Bracia

Aleksander wyszedł z zamku. Gdzieś w oddali słychać było szum helikoptera i syreny policyjnych samochodów. Do świtu było jeszcze trochę czasu, jednak wraz z tym, jak krew wilkołaka ulatniała się z jego organizmu, czuł coraz bardziej, że dziś jego ciało wystawione było na spory wysiłek. Ruszył w kierunku swojej domeny. Czas odpocząć.

Wydawało się, że spał bardzo krótko. W rzeczywistości, słońce już dawno zniknęło za linią horyzontu, gdy niby przez sen usłyszał chrobot płyty pokrywy sarkofagu. Mrużąc oczy próbował złapać ostrość obrazu. Najpierw dostrzegł kilkanaście grubych, na wpół roztopionych świec rozstawionych pod ścianami komnaty. Później skierował swoje spojrzenie na niewyraźne kształty, z których po chwili udało mu się wyodrębnić trzy sylwetki.
-Podnieście go – wypowiedział ochrypły, gardłowy głos.
Poczuł, jak ktoś go chwyta za ramiona i podnosi w górę. Szczypiące uderzenie w twarz sprawiło, że momentalnie otrzeźwiał. Zaczął się nerwowo rozglądać, nie mając rozeznania w sytuacji. Po swojej lewej zobaczył kamienną twarz Mirona, zaś z drugiej strony – wciąż przerażające – oblicze Strzyga. Obaj przyglądali mu się i z niewiadomego powodu trzymali w kamiennym uścisku za ramiona.
– Podobno zeszłej nocy wykazałeś się niebywałą sumiennością – na wprost niego, z mroku wychyliła się twarz Gustawa – czy to prawda mój bracie? – przechylił głowę na bok wpatrując się prosto w oczy Radziwiłła, który dopiero teraz uzyskał ostrość widzenia.
– Tremere, który tej nocy również był w zamku opowiedział mi o wszystkim. A jak Cie chwalił! Zastanawiam się, czy to tylko kwestia mojego przewrażliwienia, czy właśnie przez Ciebie nasze położenie zmieniło się z beznadziejnego na zatrważająco beznadziejne – zatrzymał się patrząc na ścianę obok i nie odwracając głowy rzekł:
-Masz mi coś do powiedzenia, bracie?
– Czy nie zrobiłem tego, co mi rozkazałeś, bracie? – Aleksander wyszarpując się na wolność odtrącił dwóch Nosferatu – Na co się tak gapicie?! – wrzasnął na Strzyga i Mirona – Z drogi!
– Chyba już czas, żebyś zdradził swój plan, Gustawie. Trzymając mnie w niewiedzy narażasz bezpieczeństwo całego klanu – syknął zirytowany Aleksander.
-Plan…? Ach, tak. Tak desperacko pragnąłeś się przysłużyć klanowi, że postanowiłeś wziąć sprawy we własne ręce – znów odwrócił się do Aleksandra plecami – Postanowiłeś działać. Pokazać, że jesteś lojalny. Lojalny, na swój pokrętny sposób, wierząc, że wiesz lepiej co jest dobre dla nas, niż Twój brat… Cóż. Być może popełniłem błąd nie tłumacząc Ci wszystkiego, tak jak należy… Jednak tych dwóch prymitywów było w stanie pojąć tak proste polecenia – Strzyg poruszył się niespokojnie, przez moment myśląc, że zaprzeczenie Gustawowi byłoby dobrym pomysłem, jednak jedno spojrzenie jego stwórcy wystarczyło, by zrozumiał, że się myli. W końcu lider Nosferatu się znów skierował się w stronę Aleksandra.
-A Ty… Bracie… wszystko zepsułeś – skrzywił się z niesmakiem Gustaw – Po co Ci to było? Co dała ta bezsensowna śmierć? Nie żebym go żałował… Ale był nam potrzebny. Był naszym największym atutem przeciwko Sabatowi – jego spojrzenie było beznamiętne i zimne. Wpatrywał się prosto w oczy Aleksandra. W końcu, równie obojętnie rzucił:
-Wyjdźcie.

