„Błędy Mistrzów Gry” – Sobota z Doc Muerte

as2

W procesie uczenia się i nabywania doświadczenia jako Mistrzowie Gry, wielu z nas popełnia błędy. Takie, które z biegiem czasu wydają się być absurdalne i głupie – jednakże jestem pewien, że każdy choć raz czegoś takiego dokonał.

Problem polega głównie na tym, że gracze chcą zrobić coś, co sprawi, że cały twój wydumany scenariusz na sesję weźmie w łeb. Gracze robią to, co do nich należy – starają się być kreatywni, przechytrzyć ciebie, osiągnąć jak największy sukces. A ty im mówisz: nie. Grunt pali ci się pod nogami, no nie może tak się stać, bo potem wszystko się posypie i w ogóle nie wiem jak zakończy. Wyluzuj, przecież o to chodzi, no nie? Momenty, w których gracze wpadają na pomysł zwalający z nóg samego MG to właśnie te momenty, dla których gramy. Co z tego, że sesja nabierze zupełnie innego kierunku – boisz się improwizacji? Lubisz jak wszystko idzie po sznurku? No to będzie to dla ciebie idealny moment, by nabyć nowego doświadczenia. Inna sprawa, gdy dochodzi do argumentów – gracze kontra prowadzący. Oni dowodzą swoich racji a ty się desperacko bronisz. „Kurde, mówiłem, że chce by woźnica mnie zawiózł pod inny sklep jubilerski niż ten, co obrabowałem zeszłej nocy!” „No ale on był akurat najbliżej i zawiózł cię tu.. o, już cię ktoś rozpoznał”. Takie rzeczy są świńskie i nikt nie wspomina ich potem dobrze. Jak temu zaradzić i naprawić sytuację? Jest to bardzo proste. „Dobra, masz rację.” I z głowy. MG to też ludzie. Mają w głowie mechanizmy i procesy całego świata w którym gracie, im też może się coś czasem popieprzyć. Kłótnie o sytuacje czy zasady nigdy nikomu nie wychodzą na dobre.

Stalowy kręgosłup

Znajomy opowiadał mi taki kwiatek z sesji. Grupa awanturników postanowiła rozwiązać problem wsi na zadupiu. Rzecz w tym, że prędko ludność wsi obróciła się przeciwko im, podejrzewając właśnie ich o całe dziejące się zło. Całość miała się wspaniale wyklarować, gdy to parę kilometrów od wsi udało im się wytropić i ubić plugastwo, które było źródłem kłopotów. Chcieli zatargać cholerstwo do wsi i pokazać wszystkim, że to nie oni. Niestety, MG miał inny plan w głowie…

– Plugastwo jest cholernie ciężkie, nie uda wam się zanieść czy pociągnąć go do wsi, a nawet jeśli to zajmie wam to dużo czasu (nie mieli go zbytnio).

– No dobra, to ja wyjmuję toporek i odcinam sukinkotowi łeb. Weźmiemy samą głowę, to wystarczy by nas uniewinnić.

– Hm, tak. Tak więc tniesz przez mięcho w szyi i nagle broń ci utyka. Nie możesz przeciąć kręgosłupa.

– Jak to kurna?

No właśnie, jak to? Okazało się, że plugastwo miało… stalowy pręt w kręgosłupie, który nie pozwolił im uciąć łba. Powaga. Byli zmuszeni go zostawić i szukać innego rozwiązania. Stalowy pręt w głowie to jedna z tych historii, która teraz wydaje się być absurdalna, ale z pozycji MG w tamtym momencie była poprawnym rozwiązaniem. Według niego.

Unikajmy stalowych kręgosłupów, dobrze?

