02.21
W czasie kiedy akolici wracali do centrum Imperium Człowieka…
Żelazna katedra roztaczała swe długie mury nad wzburzonym, czarnym od zanieczyszczeń morzem. Żółty piasek przesypywał się z miejsca na miejsce, próbujac ukryć zagrzebane w nim szkielety wraków pojazdów oraz samolotów. Daleko na horyzoncie majaczyły wystające z dna oceanu kikuty poszarpanych okrętów imperialnych, które krwawo okupiły bitwę z siłami Chaosu oraz heretyków, dzięki której Bastion Serpentis stało się symbolem zwycięstwa dla Imperium trzy tysiące lat temu.
Pomimo upływu lat, Mistrz Inkwizytor, Anton Zerbe nie był w stanie nacieszyć swych oczu tym widokiem i za każdym razem żałował, że nie dane mu było wziąć udziału w tak wspaniałej i wychwalającej imię Imperatora bitwie. Jednak tego poranka jego myśli były skierowane ku innym, bardziej niepokojącym kwestiom. Jako zwierzchnik Ordo Hereticus każdego dnia musiał podejmować trudne, ale też wiekopomne decyzje. Zastanawiał się, dokąd zaprowadzi go wola Boga-Imperatora tym razem.
“Czarne chmury zbierają się nad Ordo Hereticus… i samym Impeirum”, przebiegła mu przez głowę myśl ponura, niczym Oko Terroru. W końcu oderwał się od żelaznej balustrady, której widok wypadał na szerokie morze. Od niechcenia rzucił okiem na mosiężny zegar wiszący na ścianie jego komnaty. Zbliżywszy się do kamiennego tronu, na którym zasiadał, zdjął z szerokiego podłokietnika maskę ze szczerego złota, która skrywała jego umęczone oblicze. Nosił ją od ponad trzydziestu lat, w myśl starej i szanowanej tradycji jego zakonu, wedle której oblicze Mistrza Inkwizytora winno być przeznaczone jedynie dla oczu Imperatora.
Podwoje prowadzące do komnaty otworzyły się, a spojrzenie Zerbe wyrażało wielkie zniecierpliwienie. Odwrócił się plecami do wrót, tym samym dając do zrozumienia temu, kto przez nie przejdzie, jak nisko cenić będzie swego rozmówcę. Viva Bianca zauważyła mocarne plecy Mistrza Inkwizytora zaraz po wejściu do środka. Na chwilę ogarnęła ją trwoga, dwa uderzenia serca zajęło jej porzucenie strachliwych myśli i skupienie się na tym, co będzie ją za chwilę czekać. Dumnym krokiem zbliżyła się do Zerbe, aby następnie uklęknąć przed nim na jedno kolano i oddać mu należyty hołd. Jej włosy były w nieładzie, a lśniąca zbroja nosiła pęknięcia, ślady po kulach bolterów i bruzdy, które musiały wyżłobić miecze łańcuchowe chcące odebrać jej życie. Okuta w żelazo księga inkwizytorska miała naderwaną okładkę, a obwoluta rozlatywała się w kilku miejscach. Z kolei jej elektryczna buława wyglądała tak, jakby została skąpana w krwawej balii. W gardle zaschło jej, jak tylko Mistrz Inkwizytor w oczekwianiu przestąpił z nogi na nogę, wiedziała jednak, że to on ma jedyne prawo zacząć i zakończyć to spotkanie. Jej życie również leżało w jego dłoniach.
Czas dłużył się w nieskończoność, a napięcie w pomieszczeniu rosło. Zerbe testował nerwy swego inkwizytora zastanawiając się jednocześnie nad karą. Kara musiała zostać wymierzona za takie niedbalstwo oraz hańbę, jaką okrył się cały Ordo Hereticus. Złota maska lśniła w świetle kandelabrów, a spod niej biło brutalne spojrzenie Mistrza Inkwizytora. W końcu, z ciężkim oddechem skierował swe oblicze ku klęczącej Biance i żelazną dłonią pochwycił jej ramię nakazując, żeby wstała z klęczek.
- Mistrzu Ink… – pierwsza chciała przemówić, co okazało się fatalnym błędem. Nawet nie spostrzegła, jak drugą dłonią Zerbe wymierzył jej siarczystego policzka, którego siła rozcięła jej śniadą skórę na twarzy. Potęga uderzenia przewróciła ją na plecy, a szok wynikły z całego zajścia sparaliżował ją do cna.
