Duszygranie #7 – Amber

Prezentacja1

Jest takie miejsce, którego nie ma. Wiodą do niego wszystkie drogi, chociaż nikt nie wie, którędy tam dojść. Niewielu wie o jego istnieniu, ale niektórzy są świadomi jego istnienia. Amber, jedyne prawdziwe miasto. W jego cieniu żyją niezliczone światy, w tym Cień Ziemia. Tylko Amber jest rzeczywisty. Cała reszta to wytwór wyobraźni jego twórców.

Słyszałeś kiedyś o Amberze i Rogerze Zelaznym?

Kroniki Amberu pióra Zelaznego to jedna z najlepszych serii fantasy XX wieku. Pierwszy raz zetknąłem się z nią ponad 10 lat temu, mniej więcej w tym samym czasie, kiedy ukazał się debiutancki album Comy, czyli „Pierwsze wyjście z mroku.” Zastanawiam się, czy proza Zelaznego nie miała wpływu na powstanie tego krążka. Może to któryś z książąt Amberu podpowiadał stosowne słowa i nuty Roguckiemu, dzięki którym czytając Kroniki i jednocześnie słuchając tej płyty nie możesz pozbyć się wrażenia, że jedno i drugie doskonale ze sobą współgra.

Głównym bohaterem pierwszych pięciu części Kronik jest Corwin, jeden z 9 książąt Amberu. Poznajemy go w dość specyficznych okolicznościach. Jeśli nigdy nie słyszeliście o tej serii, to na pewno szybko zaczniecie przecierać oczy z niedowierzania. Nasz protagonista to mistrz słownej szermierki, doskonale posługuje się każdym rodzajem broni oraz posiada magnetyczną osobowość. Szybko zdobywa naszą sympatię, chociaż cały czas otrzymujemy sygnały o jego czynach z przeszłości. Te na pewno nie przysporzyły mu chluby i w kontekście jego relacji z rodziną sprawiają, że pytamy się siebie sami: czy to bohater czy antybohater?

Z kolei w ostatnich pięciu częściach sagi bohaterem jest syn Corwina, Merlin. Ich los związał się na długo przed określeniem głównej linii fabularnej, chociaż przeniesienie głównego wątku na tę postać nie musi się wszystkim podobać to sam popieram Zelaznego w tej decyzji. Ponieważ chcę uniknąć spoilerów w tym miejscu przestanę pisać o Merlinie i jego relacji z ojcem.

Kroniki Amberu to w dużej mierze opowieść o podróżowaniu między światami. Bardzo różnymi, w których Zelazny dał upust swojej fantazji. Jest to możliwe dzięki specjalnym umiejętnościom Corwina oraz jego krewnych, którzy jako jedyni (albo bardzo nieliczni) potrafią podróżować między wspomnianymi Cieniami. Dzięki temu odkrywamy wiele mitycznych krain, które są odbiciami własnych odbić. Władcy Amberu potrafią bowiem manipulować czasem i przestrzenią, często przysparzając sobie nawzajem kłopotów. Niezłym smaczkiem dla czytelnika jest ukazanie sytuacji, w których bohater odwiedza dane miejsce, ale okazuje się, że jest to inna wersja tego miejsca, które znał on z przeszłości.

„Chaos kontrolowany” to jedna z najlepszych piosenek Comy. W doskonały sposób oddaje też naturę sagi o Corwinie i Amberze. Zmyślone światy, które zrodziły się z kaprysu dziewięciu książąt. Chaos, który w pewnym momencie opowiadanej przez Zelaznego historii nabiera bardzo ważnego znaczenia. Niektórzy mogą mówić o grafomańskim wybryku Roguckiego i jego kolegów, ale ten utwór niesie w sobie ukrytą prawdę. W Amberze nikomu nie można ufać, a słowa to „ciepłe rzeki mętnej wody, jeśli uwierzysz to się utopisz.” Ale najlepsze jest dopiero przed nami…

W kronikach Amberu panuje stan natury wyjęty żywcem z filozofii Thomasa Hobbesa. Każdy walczy z każdym, nikt nie może czuć się bezpieczny. Ta sytuacja zarówno napędza, jak i paraliżuje całą rodzinę Corwina. Nigdy nie zaznają spokoju, ponieważ każdy z nich widzi w sobie przywódcę dla pozostałych. Przypominają bardziej bandę rozwydrzonych dzieciaków niż pół-bogów, którymi de facto są. Dotyczy to również Corwina, którego gniew i chęć zemsty jest katalizatorem dla zjawisk, których sam nie potrafi kontrolować. Nieświadomie sprawia, że cały Amber staje w obliczu największego niebezpieczeństwa, a zapytany w pewnym momencie, co zamierza z tym zrobić odpowiada: [i]najpierw zdobędę tron, a potem rozwiążę inne problemy[/i]. Taki punkt widzenia reprezentuje większość jego rodzeństwa.

Zdrada, zemsta, zabijanie. To chyba trzy ulubione zajęcia dziewięciu książąt. Dzięki temu seria naładowana jest akcją i zwalnia tylko na chwilę, żeby czytelnik mógł złapać oddech. Dlatego właśnie jedną część czyta się w 1-2 dni. Zelazny wciąga do swojego świata i napędza wyobraźnię czytelnika bardzo zgrabnymi opisami, szczególnie pojedynków. Pamiętam, że na kanwie jego powieści sam napisałem kilka opowiadań w podobnym tonie. Kroniki Amberu potrafią inspirować i sprawiają, że nasza wyobraźnia działa na najwyższych obrotach. Nawet nie musimy tego kontrolować, Zelazny robi to za nas. A wplecenie w linię fabularną dobrej intrygi, wydarzeń, które zapętlają się ze sobą, chociaż dzieją się na różnych kartach powieści sprawia, że ciężko jest się oderwać.

„Wiele stąd mil do Amberu? Ani jedna, odpowiem, i wszystkie.”

  • leto_ii

    Krótko: pierwsze tomy, z Corwinem – rewelacja! Kolejne, z Merlinem – raz przeczytałem i więcej nie wrócę. Cały klimat to historia Corwina i do niej mogę wracać jak do Diuny.

  • Kroniki Amberu to prywatnie jeden z moich ulubionych cykli fantasy i najlepsza wariacja urban fantasy ever. Aż dziw, że jeszcze nikt nie ruszył tego tematy filmowo. Przydałoby się!