 Krwawa rana

Inny przykład mogę dać z własnego prowadzenia. Świat się właśnie skończył. Gracze przemierzają Polskę pogrążoną w ogniu, anarchii i chorobach. Nie ma prądu. Wojsko nie ogarnia tematu. Każdy szuka odpowiedzi. Natknęli się na jednego typa, w ogóle go nie podejrzewali. Ja wiedziałem, że był to uśpiony agent, jeden z tych, którzy stoją za tym całym końcem świata. W zawrotnej kulminacyjnej scenie sesji, kiedy typ wziął jednego z nich jako zakładnika, też się pokapowali, że gość coś wie. Jednak ja w planach miałem tylko wydanie im na tym etapie szczątkowych informacji i sprzątnięcie tego typa, reszty mieli dowiadywać się po trochu kiedy indziej. Padł strzał, typ dostał w ramie, upadł na podłogę. Tamci przez parę minut szamotali się, zajmowali czymś innym. Gdyś ktoś podszedł w końcu do typa, mówię mu – typ się wykrwawił. „-Jak to kurna, od strzału w ramię?!” Kanonada argumentów, zarzuceń i domniemywań. W końcu sięgnąłem po rozum do głowy. „- Dobra, inaczej. Gościu jest nieprzytomny, stracił trochę krwi”. „Super!” Uśmiechy, podniecenie. Będą go torturować. Wyciągną z niego mnóstwo rzeczy. Skieruje to przygodę na zupełnie inny tor. A co na to ja?

Ja cieszyłem się razem z nimi.

Doc Muerte out.

  • To co opisałeś w pierwszym akapicie to ewidentny brak komunikacji między MG a jego graczem. Problem nie leży w jego braku umiejętności do improwizacji i dawania graczowi swobody, tylko w tym, że nie potrafi słuchać. Powinien popracować nad aktywnym słuchaniem (parafrazy, odzwierciedlenia etc.). Zamiast tego stosuje interpretację. Fail..

    Motyw ze stalowym kręgosłupem bardzo mi się podoba. Dlaczego jest coś z nim nie tak? Wolverine jest z adamentium, gdyby ktoś chciał urąbać mu głowę też by musiał się ostro spocić. W bardziej hardcorowej wersji gracze mogli… zedrzeć twarz. Mieliby to samo potwierdzenie, co w przypadku głowy.

    Krwawa rana też spoko. Może wszedł krytyk. Co na to mechanika?

    Piszesz w swoim tekście (taką wyciągam konkluzję), że warto iść graczom na rękę w bardzo niewygodnych dla nich momentach. A ja się z tym nie zgadzam. Każdy z przykładów, które opisałeś dają dodatkowe myki fabularne. Rozumiem, że chodziło Ci o to, żeby nie iść w zaparte i nie udawać, że świeci słońce, gdy pada deszcz.

    Sam poprowadziłem mnóstwo sesji, na których popełniłem gigantyczną ilość błędów. Np. do takich mogę zaliczyć pobłażliwe traktowanie jednego gracza (skakał po budynkach, robił hocki klocki) w stosunku do innego, dla którego byłem bardziej restrykcyjny. Pamiętam też setki sesji, które inni prowadzili dla mnie i popełniali błędy. Gdy w trakcie zabawy MG nie potrafił scalić drużyny i ostatecznie dwóch graczy w trakcie sesji wyszło. Albo z mało logicznymi zagadkami, gdzie logika leżała tylko po stronie MG. Itd. Najważniejsze to obgadać sesję na koniec i wypunktować MG. Jego plusy i minusy. Dotyczy to również graczy (ewaluacja). Osz, się rozpisałem.

  • Zawau

    Wszystko zależy od osoby i jej spojrzenia na to. Przypadek stalowego kręgosłupa – okazuje się coś nierealnego, ale w końcu to gra, nie jest to jakieś drastyczne odstępstwo od rzeczywistości (vide przykkład Wolverine’a, który dał Maciek). Faktycznie wyglądało to na jakieś chwytanie się brzytwy i umyślne utrudnianie graczom życia.

    Ale można też z tego stworzyć jakiś fajny motyw fabularny, np rasa nieznanych do tej pory istot ze szkieletem z twardej substancji, albo wynik eksperymentu, albo coś tam jeszcze. Wystarczy, że zamiast słowa „stalowy” użyjesz określenia „z dziwnego, niezwykle twardego materiału” i już nikt nie będzie dyskutował.

    Z kolei w przypadku rany, gdyby mi któryś z graczy zaczął tak kręcić nosem, to bym się zirytował. Wykrwawił się, bo tak i basta, widocznie miał małopłytkowość, albo dostał w tętnicę ramienną – nikt się nim nie zajmował przez x czasu (tak wnioskuję z Twojego opisu).