Doc Muerte – zestaw do DnD 4.0

Na wstępie ostrzegam: wielu może się przerazić nakładem pracy jaki włożyłem (wkładam) w przygotowywanie sesji DnD.

W tym wpisie przedstawię co kryje za sobą mój złowieszczy Ekran Mistrza Gry, jak można fajnie rozwiązać motyw z inicjatywą, jakie można zrobić sobie dodatki ułatwiające grę. To wszystko jest zrobione pod DnD, ale część pomysłów można przenieść do jakiegokolwiek systemu.
Wszystko było zrobione we własnym zakresie, bez kupowania dodatkowych ‚produktów’.

Zacznijmy od pytania. Po co ci ekran mistrza gry? Dla niektórych to niepotrzebny bajer, inni nie mogą bez niego prowadzić. Otóż ekran spełnia kilka funkcji:

  1. Daje ci trochę zasłoniętego, prywatnego miejsca
  2. Pozwala na błyskawiczne znalezienie najważniejszych zasad i rozwiązań do kwestii spornych
  3. Można na nim umieścić dodatki (o tym później)
  4. Jest fajny. Tajemniczy. Mnie się po prostu podoba.

Zasłonięte miejsce jest przydatne. Trzymasz tam handouty (różne rzeczy, które wręczasz graczom w odpowiednim momencie), figurki, jeśli ich używasz, notatki, mapki, kostki, karty BNów i przeciwników oraz wszelkie inne pierdoły. Masz pewność, że są tam bezpieczne i nikt ich nie podejrzy, ukradkiem czy celowo. No i nie walają się po stole.
Pewnie, że możesz te rzeczy trzymać obok, a kostki w razie potrzeby zakrywać dłońmi, by wyniki nie zostały ujawnione, ale z ekranem jest łatwiej i wszystko masz pod ręką.

Zobaczmy, co znajduje się za moim ekranem i jak jego poszczególne elementy mogą się przydać.

Prawa strona mocy

Mój ekran to sklejone kawałki tektury, z nalepionymi skanami z książki. Po tej stronie na ekranie znajdują się wszystkie rzeczy potrzebne podczas walki. Mamy rozdzielenie akcji (standard, move, minor), przykłady ich wykorzystania, odnośniki do stron w podręczniku, itp. Najważniejsze po tej stronie to rozpisanie działania poszczególnych statusów, czyli jak to mechanicznie wygląda, gdy ktoś jest zdominowany, spowolniony i tak dalej. Cholernie przydatne, bo kto by to zapamiętał. Przy okazji – tak, wszystkie tabele mam w języku angielskim, tak jak i książki oraz karty potworów. Tak zadecydowałem, bo korzystam z Character Buildera i Monster Buildera (o nich kiedyś inny wpis), a one są tylko w jęz. angielskim.

strona graczy

Karteczki
Teraz najważniejsze – bo co się tam kryje na krawędzi? Jest to inicjatywa w walce, a jednocześnie przypomnienie najważniejszych rzeczy o postaciach graczy. Rozwiązanie proste i genialne: wycinasz małą karteczkę, po jednej stronie piszesz to co mają widzieć gracze (najczęściej samo imię, ale niektórzy dorysowywali sobie różne bajerki), po drugiej info dla MG, następnie zginasz je i wrzucasz na ekran.
Przykładowo na poprzednim zdjęciu widać: Ray – sorcerer, znamię Orcusa; Longin – kapłan, kleryk Moradina.
Te karteczki wielokrotnie uratowały mi skórę, kiedy któryś raz zapomniałem wymyślnego elfiego imienia którejś postaci.

Podczas normalnej gry te karteczki sobie tam wiszą i nikomu nie przeszkadzają. Gracze też na nie zerkają, by przypomnieć sobie imiona pozostałych. Gdy dochodzi do walki, obliczamy inicjatywę i układamy je w kolejności, razem z przeciwnikami. W tej sposób każdy wie kiedy jest jego kolej, może się przygotować. Ma to też jeszcze jedno zastosowanie, bardzo ważne i przyspieszające tempo gry.

