Duszygranie #2 – Deszczowa piosenka w mieście zbrodni

Siąpi cały dzień. Niebo otworzyło się nad ranem i zrasza glebę do samego wieczora. I jeszcze całą noc. I kolejny dzień. Po trzech dobach ulewy wszyscy są juz przyzwyczajeni. Ulice zalane deszczem. W pewnym momencie nikt już nie pyta o słońce. Wszyscy o nim zapomnieli. A szary nieboskłon rozsiewa depresję. Niczym wirus rozprzestrzenia się ona szybko, nawet bardzo szybko. Roześmiane twarze ustępują marsowym obliczom. Nagle wszyscy stają się jacyś chimeryczni. Odosobnieni. Wynaturzeni. Dzień ciągnie się za dniem.

Czy to jesień? Jest tak szaro i smutno. Dlaczego nikt się nie uśmiecha? Stoję na przystanku. A w zasadzie to za nim. To jedyny sposób, żeby uniknąć ochlapania przez pędzące samochody. Żaden z nich nawet nie przyhamuje. Spod ich kół wylewają się fontanny wody. Bryzgają na wszystkie strony niemiłosiernie. Ulica jest torem wyścigowym, na którym nie ma miejsca na uprzejmości. Podobnie jest w autobusie.  

Zazwyczaj chodzę wszędzie pieszo. Tak jest zdrowiej. Było, bo przez deszcz i kałuże wiele ulic stało się niedostępnych dla pieszych. Studzienki pierwszego dnia przestały być drożne. Miasto powoli topi się w tej ulewie. Jeżeli rzeczywiście nie musisz, nie wychodź nawet z domu. Zostań w suchym i bezpiecznym miejscu. 

Dlatego teraz korzystam z miejskiej komunikacji. Nigdy nie miałem własnego samochodu, bo wszędzie mogłem iść na pieszo. Ale od kiedy pada wszystko się zmieniło. Nieśmiało przepycham się przez wysiadających z autobusu. Jest ich tak wielu, że muszę walczyć z nimi, niczym z rwącym prądem rzeki. Gdzieś się spieszą. Tak jak wszyscy. Ja też. Nikt się nie uśmiecha. Wszyscy mają miny jak na pogrzebie. Ja też.  

Idę na koniec. To moje ulubione miejsce, bo mogę łatwo obserwować pozostałych pasażerów. Są nieświadomi gry, którą prowadzę. Czytałem ostatnio, że jeżeli traktujesz innych tylko jako środki w realizacji celu, to coś jest z tobą nie w porządku. Ludzie powinni być ludźmi. Nie narzędziami. Nie mogę oprzeć się sile, która każe mi ich tak traktować. To mnie przerasta. I ten deszcz. Jest dopełnieniem mojej wiadomości. Dziś nadam kolejną. Już ją widzę. Siedzi kilka rzędów przede mną. Przemoczona do suchej nitki. Krople deszczu jeszcze spływają po jej ubraniu. Jest taka filigranowa, że gdy zacisnę dłonie na jej krtani popęka, niczym kruche szkło. A deszcz będzie dalej siąpił. Kap, kap, kap…

***

Powyższe wprowadzenie to idealne intro do sesji opartej na wątku morderstwa i proceduralu, czyli detektywistycznego śledztwa Bohaterów Graczy. Żyją oni w ponurym mieście. Zamkniętej pod szarym niebem Łodzi albo lekko surrealistycznym Gotham City. Są zwyklimi ludźmi. Zmęczonymi nieustanną falą przemocy pracownikami miejskiej policji. Detektywami, lekarzami sądowymi albo zwykłymi policjantami. Mają rodziny i własne problemy. Alimenty, dzieci aspirujące na członków gangów, partnerów którzy zdradzają i tak dalej.

Miasto jest ich największym problemem. Ciemne zaułki rodzą kryminalistów. Od zwykłych bandziorów po psychopatów różnej maści. Takich jak ten ze wstępu do notki. To miejsce kryje wiele niebezpieczeństw. Sieć politycznych intryg oplata wszystko dookoła, a na jej niciach lawirują mafijni bossowie, szefowie korporacji oraz miejscy urzędnicy wysokiego szczebla.
Bohaterowie Graczy są tylko pionkami, które po szachownicy przesuwa komendat policji. On jest ważnym graczem w całej rozgrywce. Ma ambicje oraz aspiracje, a walka o sprawiedliwość i obronę praw obywateli to tylko narzędzie, które wykorzystuje w walce o wpływy. To brutalna rzeczywistość tego miasta, w którym nieustannie pada deszcz.
Niestrawny

About Niestrawny

Jestem twoim bohaterem, gdy go potrzebujesz.

View all posts by Niestrawny →