- Byłaś niegdyś moją najlepszą uczennicą,Vivo – jego słowa niosły ze sobą aż nazbyt wyraźną groźbę – Zauważ, że użyłem czasu przeszłego.
Bianca powoli zaczynała zbierać się z zimnej podłogi. Jej dłoń powiodła do zawieszonej u boku buławy. Jeśli Mistrz Inkwizytor postanowi ją zgładzić udowodni mu przed śmiercią, że nadal jest najlepszą. Chociaż polegnie, to zgodnie z regułą zakonu. Czuła pulsujący w skorni ból, który chwytał całą katedrę i kazał jej wirować w koło. Głos jej zwierzchnika dochodził do niej, niczym z głębokiej otchłani.
- Porażka goni porażkę, a każda jest gorsza od poprzedniej – Anton Zerbe wydawał się zamyślony, jakby we własnej głowie punktował Biancę za jej rzekome zaniedbania.
- Poddam się każdej karze, Mistrzu Inkwizytorze – wycedziła przez zęby stając nieśmiało na równych nogach i spodziewając się kolejnego, tym razem dużo bardziej niebezpiecznego ataku. Na szczęście, nic takiego nie nastąpiło, a Zerbe skierował swe ciężkie kroki ku tronowi, na który potem opadł z chrzęstem swej pięknie wykutej zbroi.
- Wielki Mistrz Ceremonii zakpił sobie ze mnie, Vivo. A ty mu na to pozwoliłaś, ponieważ nie dość dobrze ukryłaś jednego z siódmych synów! Cytadela Taurus zaatakowana! Chłopak wyrwany z twych rąk i me wyobrażenie o tym, jak Mayer Vax śmieje się ze mnie, nawet w tej właśnie chwili doprowadza mnie do szału! – ton Zerbe był zimny i złowrogi. Na jego słowa, Bianca postąpiła dwa kroki w tył, starając się niezauważalnym gestem odpiąć zapinkę przy buławie i być gotową do obrony. Nawet jeśli Mistrz Inkwizytor spoczywał na swym tronie, niby niezainteresowany walką, był nadal wielce niebezpiecznym przeciwnikiem, zważywszy na moce swego wielkiego umysłu.
- Jestem na twej łasce, Mistrzu Inkwi… – kolejny raz nie dane jej było dokończyć swej myśli, kiedy Zerbe brutalnie wszedł jej w zdanie:
- Zniszczony imperialny krążownik klasy Omega! – przełożony Ordo Hereticus rozpoczynał swą litanię oskarżeń siedząc nieruchomo na swym tronie. Dopiero po chwili Bianca zrozumiała, że chodzi mu o “Harvestera” Tyranda Ratty. Przełknęła ślinę ze zdenerwowania i zastanawiała się, jakich jeszcze “zbrodni” dopuściła się w oczach Antona Zerbe, Mistrza Inkwizytora.
On jednak dopiero zaczynał. Wyczekał dłuższą chwilę mierząc lodowatym spojrzeniem Biancę, którą przechodziły złowieszcze ciarki po całym ciele.
- Twoje poszukiwania relikwi nie przynosły nam żadnych odpowiedzi, a tylko jeszcze więcej pytań! – grzmiał Zerbe z całych sił – Nie wiemy nadal czym ona dokładnie jest, ani kto jest odpowiedzialny za zabranie jej z Latri! A najgorsze jest to… – kolejna pauza w jego litani była niczym smagnięcie ciernistego bicza po twarzy Vivy – …, że ma ona na pewno coś wspólnego z Komusem!
- Robię wszystko, co w mojej mocy, Domine! – dopiero gdy wypowiedziała te słowa, zdała sobie sprawę ze zbyt dużej ich śmiałości, Zerbe jednak jakby ich nie słyszał i kontynuował:
- Zgładzony imperialny psionik, w pogoni za cieniem, którego nie możesz pochwycić – Bianca przybita kolejnymi zarzutami opuściła głowę w dół, wpatrując się w kamienną posadzkę, zauważyła jak bardzo sczerniała od przelanej na niej krwi. Mistrz Inkwizytor na chwilę zawahał się przed wypowiedzeniem kolejnych słów, jakby szukał następnych poddtknięć Vivy – I jeszcze książę Valachii!? Czy mój rozkaz nie był dość jasny?! – przez chwilę wydawało się, jakby mury katedry zatrzęsły się od wyrzutu Zerbe, który aż uniósł się ze swego tronu i postąpił dwa kroki w przód. Zbliżył się do inkwizytor na wyciągnięcie żelaznej ręki. Na czole Bianci wykwitły krople zimnego potu.