Statusy

Paski efektów
W Dungeons & Dragons 4.0 wszelkie narzucone efekty (dazed, ongoing damage, weakened…) działają albo do końca następnej tury, albo do czasu wyratowania się z nich rzutem Save na koniec tury ofiary. Zamiast bazgrać po kartce kto jaki dostał efekt, przygotuj sobie kilka takich dwustronnych efektów (u mnie wąski pasek, zapisany pionowo) i nakładaj je na kartkę gracza lub przeciwnika gdy zajdzie potrzeba. Wtedy, gdy nadchodzi jego tura od razu widać w jakim jest stanie. Gracz nie musi patrzeć w swoje notatki a ty nie musisz mu czytać swoich – on widzi efekt spowolnienia, więc wie, że może się poruszyć tylko o 2 pola w tej turze. Negatywne paski zamalowałem na czerwono, pozytywne na zielono. Gdy taki czerwony babol razi gracza po oczach, to nie zapomni o swoim rzucie Save pod koniec tury, by się od paseczka uwolnić.
Sam mam kilka gotowych i kilka niezapisanych pasków, czekających na nowe okoliczności.
Walka, jeśli nie umiemy nad nią zapanować, może w tym systemie trwać bardzo długo, a zarazem tracić na napięciu i dynamiczności. Te dodatki pomagają zachować jej płynność.

Lewa strona mocy

Lewa strona ekranu. Jak widać, pudełeczko na owe karteczki, paski, również znaczniki postaci na mapy i wszelkie badziewie jakie udało mi się uzbierać podczas prowadzenia sesji (mam tam jakieś runy do położenia na mapę i tym podobne). Pudełko służy jako schowek na wszystkie małe rzeczy, również ołówki. Po lewej stronie zazwyczaj trzymam handouty i kartki ze statsami przeciwników. Na środku widać mój notatnik, czyli fabuła + istotne rzeczy podczas walki. Niestety lewa strona samego Ekranu, nie jest tak przydatna jak prawa. Z wartych uwagi rzeczy, jest tu przypomnienie zasad działania osłon i modyfikatorów z tym związanych, ale dużo miejsca jest zmarnowane przez rzeczy, które szybko stają się nieaktualne. Chodzi o przykładowe trudności czynności (np wspinaczka po linie: trudność 5) Postacie, które wbiją kilka poziomów nie miałyby kłopotu z żadnym rzutem, gdyby trudność testów pozostała na 1 poziomie. Swoją drogą, oficjalna tabela trudności testów jest słabo zaprojektowana (testy zmieniają się co 3 levele), więc nakleiłem na nią lepszą wersję.

Znalezione na stronie Sly Flourish bodajże
Taka tabela sprawia, że nie muszę gdybać nad trudnością testu, po prostu zgapiam go i ew. modyfikuję.
Lewa strona Lewej części ekranu zawiera:- rozpisane nagrody w doświadczeniu
– przykładowe ceny w karczmie
– mechaniczne wartości źródeł światła
– tabelkę obrażeń

Tabela XPków przydaje się tylko podczas tworzenia przygody. Z lenistwa wolę zajrzeć wtedy w Ekran niż w podręcznik, by rozpisać walki i potwory. Mistrzowie DnD wiedzą o co chodzi, dla niezorientowanych powiem, że w tym systemie „projektuje” się walki na podstawie ilości graczy i trudności potyczki. Gdy chcesz dać graczom bardzo trudną walkę, patrzysz wartość XP potwora o 3 poziomy wyższego niż poziom graczy, mnożysz ją przez ilość graczy i zyskujesz budżet doświadczenia, który wydajesz na różne potworki, mniejsze i większe, pułapki itp. Sposób ten pozwala na oko stwierdzić, czy wróg nie jest zbyt silny lub zbyt słaby. Oczywiście są sprawdzone metody, by się z tym nie chrzanić jeśli MG się nie chce.

Z tabelki obrażeń nie korzystam, bo mam osobno coś dużo bardziej przydatnego, ale o tym w innym wpisie.

Tak pokrótce wygląda pieczara Mistrza Gry, gdy prowadzę Dungeons & Dragons. Graczom podobają się moje ‚udziwnienia’ i ja też jestem z nich zadowolony. Patent z kartkami i efektami można przenieść do dowolnego systemu. Ciągle staram się wymyślać nowe bajerki i dodatki do tego systemu, bo zwyczajnie sprawia to frajdę – zarówno mi jak i graczom.