Zarówno Strzyg jak i Miron z cichym szelestem opuścili komnatę Aleksandra. Na kilka długich chwil zapanowała nieznośna cisza. W końcu, starszy brat przerwał milczenie.
-Nie zdajesz sobie sprawy z tego, co narobiłeś, bracie.
Aleksander nie odpowiedział, więc Gustaw kontynuował.
-Przede wszystkim, musisz wiedzieć jedno. To ja zleciłem Olafowi odbicie Leona.
Aleksander uniósł pytająco brew.
-Miał on być naszą kartą atutową – zaczął tłumaczyć Gustaw – Zaraz po wywiezieniu z zamku, miał być dostarczony do Huty kara, skąd Brujah by go odebrali.
-Jaka wartość miał dla nas? Chciałeś dzięki niemu obrócić Brujah przecie księżnej?
Gustaw skinął głową.
-Tylko mając Leona jesteśmy w stanie zbuntować Brujah przeciwko Katarzynie. Teraz ta szansa przepadła. Nie mam wieści o tym, co się z nimi stało. Wiem jedynie, że Księżna wysłała za Mieczysławem psy gończe Wawszczyka.
-Tam gdzie ty widzisz przeszkodę, ja dostrzegam szansę.
-Jaką szansę? – Gustaw poirytowany zmarszczył czoło – Co możemy teraz zdziałać? Bez Brujaha, bez żadnej przewagi liczebnej? Jest nas tylko garstka.
-Jeśli Mieczysław przeżyje to jego słowa obrócą Brujah przeciw Katarzynie. Gangrele nie będą mogli pozostać obojętni. Mirochna będzie musiała coś z tym kukułczym jajem zrobić: albo stanąć po stronie młodego wilka, albo go zabić. Każde z tych rozwiązań wznieci ogień w mieście, który strawi tron Księżnej. A na jego popiołach… – Aleksander uniósł wymownie brew i uśmiechnął się chytrze.
-O ile Mieczysław będzie w ogóle szukał pomocy u Gangreli – skwitował gorzko Gustaw.
-Jeśli nie u nich to u Brujah. Efekt ten sam. Jeśli przeżyje, wojna. Jeśli zginie, też wojna – młodszy z braci wyliczał obojętnie.
-Znając jego oddanie wobec Olafa i Leona, dostarczył go do jakiejś meliny Bruha, gdzie teraz on jest okrzyknięty bohaterem, a my, jako mordercy Olafa i współsprawcy uwięzienia Leona będziemy na pierwszym miejscu do wyeliminowania. A to dopiero połowa naszych problemów…
-My będziemy w drugiej kolejności. Wcześniej wykrwawią się na Księżnej i Toreadorach
-Skąd pewność, że Toreadorzy poprą Katarzynę…?
-Zawsze ja popierali, czemu teraz miałoby być inaczej?
-Być może bunt najliczebniejszego klanu pociągnie za sobą kolejnych. Katarzyna od dawna cieszy się średnią popularnością. Sęk w tym… teraz zostajemy w tym wszystkim bez sojuszników – Gustaw uderzył pięścią w kamienną ramę sarkofagu – Przez Twoją bezmyślność i porywczość! A kiedy miasto zacznie targać wojna klanów, nadejdzie najgorsze, a my nie będziemy na to przygotowani.
-Najgorsze? Sabat?
-Z tego co wiem, jesteś świadom tego, że Olaf był na usługach Sabatu.
Aleksander przytaknął.
-Faktycznie, grał on rolę podwójnego agenta.
Aleksander na moment się zamyślił.
-Ale Księżna nadal posiada środki przeważające na jej korzyść. Na przykład łódzki Inconnu. Zawsze może wezwać starszyznę na pomoc. Ma do tego prawo.
-Tak! Brakuje nam tu jeszcze wściekłych i wyrachowanych Matuzalemów! – Gustaw wykrzyczał w furii.
