie bądź śmieszny! Sam widziałem, jak…
-Nie licząc żołnierzy.
-Co za różni…
-To było my albo oni, nic innego. Nie skrzywdziłem nikogo poza nimi.
-…
-Nie wiedziałem, że Cie to jeszcze obchodzi. Może faktycznie pierwsza setka na karku robi swoje.
Na kilka sekund Leon się zamyślił.
Odejście Katarzyny zdjęło z niego i innych Brujah pewne jarzmo, ale stawiało go też w tej niewygodnej pozycji, w której trzeba podjąć odpowiedzialność za innych. Wiedział o tym i nie podobała mu się ta perspektywa. Jednak Piotrków nie chciał go wypuścić, było jeszcze tak wiele niewyjaśnionych kwestii.
-A co z Anną? – zapytał Cezar, jakby czytając w myślach.
Leon wzruszył ramionami. Udawał, że go to nie dotyczy.
-Nie no, załatw to jak należy. Nawet piekło boi się kobiety wzgardzonej.
-Co Ty czytujesz? – odwrócił się w jego stronę z kwaśnym uśmiechem.
W tym momencie, z jednego z pomieszczeń obok usłyszeli odgłos przypominający warczenie psa, któremu akompaniował kobiecy chichot.
-No dobra. W takim razie, co z nim?
Leon odetchnął zadowolony, że nie musi podjąć drażliwego tematu.
-Nie wiem… Wilki go raczej już nie przyjmą na swe łono po tym, jak wieści się rozniosą.
-A jak traktują go inni Brujah?
-Sam widziałeś. Myślałem, że będzie z tego spora chryja, ale jakoś się wpasował.
Znów zapadło milczenie. Gdy żaden z nich się nie odzywał dłuższą chwilę. Cezar się podniósł od stołu. Skierował się do drzwi, jedank zanim wyszedł, odwrócił się do Leona.
-Cokolwiek zdecydujesz, jestem po Twojej stronie. Może Brujah jeszcze nie są straceni w tym mieście.
Leon  uśmiechnął się i poklepał go po ramieniu, rzucając na odchodne.
-Dzięki stary.
-Przyzwyczajaj się do obowiązków dojrzałego lidera – dorzucił wychodząc.
-Wal się.
Drzwi zamknęły się z chrzęstem. Leon stał w nogach łóżka i przyglądał się śpiącej Kasandrze. W jego głowie kotłowały się dziwne myśli. Dotyczyły głównie tego, kim się otacza. Jak to możliwe, że poczuł silniejszą więź z Gangrelem, który nie akceptował swojej krwi, niż z większością spośród Brujah? Jak gdyby tego było mało, w jego (przynajmniej dziś) łóżku spała śmiertelniczka, której Księżna zakazała mu choćby dotknąć. Kiedyś myślał, że będzie niezłą draką, gdyby się z nią przespał, ot tak, na złość Kaśce. W życiu nie przypuszczałby, że sprawy zajdą aż tak daleko. Ale związek z potomstwem Księżnej jego klanu wydawało mu się teraz niezbyt szczególnym dokonaniem. To nie to, co zaproponowanie Katarzynie układu na którego mocy miał być podwójnym szpiegiem działającym na linii Sabat- Księżna. Nic dziwnego, że w końcu doprowadziło go to do śmierci ostatecznej.
Leon czuł, że ostatnie dni dały mu zdecydowanie zbyt wiele wrażeń.  Jak na złość, słońce chyliło się właśnie ku zachodowi, a gdzieś w oddali słychać było ryk zbliżającego się pociągu linii Belgrad-Warszawa.

 

  • Gdybyś wrzucił tę notkę przed sesją to nic bym nie zmienił w scenariuszu. Ew. pojawiłby się nowy Brujah i tylko tyle.

    • Zawau

      Toteż ją specjalnie umieściłem przed wydarzeniami z sesji.

      • No tak, ale mówiłeś o jakiejś scenie, która mogła mieć wpływ na kształt sesji. To nie była ta?

        • Zawau

          Mogła, ale jak widać, nie musiała : P