Duszygranie #1 – Oblivion

Tą oto notką rozpoczynam nową serię wpisów, do których też Was zachęcam. „Duszygranie” ma na swoim celu dzielenie się z graczami i MG klimatycznym utworami, a jak pewnie sami wiecie odpowiedni soundtrack na sesji może albo uczynić ją wybitną, albo sprowadzić do poziomu karczemnej popłuczyny. Sam koncept tych wpisów zakłada, że gdybyś miał na bazie jednego utworu napisać cały scenariusz, to o czym by on opowiadał i co to byłby za utwór.

Na pierwszy ogień wybrałem wiodący kawałek z nadchodzącego filmu S-F, pt. Oblivion. Czas na muzykę.

Sesja na bazie tego utworu byłaby klasycznym przedstawieniem kina drogi, z głównym motywem w stylu dzieła Cormaca. Podobnie, jak u wspomnianego pisarza i samym Oblivionie, mamy do czynienia z Ziemią po apokalipsie. Opowiedziałbym historię braci albo ojca i syna, którzy zostają zmuszeni opuścić swoje schronienie i udać się w nieznane.

Byłaby to trudna sesja, wymagająca wiele dojrzałości, zarówno od graczy, jak i samego Mistrza. Prawdopodobnie nikt by podczas tej przygody nie zginął, ale śmierć byłaby nieodzownym towarzyszem ich podróży. Świat, jaki znaliśmy przed zasiądnięciem do stołu przestał istnieć. Wprawdzie to nic nowego w RPG, ale skupimy się na samym kontekście. Gracze nie wcielają się w awanturników, którzy gotowi są zawojować cały świat. Są rodziną, ludźmi pełnymi wad i wzajemnych współzależności. A to czy przeżyją czy polegną zależeć będzie od tego, jak mocno gracze wczują się w odgrywane role, rodziców, dzieci czy rodzeństwa.

Koncept takiej sesji dedykuję tylko dla grup, które grają ze sobą od wielu lat. Ale nawet to nie daje gwarancji sukcesu. Bo ta przygoda to wizja traumy, szeregu trudnych wyborów i odpowiedzi na pytanie: jak daleko jesteś w stanie się posunąć, żeby zapewnić bezpieczeństwo sobie i swoim bliskim? To zadanie dla gracza. Rola Mistrza jest jak zwykle trudniejsza i dużo bardziej skomplikowana, ponieważ to właśnie prowadzący grę jest odpowiedzialny za stworzenie świata, którym rządzi beznadzieja i przemoc. Ale przemoc nie w tym wydaniu, które masz zawsze na sesji, gdzie przychodzi ona łatwo, a rezultat działań daje graczowi satysfakcję z zabicia kolejnego wroga. Na tym spotkaniu śmierć musiałby być mocnym przeżyciem. Dlatego podkreślę to wyraźnie, taka sesja tylko dla dorosłych i doświadczonych graczy.

A ty? Jakbyś widział sesję z takim oto muzycznym motywem przewodnim?

Być może ten wpis wydał ci się chaotyczny i nie do końca sprecyzowany, ale taka właśnie jest natura Duszygrania, w którym snuje się opowieść o muzyce i sesji, którą ona inspiruje.

PS. Kiedyś widziałem w polskim Internecie blogi poświęcone muzyce do sesji. Szacun dla twórców, którzy je tworzyli i wyszukiwali konkretnych kawałków do tematycznych scen. Gdzie jesteście? Czy nadal to robicie?

  • Zawau

    Pierwsze skojarzenie z opisaną przez Ciebie sesją: The Road z Mortensenem. Drugie: Walking Dead. Trzecie: po prostu Neuroshima, mocno rdzawa, trochę rtęciowa. Fajnie by było coś takiego kiedyś rozegrać. Super gdyby była to dłuższa saga, która dostarczyłaby wszystkim mnóstwa emocji i wspomnień.

    Sama idea tekstów pisanych pod utwór jest spoczko, sam mam kilka takich kawałków, które tylko puszczone nasuwają koncepty i skojarzenia godne osobnych sesji.

    • Dłuższa saga? Mogłoby to być ciekawe wyzwanie, zważywszy na dość trudny rodzaj gry.

      Jak masz jakieś dobre nuty to podziel się nimi. Potem zbierzemy np.10 i wybierzemy jakąś konwencję, w którą rzeczywiście zagramy.

  • Zawau

    Do klimatu sesji drogi w postapokaliptycznym, pozbawionym nadziei świecie pasują mi jeszcze m.in. te kawałki:
    http://youtu.be/1CeYR6vRZVM
    http://w406.wrzuta.pl/audio/0lCDVQImKB2/painted_water_-_the_last_of_the_humans

  • Tidesi jeszcze dla mnie mogą być postapo, zawsze będę ich kojarzył z mjr Merrickiem, ale ten drugi kawałek jest dla mnie zdecydowanie zbyt „czysty”, żeby go pod postapo podciągać.

  • Virus

    To jest ten rodzaj obrazu muzycznego który wyrywa z trzewi człowieka to co najgłębiej skrywane. Lęki i obawy. Wizje pełne niepewności. Emocjonalne rozdroża. Fantastycznie przeżywa się taką muzykę.
    W kontekście sesji rozgrywanych pod te nuty proponuję dużą uwagę zwrócić na pewien kryzys wartości który jest bardzo charakterystyczny dla postapokalipytcznej rzeczywistości. Życie i przeżycie stanowi wartość największą.
    Przeżycie za wszelką cenę. Niesie to za sobą wiele sytuacji w których bohaterowie w imię tych nadrzędnych celów muszą od podstaw definiować pojęcia moralności mając jednak w pamięci to czym one było kiedyś, co przedstawiały i co reprezentowały.
    Całe to przewartościowanie i indywidualna interpretacja daję ogromne pole do konfliktów między bohaterami ale także w ich samych.
    Warunek jednak sugeruję jeden dot. samego odgrywania – gramy siebie. Totalne wczucie się w klimat i identyfikacja z postacią a raczej postaci z Nami samymi. Pozwoli to na naprawdę mocne przeżycie takiego scenariusza ale niesie za sobą też ryzyko tego że trwale zmieni sposób wzajemnego postrzegania się graczy.

    By sam scenariusz był rozbujany emocjonalnie muszą być i upadki i wzloty. Musi być coś co będzie dla tych postaci motorem. Coś poza samym instynktem przetrwania. Jakaś nadzieja by nie podcięli sobie żył ;] Pamiętając jednocześnie ze w takich trudnych czasach sama „nadzieja” jest czymś kompletnie innym.