-Widzisz bracie, z chwilą w której sam zacząłeś szyć te intrygę wyśliznęła ci się ona z rąk. – Aleksander pozostawał nieustępliwy – To już nie tylko sprawa Piotrkowa… Jeśli chcesz, możemy się całą noc obwiniać, albo wspólnie sprawić, że to miasto spłynie krwią naszych wrogów
-I cóż chciałbyś uczynić? – spytał cierpko Gustaw.
-Trzy rzeczy. Po pierwsze, odnajdźmy Mieczysława i doprowadźmy go bezpiecznie do Brujah.
-Podejrzewam, że może być na to za późno. Jeśli nie zginął w pościgu, to jest już u Brujah.
-Znam jedną kobietę z klanu Lasombra, z którą współpracowałem jeszcze za czasów mojego pobytu w zachodniej Europie. Jakiś czas temu spotkałem ją tutaj, w towarzystwie Olafa. Teraz, kiedy on jest martwy, Sabat zwróci się do nas o pomoc. Wykorzystajmy to.
-Do nas? W jakim celu? Najprawdopodobniej to Sabat chciał mojej śmierci. Być może to z ich winy zginęła też Krystyna… – wzrok Gustawa bezwiednie powędrował gdzieś wgłąb pomieszczenia, a on sam jakby przygasł.
-Czy to ważne?! Są kolejną figura na planszy, którą należy poświęcić dla większej sprawy! – Aleksander wymierzył policzek bratu – Kiedy ja obmyślam plan, jak nas wykaraskać z tego szamba, Ty pławisz się w sentymentach!
Gustaw położył dłoń na spoliczkowanej stronie twarzy, wbijając wzrok w ziemię. Aleksander widząc to, z satysfakcją kontynuował swój wywód.
-I wreszcie, po trzecie, musimy czekać gdy kryzys osiągnie swe apogeum, dobić rannych i zając nowe terytoria, być może nawet zamek… Nasz ojciec zawsze dążył do zajęcia tronu, ale nigdy tego nie osiągnął. Może my będziemy mieć więcej szczęścia, bracie.
Nagle, ni stąd ni zowąd, Gustaw chwycił Aleksandra za poły ubrania i przyparł do ściany.
-Jesteś takim samym prymitywem jak Twój ojciec! Nie liczysz się z nikim i niczym!
Po chwili zwolnił uścick i znów powiedział, jakby do siebie.
-Nie wiem, dlaczego uwierzyłem w to, że możesz być choć odrobinę inny… Spójrzmy prawdzie w oczy Aleksandrze. Spieprzyłeś to.
Aleksander odepchnął brata i wybuchnął:
– Tylko na tyle cię stać?! Ciągle chcesz żyć w cieniu silniejszych od siebie zamiast sięgnąć po to, co ci się należy?! Być może popełniłem błąd i to nie jeden. Ale lepsze to niż życie na klęczkach, Gustawie!
-To BYŁ plan przejęcia władzy, jednak Twoja arogancja go pogrzebała! – Gustaw w oskarżycielskim geście wskazał palcem na Aleksandra – Teraz nie mamy żadnej wiedzy o poczynaniach Sabatu, nie mamy żadnego wpływu na Brujah i nie mamy żadnych sprzymierzeńców w walce z Księżną!
– I znów to samo. Zakuj mnie w kajdany i rzuć księżnej. Nie zapomnij tylko przed nią uklęknąć – mówiąc to Aleksander, wyciągnął przed siebie ręce, jakby faktycznie oczekiwał na zakucie.
-Nie wezmę odpowiedzialności za Twoją bezmyślność. Jesteś zdany tylko na siebie.
Ponownie, zapadło przytłaczające milczenie.
-Znasz zatem drogę do wyjścia… bracie – wyrzucił gorzko Aleksander.

Gustaw opuścił komnatę w milczeniu. Kilka kroków dalej, dołączyło do niego dwóch innych Nosferatu.

  • Dobra scena. Dobrzy aktorzy i muzyka. Czekam na kolejny odcinek z moim ulubionym „szczurem”.