„Och jej, ale wszystko w tym systemie skupia się na walce, blee”
Walka jest nieodłącznym elementem bohaterskiego fantasy, a tutaj jest strasznie dopracowana i dająca duże pole do popisu. Nie oznacza to, że jest to jedyny aspekt DDka. Gdy myślę o przygodzie, przygotowuje jedną, góra dwie krótkie walki by poczuć dreszcze i poturlać kostkami. Reszta sesji to tradycyjne erpegowanie!

Więcej tekstów od Doc Muerte znajdziesz na Mrocznym RPG.

Mapa pochodzi z darmowej przygody Keep on the Shadowfell

  • Sebko

    Kiedyś lubiłem ten system, ale gdybym dziś musiał nosić wszystkie książki, ekran i dodatkowy plecak notatek to byłoby naprawdę ciężko. Jako MG nie wrócę do tego systemu.

    Gadżety, które tutaj wymieniłeś nie są może niezbędne do zabawy w Lochy i Smoki, ale ułatwiają sprawę. Za „moich DDekowych czasów” też miałem pulę tabelek skrótów zasad itp. Generalnie fajna sprawa, ale ja wolę bardziej elastyczne systemy i zakładki w książce :)

    Mógłbyś kiedyś napisać „Jak piszę scenariusze do DND” – ciekaw jestem metody.

    BTW – prowadzisz analogowo z kartki?

  • DocMuerte

    Jak prowadzę jakikolwiek inny system, to staram się uprościć mechanikę walki, dostosować do własnych potrzeb, a tutaj właśnie bardzo mi się podoba i ją zostawiam taką, jaką jest.
    Mój „zestaw” składa się z ekranu i tego pudełeczka, książek nie noszę bo i tak nikt do nich nie zaglądał na sesjach. Mechanika jest naprawdę prosta.

    Jeśli chodzi o notatki, to dawniej wszystko było w notatniku (mam ich kilka, różne do różnych settingów, fajnie się to czyta po latach), od początku DnD było w Evernote (wtedy drukowane), ostatnio z tabletu (jak nie było drukarki pod ręką). Prowadzenie z tabletu jest możliwe, ale zmusza do odblokowywania co jakiś czas (chyba, że ktoś wyłączy blokadę autom.).
    A akurat ostatnia sesja DDka była w całości w notatniku, bo chciałem sprawdzić Twojej metody ;) czyli jak najmniej scenariusza, reszta z głowy i zobaczyć co wyjdzie. Wyszło dobrze, bo gracze tak czy siak rozwiązali wszystko od zupełnie innej strony.

    „Jak piszę scenariusze do DND” – dobry pomysł, dodaje do listy ‚do napisania’.

    Wybaczcie za długaśny komentarz.

  • niestrawny

    Co powiecie na jedną – dużą – notkę, w której 4 MG napisze o tym, jak pisze scenariusze?

  • DocMuerte

    W moim przypadku pisanie scenariusza w każdym przypadku jest trochę inne, zależy to od:

    a) systemu
    b) Czy to jest start czy ciąg dalszy jakichś wydarzeń
    c) Czy mam „pomysł, który sprzeda sesję”.

  • Sebko

    Możemy zrobić serię notek „Jak pisać scenariusze do RPG by XXX” taki lokalny Karnawał:)

  • niestrawny

    Chyba wypadlo na Marcina zeby zaczal ow karnawal

  • Sebko

    Myślę, że dobrze byłoby zaczynać teksty od tego dla jakiego systemu korzystamy z naszego pomysłu. Marcin pierwszy, ja mogę być drugi.

  • Zawau

    To moja odpowiedź na pytanie „jak piszę scenariusze” będzie brzmieć „rzadko” :F

  • niestrawny

    Nie „kiedy” a „jak”, to jak już, to zwięźle. A że rzadko… zrób coś z tym.

  • Zawau

    „rzadko” nie odpowiada na pytanie kiedy, choć przysłówki odpowiadają na trzy pytania (jak , gdzie, kiedy), tylko właśnie na „jak”. Trust me : P

  • Niestrawny

    jak to? …http://www.youtube.com/watch?v=YKss2uYpih8
    Tak czy owak, tylko Ty możesz coś z tym zrobić, trust me