- Leto okazał się być heretykiem – ściszonym głosem próbowała się bronić przed jego furią, która sprawiała, że w pomieszczeniu jakby zrobiło się ciemniej i zimniej, niż dotychaczas.
- Miałaś tylko ocenić jego przydatność dla Inkwizycji, a nie poddawać ewaluacji ten wieśniacki odprysk wiary, który rozwinął się na Ardeal! Zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteśmy teraz o krok od otwartej wojny z Ordo Malleus!? Bo twoi akolici nie mogli powstrzymać świeżbienia palcy?!
- Tak, Mistrzu…
- Twoje usta mówią “tak”, a postępujesz wbrew mym rozkazom, Bianco! Nie tego cię uczyłem i nie taka jest reguła zakonu, nieprawdaż? A teraz jeszcze to! – Viva stała nieruchomo wpatrując się w symbol Imperatora na jednej ze ścian i wracając wspomnieniami do tego, co wydarzyło się dwa dni temu.
Cytadela Taurus, zbudowana na jednym z sześciu księżyców planety Dusk, była tajną placówką, w której ukryto jedno z dzieci Cineris, uratowanych przez akolitów Bianci nim sama planeta została pochłonięta przez orczą hordę. Tam miał też zostać nauczony reguły zakonu Ordo Hereticus, a jeśli przeżyłby pierwszy rok, to przyszłość rysować się miała przed nim świetliście. Tak przynajmniej założył Mistrz Inkwizytor, Anton Zerbe. Ktoś jednak dopuścił się zaniedbania, ponieważ lokalizacja cytadeli została odkryta oraz zaatakowana przez oddział assasynów Mistrza Ceremonii, Reviona. Chłopiec, w bratobójczej walce między akolitami, został porwany, a imię Ordo Hereticus wystawione na szwank. Inkwizytor nie łkał nad losem poległych braci i sióstr. Nieważne były straty materialne oraz totalna kompromitacja kryjówki. W jego oczach, zagrano mu na nosie. Dopuszczono się zbroni, za którą może być tylko jedna kara.
Viva skierowała wzrok na swoją dłoń. Spękana zbroja nie chroniła jej już tak dobrze, a krew wrogów na napierśniku mieszała się z jej własną. Tego dnia, gdy Taurus upadał, ledwo uszła z życiem i zastanawiała się teraz, czy nie lepiej byłoby ponieść wtedy chwalebną śmierć, niż teraz żyć w pogardzie Mistrza Inkwizytora. Zacisnęła mocniej wargi, a następnie pięści. Anton zauważył subtelną zmianę w jej zachowaniu i uśmiechnął się pod maską.
- Imperator uchronił cię przed śmiercią nie bez powodu, Vivo – zaczął ojcowskim tonem Mistrz Inkwizytor – Czekają cię nowe zadania, które tym razem wypełnisz prawidłowo i zgodnie z moją wolą – kobieta milcząco przytaknęła, a Zerbe położył w pojednawczym geście ciężką dłoń na jej ramieniu – A teraz udasz się do Ulcyfera, żeby wymierzył ci stosowną karę za swoje zaniedbanie. Pamiętaj tylko, że zawiodłaś mnie dwa razy: pierwszy i ostatni.






Faktycznie i w tym przypadku, dla naszych postaci niewiedza jest błogosławieństwem.
Jak to kiedyś ująłeś „Andrzej ma taką postać, że zawsze można Was wrzucić w jakieś gówno” (czy coś takiego).
Ucierpiał nie tylko Ordo Hereticus, ale głównie honor ludu Cineris! Ależ emocje. Ależ nieroztropna decyzja akolitów na Ardeal. Frastusa, że zaatakował, Aruula i Santusa, że nie powstrzymali oceny towarzysza. Koniec końców, Leto jest zimny, a Revion ma wszystkie asy w rękawie. Całe szczęście, że drużyna ma Aruula, więc Imperator stanie po naszej stronie!
Revionie… nadchodzi ostrze przeznaczenia!